Woda nigdy nie wybacza. Płetwonurek Marcel Korkuś od lat szuka jej ofiar

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Joanna Gibner zginęła z rąk męża. Marek W. zatopił ciało w jeziorze. Kacperek miał przed sobą całe życie. Ojciec tylko na chwilę spuścił go z oczu. Chłopiec został odnaleziony w rzece. Obie historie łączy jedna osoba: płetwonurek Marcel Korkuś.

FLESZ - Niezdrowe produkty wciąż polecane jako korzystne

Czasami trzeba wrócić. Cofnąć się. Dlatego, kiedy kolejne dni poszukiwań 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca nie przynosiły efektów, Marcel Korkuś, płetwonurek ekstremalny z Żar, podjął właśnie taką decyzję. Okazała się kluczowa dla całej, zakrojonej na szeroką skalę akcji, w której uczestniczyły helikoptery, drony oraz policyjne psy z Niemiec. - Wróciłem na początek, żeby sprawdzić całą rzekę metr po metrze - mówi Korkuś.

O Kwisie mówi się, że jest czysta i dzika. Przepływa przez województwa dolnośląskie i lubuskie, m.in. miejscowość Nowogrodziec. To właśnie tam z końcem kwietnia ojciec na moment spuścił z oczu swojego 3,5-letniego syna. Jak się później okaże, ta chwila nieuwagi będzie kosztować chłopca życie. Korkuś włącza się do poszukiwań dziecka już pierwszego dnia. Z własnej inicjatywy. Pomaga społecznie i nie bierze za pracę pieniędzy. Schodzi pod wodę, a na specjalnym wysięgniku umieszcza kamerę. Płynie z nią w trudno dostępne miejsca rzeki. - Po każdym powrocie do domu weryfikowałem nagrania. W dwunastym dniu poszukiwań kamera zarejestrowała obecność ciała dziecka pod wodą - opowiada.

Na początku maja już było wiadomo: Kacperek nie żyje.

Pod wodą

To był chyba początek. Miał 13 lat, gdy ukończył pierwszy kurs płetwonurka. Był już wtedy młodszym ratownikiem Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Podwodny świat fascynował Marcela właściwie od zawsze, odkąd pamięta, dlatego kolejne wybory były konsekwencją tej fascynacji. Z czasem został instruktorem nurkowania, a następnie płetwonurkiem technicznym oraz jaskiniowym.

Tak wyglądał Kraków zaledwie 10 lat temu. Takie życie już ni...

To dało mu doświadczenie i przekonanie, że z wodą nie można igrać. Ona nie wybacza błędów. Co roku pochłania wiele ofiar. Tą pierwszą w pracy Marcela był mężczyzna chory na epilepsję. Nad wodę przyszedł z dzieckiem i były to ich ostatnie wspólne chwile. Prawdopodobnie dostał ataku podczas kąpieli. Nie udało mu się dopłynąć do brzegu.

Marcel na miejsce poszukiwań dojechał na drugi dzień. Akwen był płytki. Ciało mężczyzny unosiło się na powierzchni wody.

Nigdy nie chciał, by poszukiwanie ciał, stało się jego pracą zawodową. - Moją pasją jest nurkowanie, a prowadzenie akcji poszukiwawczo-wydobywczych to raczej misja. Robię to społecznie - przyznaje Marcel Korkuś. - Zacząłem już jako ratownik WOPR, spełniając w ten sposób złożoną przysięgę. I tak dalej już poszło. Choć przecież nie można mówić w tym przypadku o rutynie, o tym, że robi się coś automatycznie. Zwłaszcza że podczas nurkowania w głowie rodzi się wiele różnych myśli, także strach, nad którym trzeba umieć zapanować. Pojawia się często, zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba prowadzić akcje w wodzie o bardzo ograniczonej lub zerowej widoczności.

Tak było w Jeziorze Dywickim koło Olsztyna, gdzie Korkuś odnalazł szczątki kobiety. Wszystko wskazuje na to, że należą do Joanny Gibner.

Ponad 20 lat temu została uduszona przez swojego męża.

Sukienka

Joanna Gibner miała tylko 23 lata, gdy została zamordowana. Marek W. zatopił ciało kobiety w Jeziorze Dywickim. Został skazany na 15 lat więzienia, odsiedział wyrok. Dziś już nie żyje. Gdy Danuta Januszewska straciła córkę, poczuła, jakby pękło jej serce. - Przez te wszystkie lata nie usiadłam nigdy do wigilii. Była moim jedynym dzieckiem - wspomina kobieta. - Czekałam, aż ktoś w końcu wydobędzie moją Asię z jeziora.

Woda nigdy nie wybacza. Płetwonurek Marcel Korkuś od lat szuka jej ofiar
Archiwum prywatne

W ubiegłym roku ciała Joanny Gibner w Jeziorze Dywickim szukali krakowscy nurkowie. Akcję zorganizowała Fundacja Na Tropie z Januszem Szostakiem na czele. Zakończyła się fiaskiem. Ale Fundacja nie zamierzała się poddawać. W maju br. wróciła pod Olsztyn, by wznowić poszukiwania. Tym razem w pomoc zaangażował się właśnie Marcel Korkuś. Wiele miesięcy temu skontaktował się z Januszem Szostakiem w zupełnie innej sprawie. - Podczas naszych rozmów pojawił się temat Joanny Gibner. Historia bardzo mnie zaciekawiła. Proces Marka W. był pierwszym w naszym kraju, w którym sprawcę skazano na podstawie poszlak. Zabójstwem Joanny żyła cała Polska. Kierowała mną też chęć pomocy. Mama Joanny bardzo chciała w końcu pochować córkę. Chciałem pomóc, tak aby nareszcie miała gdzie zapalić znicz - mówi Korkuś.

Danuta Januszewska: Pierwszy raz z Marcelem spotkaliśmy się w Dywitach, nad jeziorem. To był Dzień Matki. Przywitał się ze mną. Podał mi rękę. Wysoki, chudziutki, skromny. Powiedział, że gdy tylko zobaczył zdjęcie moje i Asi, od razu stwierdził, że musi pomóc. Pierwszego dnia poszukiwań byłam prawie cały dzień nad jeziorem. Gdy wróciłam już do domu, dostałam wiadomość od pana Janusza, że na coś natrafili w wodzie - opowiada matka Joanny. - Byłam przy tym, gdy wyciągali torbę. Rozkleiłam się wtedy. Tyle lat czekałam. To ciekawe: przed Asią Marcel znalazł Kacperka. Poczułam wtedy, że ten chłopczyk otworzył drogę dla mojej Asi. Że jak Marcel go odnalazł, to odnajdzie i moją córkę. W ostatnim czasie myślałam tylko o tym dziecku. Czułam, że coś się wydarzy, że poszukiwania zakończą się powodzeniem - dodaje pani Danuta.

Marcel Korkuś nie kryje, że taka praca to sporo emocji. - Dlatego podczas przygotowań do akcji oraz samych poszukiwań staram się unikać kontaktu z bliskimi zaginionego. Tak, by mieć czysty umysł, by nikt nie wywierał dodatkowej presji. Zdarzały się sytuacje, że ciała nie udało się odnaleźć. Załamana rodzina wytykała, że na pewno wiem, gdzie jest, ale nie chcę tego ujawnić. Rozumiem takie zachowanie, desperację. Dlatego staram się unikać kontaktu z bliskimi przed zakończeniem działań - podkreśla płetwonurek.

Podczas poszukiwań Joasi było nieco inaczej. - Nawiązałem z mamą bardzo dobry kontakt, a po odkryciu znaleziska dziękowała mi. Myślę, że jeszcze nieraz się spotkamy. Mamy pozostać w kontakcie. Cieszę się, że mogłem pomóc - dodaje.

Torbę na dnie jeziora udało mu się namierzyć po ok. sześciu godzinach od rozpoczęcia działań. W środku znajdował się szkielet, prawdopodobnie zamordowanej przez męża Joanny Gibner. Torba została obciążona cegłami, a także złomem. Były tam również fragmenty ubrania oraz damska torebka. Znajdowała się na głębokości 3,3 metra, nie była skryta pod mułem.

Mapa

Na początku trzeba się przygotować. Zanim Marcel przyjechał nad Jezioro Dywickie, strona po stronie przeanalizował bardzo dokładnie sądowe akta, dotyczące zabójstwa Joanny. Pomocna była mapka jeziora, narysowana przez samego Marka W. - Ale kluczowe okazało się nagranie z wizji lokalnej, podczas której skazany w tej sprawie mąż kobiety określił, w której części jeziora zatopił ciało - mówi płetwonurek. - Wyszedłem z założenia, że najprościej będzie odnaleźć szczątki Joanny, namierzając elementy metalowe, którymi została obciążona torba, przy użyciu specjalistycznego sprzętu. Nie chcę zdradzać tajników swojej pracy, dlatego nie będę wnikał w szczegóły. Ale metoda okazała się skuteczna - dodaje Marcel. Warunki nie były sprzyjające: mocno ograniczona widoczność, momentami wynosiła od 30 do 50 centymetrów. Ale w niektórych częściach jeziora kompletnie nic nie było widać: dużo mułu, kiepska przejrzystość wody.

Pod Gdowem powstało strzeżone kąpielisko z ogromną piaszczys...

Udało się. Janusz Szostak pisze w Internecie: „Wiele wskazuje na to, że podczas pierwszego dnia poszukiwań - zorganizowanych przez Fundację Na Tropie - zostały odnalezione szczątki Joanny Gibner, zamordowanej w 1996 roku 23-latki”. Marcel Korkuś: - Wielu przewidywało fiasko moich działań. Tym bardziej że ciała Joanny już w 2003 roku szukała marynarka wojenna, w 2019 roku zespół płetwonurków z Krakowa. Nikomu nie udało się odnaleźć szczątków kobiety. Dlaczego wobec tego mi się udało? Myślę, że zaważyła staranność, wiedza, doświadczenie.

Z odpowiedzi Prokuratury Rejonowej Olsztyn Północ: „Płetwonurkowie przy współudziale strażaków, pod nadzorem prokuratora, wydobyli z Jeziora Dywickiego zmumifikowany fragment korpusu ludzkiego, kawałki kości oraz drobne przedmioty i fragmenty odzieży. Została przeprowadzona sekcja, która wykazała, że zabezpieczone szczątki ludzkie należą do jednej osoby. Powołano również Instytut, celem przeprowadzenia badań identyfikacyjnych (DNA), aby potwierdzić tożsamość znalezionych zwłok”.

Błąd

Marcel jest dwukrotnym rekordzistą Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim. 13 grudnia zeszłego roku zanurkował na wysokości 6395 m n.p.m., ustalając absolutny rekord świata. Sam pisze o sobie tak: „Intensywny rozwój i kolejne ukończone szkolenia pozwoliły mi zostać płetwonurkiem technicznym, jaskiniowym i instruktorem nurkowania, wykonując przy tym przeszło ponad 2 tysiące nurkowań. Poczynając od nurkowań w zimnych polskich wodach po nurkowania w Azji, Ameryce Północnej, Południowej, Afryce czy Australii. Miałem okazję podziwiać i eksplorować miejsca nie zawsze dostępne dla innych. Wraki, rafy, zalane sztolnie i kopalnie, jaskinie czy dziką faunę, pływając wśród rekinów”.

Jest również biegłym sądowym z zakresu nurkowania i poszukiwań podwodnych.

Gdy jeszcze nie do końca opadły emocje po odnalezieniu ciała w Jeziorze Dywickim, Marcel dostał kolejne zadanie. Janusz Szostak poinformował w sieci: „Do Fundacji Na Tropie zgłosiła się córka Marka Kaczmarzyka, zaginionego 13 listopada 2017 roku w Częstochowie. Mężczyzna miał wówczas 64 lata i przemieszczał się samochodem ford focus. Ostatni raz był widziany 14 listopada 2017 na stacji paliw Orlen w Częstochowie przy ul. Barbary. Wiele wskazuje, że wraz z autem zatonął w pobliskim stawie. W niedzielę 31 maja, na prośbę rodziny, będą tam przeprowadzone poszukiwania. Weźmie w nich udział Marcel Korkuś - nurek, który współpracuje z Fundacją Na Tropie”.

Woda nigdy nie wybacza. Płetwonurek Marcel Korkuś od lat szuka jej ofiar
Archiwum prywatne

Marcel dokładnie przeszukał staw. Samochodu z ciałem Marka Kaczmarzyka nie znalazł. Natknął się natomiast na dnie na koparkę i łódkę.- Dobry płetwonurek nie może sobie pozwolić na błędy pod wodą. Ona ich nie wybacza. Bywało, że pod wodą musiałem mierzyć się z awarią sprzętu. Nurkowanie jest sportem bezpiecznym pod warunkiem, że posiadamy wiedzę i potrafimy wykorzystać ją w praktyce. Pytasz, czy poszukiwanie zwłok jeszcze mnie rusza po tylu latach? Oczywiście, że tak. Nie da się całkowicie wyłączyć emocji - podkreśla.

Dlatego długo nie zapomni sprawy Joanny Gibner. I matki, która nie obchodziła od lat Wigilii. Może w tym roku będzie inaczej? Danuta Januszewska czeka, aż będzie mogła wyprawić pogrzeb ukochanej córce - Chcę kupić jej sukienkę i pantofelki. Nie ubiorę ich Asi, to oczywiste. Ale ułożę te rzeczy w białej trumnie, gdzie spocznie moja córeczka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie