Miłością prostują poplątane drogi dzieci

Halina Gajda
fot.Halina Gajda
W powiecie gorlickim działa dzisiaj ponad osiemdziesiąt rodzin zastępczych, które opiekują się ponad setką potrzebujących dzieci. Wciąż konieczne są kolejne. Choć trzeba spełnić kilka istotnych warunków, warto, bo wdzięczność dzieci jest bezgraniczna.

Dom bliźniak. Na podwórku zgraja dzieciaków. Biegają za sobą, krzyczą, śmieją się. Nawet jak któreś upadnie, to nic. Wstaje otrzepuje kolana i dalej w zabawę. Podchodzi dziewczynka. Na oko pięciolatka. Z kucykami, co sterczą jak antenki. - Cześć - mówi z pewnością siebie, uśmiechem od ucha do ucha, podaje umorusaną rączkę i natychmiast odbiega do towarzyszy zabawy i rozsyła buziaki wszystkim dookoła.

Franciszek i Lucyna Sztabowie od półtora roku są rodziną zastępczą. Jedną z wielu w Gorlickiem (dzisiaj w powiecie mamy ponad osiemdziesiąt rodzin zastępczych, w których przebywa ponad 120 dzieci), ale - paradoksalnie - wciąż jedną z niewielu. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy potrzebny będzie taki zastępczy dom dla jakiegoś malucha. I tak naprawdę słowa "zastępczy, zastępcza" jest tutaj krzywdzące - bo wszystkie te rodziny mają i dają swoim podopiecznym ogromne pokłady miłości, cierpliwości, zainteresowania. Nigdy zaś - litości.

- Dlaczego zdecydowaliśmy się na rodzinę zastępczą? Bo ja strasznie, ale to strasznie zawsze zazdrościłam swojemu mężowi - mówi zaskakująco pani Lucyna. Drobna szatynka śmieje się w głos. Kładzie dłoń na ramieniu męża: - Tak mi zawsze podobały się te wspólne wigilie w waszym domu, tyle dzieci, ruch, rozgardiasz - mówi. Ten zaś odpowiada wyjaśniając: - Fakt, było nas siedmioro w domu, to i ruch był spory - tłumaczy uśmiechając się. - Myśl o rodzinie zastępczej kiełkowała w nas od wielu lat.

Mamy prawie dorosłego syna, drugiego dwunastolatka. Od słowa do słowa, zaczęło się działanie - opowiada dalej. Sprawdzili: rodziną zastępczą może zostać każdy, kto pragnie ofiarować poczucie miłości i stabilizacji dzieciom w trudnej dla nich sytuacji. Tego Sztabom nie brakowało. Owszem, trzeba było spełnić jeszcze kilka ustawowych wymogów, ale nie są one nie do przeskoczenia. - Chęć pomocy dzieciom jest jednym z najważniejszych kryteriów - wyjaśnia Romana Gajdek, dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Gorlicach.

Pomoc, o której mówi dyrektorka jest wielopłaszczyznowa, bo - przy całym szacunku dla idei rodzicielstwa zastępczego - trzeba sobie zdawać sprawę, że nie jest to takie łatwe. Nie bez przyczyny bowiem zapada decyzja, że dzieciom będzie lepiej poza domem, często z daleka od rodziców. - Dysfunkcyjne środowisko - najkrótsza i najpełniejsza definicja rodziny, która funkcjonuje inaczej od kochającej się rodziny, dbającej o wszystkich swoich członków.

Z takich właśnie środowisk pochodzą dzieci trafiające do środowisk zastępczych. Każde ze swoim bagażem trudnych, niejednokrotnie bardzo traumatycznych doświadczeń. I wszystkie czekają na rodziców... tych swoich albo tych zastępczych czy adopcyjnych. Ważne jest, aby dzieci mogły doświadczać bycia w rodzinie - dodaje dyrektorka.

Sztabowie doskonale zdawali sobie z tego sprawę. I nie było chwili zawahania. Po szkoleniu, konsultacjach z psychologami trafiło do nich rodzeństwo. Maluchy szybko zaadaptowały się do nowych warunków. Ale nie zawsze było łatwo. I nadal nie zawsze jest łatwo. - Pierwsze kłopoty to spanie. Za nic nie chciały zostać same. Drzwi ich pokoju musiały być otwarte, w naszym zaś - cichutko chodził telewizor, świeciło się światło - opowiadają.

