Uzbrojone straże obywatelskie przygotowały się na dzień wyborów prezydenckich. Tak jest w Pensylwanii i innych stanach USA.
Strażnicy obserwują lokale wyborcze, by nie dopuścić do zakłóceń podczas głosowania i ewentualnych wystąpień niezadowolonych z wyników wyborów.
Źródło: STORYFUL/x-news
Co ciekawe, w Pensylwanii wyborcy mogą wchodzić do lokali wyborczych z bronią. I zamierzamy pokazać, że mamy prawo głosować, a także otwarcie nosić broń – mówią mieszkańcy hrabstwa Erie.
Zdaniem ekspertów, to właśnie Erie jest postrzegane jako punkt odniesienia dla tego, czy Donald Trump czy Joe Biden zdobędą Pensylwanię i uzyskają 20 kluczowych głosów w Kolegium Elektorskim.
Obaj kandydaci odwiedzili Erie w ciągu ostatnich tygodni, a sondaże wskazywały, że będzie zacięta walka o głosy społeczności przemysłowej, która niegdyś była bastionem Demokratów.
W Erie działa już grupa o nazwie Open Carry Pennsylvania, a jej członkowie zapewniają, iż są przygotowani do reagowania w czasie głosowania.
Jesteśmy w stanie gotowości. Będziemy w pobliżu lokali wyborczych na wypadek, gdyby coś się wydarzyło – mówią i podkreślają, że działać będą w ostateczności i we współpracy z organami ścigania.
Wyjaśniają, że chcą mieć pewność, że gdy ludzie będą głosować, zrobią to bezpiecznie i nie będzie ingerencji w wybory. To nasze jedyne zmartwienie.
Obawy grupy przed możliwą przemocą wzrosły po letnich protestach ruchu Black Lives Matter i agitatorach, których przyciągnęli.
Pojawiły się głosy o przypadkach ingerencji w wybory. W śmietnikach znajdowano pocztowe karty do głosowania, urzędnicy pocztowi są oskarżani o oszukańcze działania.
Członkowie grupy starannie przygotowywali się na dzień wyborów. Przeprowadzili ćwiczenia, podczas których przerabiali takie scenariusze, jak kradzieże kart do głosowania.
Dla pewności konsultowali swoje działania z wieloma prawnikami, by nie zostać oskarżonymi o tworzenie nielegalnych oddziałów milicji.
W stanie gotowości ma być od dwóch do trzech tysięcy członków tej organizacji.
Podobne sceny widać w całych Stanach Zjednoczonych, które są podzielone i boją się niepokojów w noc wyborczą i w kolejnych dniach.
To tylko jeden z niepokojących znaków zakończonej kampanii wyborczej, które pojawiły się w Ameryce, która obawia się nie tylko pokojowych protestów, ale też ostrych działań straży obywatelskich.
W swoim raporcie grupa badawcza MilitiaWatch ostrzegła, że ryzyko przemocy ze strony strażników lub podobnych grup w dniu wyborów i po nim rośnie.
W raporcie wskazano, że Pensylwania jest jednym ze stanów, obok Wisconsin, Michigan i Georgii, najbardziej narażonych na wzmożoną aktywność takich grup.
Kolejnym powodem do niepokoju jest wzrost sprzedaży broni w tym roku. Amerykanie kupili 15,1 miliona broni między marcem a końcem września - o 91 proc. więcej niż w tym samym czasie ubiegłego roku - według The Trace, organizacji non-profit, która śledzi sprzedaż broni palnej.
Z kolei Walmart, największy sprzedawca detaliczny w USA, zdjął z tysięcy sklepów eksponowaną broń i amunicję, w obawie przed niepokojami społecznymi.
Nigdzie ta gorączkowa atmosfera nie jest bardziej widoczna niż w hrabstwie Erie, będącym kluczowym polem bitewnym w Pensylwanii.
Mieszkańcy tego regionu nie tylko doświadczyli ostrej kampanii obu kandydatów, ale też byli najzwyczajniej w świecie zastraszani.
W październiku grupa Ku Klux Klanu podrzucała ulotki z groźbami do mieszkańców hrabstwa wspierających Bidena.
Inne zaś, pochodzące od anonimowych nadawców, zawierały rasistowski, homofobiczny i antysemicki język skierowany przeciwko Demokratom i ruchowi Black Lives Matter.
Próbują wywołać napięcie i strach wśród wyborców, a niektórzy z nich chcą po prostu zastraszyć ludzi, aby głosowali na Trumpa - mówi Jim Wertz, przewodniczący Partii Demokratycznej hrabstwa Erie.
