47-latek spod Szczucina pomieszkiwał ostatnio tylko z czwórką dzieci. Żona wyjechała za pracą za granicę. Ostatniego dnia marca zjawił się w domu mocno nietrzeźwy. Zastał w nim 16-letnią córkę Iwonę i 5-letnią Karolinę, najmłodszą z pociech. - Od wejścia krzyczał, że popełni samobójstwo. Starsza córka próbowała go uspokoić - relacjonuje Bożena Owsiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Jan N. na chwilę wyszedł z domu. Wrócił zaraz, trzymając w ręce siekierę. Podszedł do córki od tyłu. Gdy zadawał jej pierwszy cios siekierą, dziewczyna trzymała na kolanach młodszą siostrę. Uderzenie spadło na jej głowę. Przed drugim skuliła się, chcąc osłonić młodszą siostrę. Zaskoczona i przerażona ruszyła do drzwi. Te zamknięte były jednak na klucz. Tu otrzymała kolejne dwa uderzenia. Wybiegła do swojego pokoju i zanim zdołała uciec przez okno, ugodzona została siekierą ponownie. Jej młodsza siostra także uciekła.
Ociekająca krwią dziewczyna ratunek znalazła u sąsiadów. Stamtąd wezwano policję. Jana N. zatrzymano kilka godzin później. Mężczyzna ukrywał się w krzakach koło wiślanego wału w pobliskim Maniowie.
Tego samego dnia trafił do aresztu. Przesłuchiwany zasłania się niepamięcią. Powtarzał to policjantom i prokuratorowi oraz sędziemu w trakcie rozpatrywania wniosku o areszt.
Śledczy nie zdołali ustalić, co sprawiło, że mieszkaniec Powiśla zaatakował córkę. Nie mają jednak wątpliwości co do tego, że zamierzał zamordować nastolatkę. Akt oskarżenia trafił właśnie do sądu. Jan N. odpowie za usiłowanie zabójstwa własnego dziecka. - Maksymalny wymiar grożącej mu kary to dożywocie - mówi prokurator Owsiak.