Omyłka sprawiedliwości

Artur Drożdżak
Żadna władza nie lubi anonimów. Woli podania, pozwolenia, prośby, petycje, zarządzenia i decyzje. Koniecznie na piśmie i z tysiącem ważnych pieczątek i podpisów. Dlatego gdy w czerwcu 1919 r. wójt Łężkowic koło Kłaja dostał anonim z pogróżkami, postanowił ustalić, czyją ręką został skreślony. Ruszyło śledztwo.

Sprawa miała polityczne tło. W maju 1919 r. odbyły się wybory zwierzchności gminnej w Łężkowicach, Jan W. został wybrany na wójta, ale czterech miejscowych gospodarzy wniosło do starostwa protest w tej sprawie. Został on odrzucony, a wójta zatwierdzono. We wsi jednak szeptano, że Jan W. w odrzuceniu sprzeciwu maczał palce w porozumieniu z urzędnikami. I wtedy dostał anonim.

"Psiakrew łeb ci rozwalę, raz cię psiakrew diabli wezmą, jedno tylko Bogu wiadomo co się z tobą stanie"- obiecywał autor anonimu. I dalej groził: "bywaj drabie zdrów, ale tylko dotąd, dopóki się z tobą nie rozprawię. Porachuj się ze swoimi grzechami, bo ci łeb rozwalę. Co tobie zależy, żeś protest wniesiony przeciwko wyborom zepsuł?"- pytał.

Wójt podejrzenie rzucił na gospodarza Franciszka B., lat 65, ojca 8 dzieci, żonatego, w przeszłości karanego za kradzież drewna z lasu. Mężczyzna znalazł się na celowniku, bo jako nieliczny we wsi znał alfabet, wszak był kiedyś gminnym pisarzem.

Franciszka B. oskarżono o to, że "groził pisemnie w liście Janowi W. naruszeniem nietykalności na ciele, by go nabawić strachu i niepokoju, a zagrożenie to, ze względu na stosunki zagrożonych złych skutków, mogło w nim wzbudzić uzasadnioną obawę". Gospodarz został skazany na 6 miesięcy więzienia.

Koronnym dowodem była opinia dwóch biegłych kaligrafów. Juliusz I. i Ignacy K. na podstawie porównania anonimu i dwóch pism gospodarza orzekli, że istnieje obiektywna pewność, że anonim pochodzi z ręki oskarżonego. Co więcej, napisali, że anonim był nakreślony lewą ręką "co wypływa z dyskoordynacji pisma, wleczenia się kresek łączących po linii pisma, nieostrej lewej stronie górnej".

Ich zdaniem, identyfikację ułatwiło to, że oskarżony ma "w piśmie widoczną wprawę, albo co najmniej giętką rękę, co widoczne jest z jego pisma naturalnego. Ponadto charakterystycznie przedłuża pisownię liter: a, o, g, d, i zakrzywia ją przy f, p np. przy słowie psiakrew".

Franciszek B. odpierał zarzuty, złożył odwołanie od wyroku, które okazało się skuteczne, bo Sąd Apelacyjny w Krakowie uniewinnił oskarżonego. Trybunał II instancji, porównując anonim z próbkami pisma, doszedł do przekonania, że jednak nie pochodzi on od Franciszka B.

Tym bardziej że - jak zauważono - oskarżony do Jana W. żadnej specjalnej złości nie miał. Sąd przyjął argumenty gospodarza z Łężkowic zawarte w jego apelacji. Warto je zacytować po latach. - Jestem człowiekiem starszym, wypracowanym i schorzałym.

Nie posiadam pewności w ręce, jest zatem rzeczą wykluczoną, by anonim, który pochodzi z ręki młodej, spokojnie piszącej i pewnej, mógł z mojej ręki pochodzić - bronił się Franciszek B. I dodawał, że "w I instancji doszło do omyłki sprawiedliwości i sąd nie powinien się opierać na tak problematycznym dowodzie jak opinia znawców pisma, ale sam w drodze porównania wyrobić sobie przekonanie, czy można budować winę na tak kruchych postawach.

Znawcy pisma nie operują żadnymi zasadami naukowymi, w najlepszej wierze się mylą i apodyktycznie stwierdzają, że anonim pochodzi z mojej ręki. I to lewej" - pisał Franciszek B. Pisał, ale ręką prawą.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie