Tylicz. Ratuje życie starych i schorowanych zwierząt gospodarskich. Poznajcie Izabelę Mikulską i jej wyjątkową farmę

Klaudia Kulak
Klaudia Kulak
Izabela Mikulska i jej zwierzęta na farmie LaMa w Tyliczu. Pod jej opieką znalazły spokój, miłość i akceptację mimo chorób i ciężkich przeżyć, które mają na swoim koncie.
Izabela Mikulska i jej zwierzęta na farmie LaMa w Tyliczu. Pod jej opieką znalazły spokój, miłość i akceptację mimo chorób i ciężkich przeżyć, które mają na swoim koncie. z archiwum Izabeli Mikulskiej
Udostępnij:
Starość i choroba nie musi oznaczać samotności i smutku. O tym przekonuje mieszkanka Tylicza Izabela Mikulska, która prowadzi farmę dla starych, schorowanych i porzuconych zwierząt - głównie gospodarskich. To między innymi konie, która wiele lat pracowały w pobliskich gospodarstwach, a ich właściciele po latach chcieli sprzedać je do rzeźni, albo owieczki, które zostały odrzucone przez matki. Są też ślepe koty, które ktoś wyrzucił. W farmie LaMa wszystkie zwierzęta dostają opiekę i miłość - tak ważne w ostatnich latach życia, lub przy dochodzeniu do zdrowia.

FLESZ - Polacy się starzeją a miasta wyludniają. Jest raport GUS

Jak wspomina Izabela Mikulska, od dziecka zbierała z okolicy wszystkie chore zwierzęta, potrącone koty czy psy, a nawet zabierała żywe myszki, którymi bawiły się koty, aby ocalić im życie. Kiedy zwierzęta doszły do zdrowia szukała dla nich domu, a te, których nikt nie chciał zostawały u niej. Zbiegiem lat jej miłość do zwierząt zaowocowała stworzeniem wyjątkowego miejsca - farmy, gdzie aktualnie łącznie żyje około 40 zwierząt, w tym aż 20 koni i około 15 owiec wykarmionych butelkami.

Gdyby nie jej praca, zwierzęta, które aktualnie znajdują się pod jej opieką pewnie już by nie żyły. Większość z nich ma bowiem na swoim koncie traumatyczne przeżycia, albo wiele lat ciężkiej pracy na roli, po których ich właściciele nie mieli skrupułów, aby się ich pozbyć. Izabela Mikulska wykupywała i nadal wykupuje je w cenie mięsa i zapewnia im dożywotnią opiekę.

- Na wsi tak jest, że zwierzęta, które są chore, lub nie mogą pracować trafiają do rzeźni, albo są zostawiane, aby same zdechły. Podobnie jest też z młodymi zwierzakami. Mam u siebie w domu owieczkę. Melka ma teraz półtorej roku. W moim domu mieszkała 7 miesięcy, bo jej matka zdechła. Zrobiłam cesarskie cięcie i udało się uratować to jagnię. Teraz biega za mną jak piesek i śpi na kanapie, a jej wdzięczność jest nie do opisania. Mam też klacz, którą porzuciła matka, a mnie udało się ją wykarmić - mówi dla „Gazety Krakowskiej” Izabela Mikulska.

W farmie jest też wiele konie po kontuzjach, albo takich, które w sezonie były tak umęczone, że po jego zakończeniu właściwie nie nadawały się już do pracy. U niej znalazły bezpieczny dom, gdzie spokojnie mogą zregenerować siły i dochodzić do zdrowia.

Swoje wyjątkowe gospodarstwo pani Izabela postanowiła pokazać światu. Farmę można bowiem odwiedzać i spędzić wyjątkowy czas w towarzystwie zwierząt. Jej „mini zoo”, jest jednak zupełnie inne niż te, które większość z nas widziała w swoim życiu. Zwierzęta nie są młode i bardzo atrakcyjne estetycznie. Większość z nich to schorowane staruszki, albo porzucone kalekie zwierzaki.

- Krówki, indyki, baranki, kózki i króliki - to głównie moi podopieczni. Wiele zwierzaków wykarmiłam butelkami i będą mieć u mnie miejsce do końca swojego życia. Zbieram też porzucone kotki czy pieski. Utrzymuję je ze swoich pieniędzy i leczę każde zwierzę, nawet kiedy weterynarz ostrzega mnie, że to przewyższa wartość zwierzęcia. Jego wartości nie da się przecież wycenić - przyznaje Mikulska.

Przy farmie LaMa funkcjonuje też jazda konna, ale przyjeżdżają tam również wycieczki szkolne. To dla odwiedzających to miejsce dzieci lekcja szacunku do słabszych.

- Kiedy na przykład dzieci widzą ułomnego czy niepełnosprawnego w jakiś sposób baranka, inaczej patrzą na swoje życie. Dzieciaki mogą też karmić te zwierzęta, a ja im opowiadam ich historie. Mogą też je dotknąć, bo to bardzo oswojone zwierzęta - mówi nasza rozmówczyni.

Izabela Mikulska współpracuje również z krynickim oddziałem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Często jej farma stawała się domem tymczasowym dla zwierząt odbieranych w czasie interwencji.

- Pani Izabela kiedyś była inspektorem TOZ. Teraz jej pomoc jest dla nas nieoceniona. Mamy do niej pełne zaufanie i wiemy, że ma ogromne serce do zwierząt, które ratuje, wykarmia i obdarza miłością. Gdyby nie ona, wszystkie te zwierzęta już by nie żyły. Wiele koni, które ma u siebie, bez odpowiedniej karmy, codziennej nebulizacji i rehabilitacji nie miałyby szans na przeżycie - przyznaje Sylwia śliwa, inspektor Krynickiego TOZ.

Odwiedzający to miejsce często zostawiają datki, aby wesprzeć działalność farmy, a jeśli leczenie jakiegoś zwierzaka okazuje się być zbyt kosztowne, pani Izabela otwiera zbiórki, lub prosi o pomoc znajomych. Utrzymanie takiego miejsca to jednak ogromne koszty.

Aby zdobyć środki na leczenie zwierząt, ale również utrzymanie farmy, w najbliższą niedzielę (17 lipca) w godz. Od 11 do 18 na farmie odbędą się dni otwarte. Dochód w pełni przeznaczony zostanie na ratowanie życia zwierząt w farmie LaMa w Tyliczu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie