Czytaj też:
Do tragedii doszło w piątek ok. godz. 16. Z ustaleń policji wiadomo, że nagle z domu wybiegła 34-latka cała w płomieniach. Z licznymi oparzeniami ciała zabrało ją pogotowie. W ciężkim stanie trafiła do Szpitala im. Rydygiera w Krakowie.
- Około godziny 16.15 nasi funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który oblał benzyną swoją żonę i podpalił ją - wyjaśnia asp. Roman Wolski, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu.
Wiadomo ponadto, że w czasie zdarzenia był on pod wpływem alkoholu. - Mężczyzna został już przesłuchany. Postawiliśmy mu zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania długotrwałej choroby - mówi Zbigniew Gabryś, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu. - Grozi mu od 12 lat do dożywocia. Teraz mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące.
Prokurator nie chciał mówić o przebiegu zdarzeń. Zapewnił jednak, że kobieta jest na leczeniu specjalistycznym w Krakowie. Jak udało nam się ustalić, ma ona prawie zwęgloną lewą rękę i liczne poparzenia górnej części ciała. - Kobieta ma poparzone 25 procent powierzchni ciała. To poparzenia drugiego i trzeciego stopnia - twarzy, całej lewej ręki, prawej dłoni, pleców i szyi - mówi dr Bożena Kozanecka, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala im. Rydygiera w Krakowie. - W sobotę przeszła już jedną operację, we wtorek czeka ją kolejna. Rokowania są dobre. Pacjentka jest przytomna, mamy z nią kontakt. Oprócz pomocy chirurgicznej, otrzymała także pomoc psychologa.
Mieszkańcy wioski są zszokowani tym co się ostatnio stało. Mówią zgodnie, że z rodziną, w której doszło do tego dramatu, nigdy nie było żadnych problemów. - Chłop pracował na budowie. Ona siedziała w domu z dziećmi. To była spokojna rodzina. Mają czworo dzieci - mówi jedna z sąsiadek, prosząc o anonimowość. - Nie było u nich awantur - dodaje druga.
Sąsiedzi wspominają, że w dzień tragedii mężczyzna naprawiał samochód. Wtedy żona się z nim kłóciła. W pewnym momencie 34-latka wybiegła z domu w płomieniach. - Zięć szybko narzucił na nią koc - dodaje sąsiadka. - Potem przyjechało pogotowie.
- Nie wiemy, o co poszło. Ten facet był spokojny. Nie wiadomo co go tak wyprowadziło z równowagi - mówią mieszkańcy. - Mają małe dzieci, teraz jedno z nich idzie do komunii. - On chyba miał źle w głowie, jakby miał dobrze, to tego by nie zrobił - mówi z przekonaniem Jan Bachula.
Dziećmi zajęła się już rodzina z Pieniążkowic.
Trwa plebiscyt "Super Pies, Super Kot!". Zgłoś swojego zwierzaka i zgarnij dla niego nagrody!
Euro 2012 coraz bliżej! Zobacz, co będzie się działo w Krakowie
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!