Momentem, gdy obojgu zmiękły nogi była chwila, gdy któreś z nich zapytało: czy możemy mówić do was mamo i tato? - Odpowiedzieliśmy bez wahania, że jeśli tylko chcą, mogą - podkreśla pani Lucyna. Patrząc na nią trudno się domyślić, że na co dzień zajmuje się szóstką dzieci. Gdy wylicza, co robią - wycieczki, spacery, wspólne gotowanie, czasem sprzątanie, treningi karate, w zimie łyżwy i sanki, w lecie rowery, w perspektywie zaś kurs tańca i harcerstwo, to zastanawiam się, czy jej doba nie jest dłuższa, niż reszty świata. I skąd czerpie siły na to wszystko. - W sumie, to tak bardzo się nie męczę - mówi. -

A jak mi już dopiecze, to biorę rower i jadę przed siebie. Wystarczy, by na nowo naładować akumulatory pozytywnym myśleniem i nową energią - dodaje. Mąż puszcza oczko: - Dzieci to pretekst do zabawy. Bo co by powiedzieli ludzie, patrząc na nas, gdybyśmy zaczęli jeździć z górki na sankach? A tak, mamy wytłumaczenie: dzieci są, musimy - dowcipkuje.

Dzieci, które wzięli pod opiekę, to tacy mali-dorośli. Zazwyczaj bawią się beztrosko, ale zdarza się, że jednym zdaniem potrafią złapać za serce tak, że dorosłym dech zapiera. - Jak wtedy, gdy dziewczynka zwróciła uwagę mojemu synowi, że ona bardziej od niego potrzebuje się przytulić, bo on ma mamę od zawsze - opowiada pani Lucyna. Dzieci w rodzinach zastępczych potrzebują ciągłego zainteresowania, głośnej i wyraźnej akceptacji. Maluchy chodzą do szkoły, przedszkola. Dzieci, dosłownie wtopiły się w nowy dom i rodzinę, wciąż mają bardzo kruchą psychikę. Odbudowywanie jej zajmie sporo czasu.

Cementem jest "wspólność": wspólne wycieczki, oglądanie telewizji, czytanie bajek, przygotowanie zadania domowego, porządkowanie, lepienie pierogów, wieczorne wygłupy i ciągłe przytulanie. - Kiedyś najstarsze z rodzeństwa zapytało mnie, czy będzie mogło do nas przyjeżdżać, jak już będzie dorosłe - opowiada pani Lucyna.

- Pomimo moich zapewnień, że tak, że jak najbardziej, że dom będzie zawsze dla nich otwarty - dopytywało o to samo kilkakrotnie - dodaje. Piecza zastępcza jest z reguły tymczasowa - dopóki biologiczni rodzice nie uporają się z własnymi problemami, czasem nałogami. Dopóki nie rozumieją, jak wielką krzywdę zrobili. Zdarza się, że to opamiętanie nie przychodzi nigdy. Dzieci pozostają w rodzinie zastępczej do chwili, gdy osiągną pełnoletność. I nawet jeśli wyfruną z zastępczego gniazda, to wracają właśnie do niego.

Warto wiedzieć
Na rodziców zastępczych czekają przede wszystkim dzieci, których rodzice mają ograniczoną władzę rodzicielską.W tej trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się dziecko poprzez dysfunkcje dotykające jego rodziny, w pierwszej kolejności powinno się udzielić kompleksowego wsparcia rodzicom naturalnym.

Dlatego też pierwszym krokiem powinno być zapewnienie dziecku tymczasowej opieki w pieczy zastępczej, należy bowiem pamiętać, że jest ona z założenia nastawiona na powrót dziecka do rodziny. Są różne rodzaje rodzin zastępczych.Spokrewnione z dzieckiem, w których opiekę sprawują dziadkowie lub rodzeństwo, ale również niezawodowe i zawodowe, w których dzieci przyjąć mogą osoby z nimi niespokrewnione, co niejednokrotnie jest bardziej korzystne dla dziecka.

Gdzie szukać informacji?
Chętni mogą skontaktować się z pracownikami Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, przy ulicy Słonecznej 7 w Gorlicach, a następnie przejść przez procedurę kwalifikacyjną, w tym ukończyć odpowiednie szkolenie dla kandydatów na rodzinę zastępczą. Od kilku lat to Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie przeprowadza bezpłatnie całą procedurę, ponadto nie trzeba obawiać się, że zostaje się z tą sytuacją samemu - każda rodzina zastępcza może liczyć na wsparcie ze strony specjalistów PCPR-u, w tym psychologa, koordynatora rodzinnej pieczy zastępczej oraz pomoc finansową.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie