79. rocznica pierwszej egzekucji w Auschwitz. Wśród ofiar byli mieszkańcy Małopolski Zachodniej

PD, MG, BOK
Archiwum
22 listopada 1940 roku na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz doszło do pierwszej egzekucji. Esesmani rozstrzelali 40 Polaków w dole po wydobytym żwirze, gdzie po wojnie znajdowała się baza Państwowej Komunikacji Samochodowej. Wśród ofiar byli dwaj olkuszanie Antoni Jochymek i Ignacy Markiewicz

Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Byli oskarżeni o rzekome gwałty i napady na funkcjonariuszy katowickiej policji.

– Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów – zaznacza dr Adam Cyra, historyk z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Rodzina Jochymków z Pomorzan z Olkusza w czasie wojny była bardzo biedna. Antoni Jochymek był najstarszym z pięciorga rodzeństwa, nigdzie niepracującym kawalerem. By było co włożyć go garnka, Antoni chodził kraść kury. Prawdopodobnie na czymś podobnym został przyłapany. Trafił do więzienia w Katowicach, a stamtąd do Auschwitz.

W ten dzień zastrzelono również robotnika Ignacego Markiewicza, także mieszkańca Olkusza.

Ofiarą tej egzekucji był również pochodzący z ziemi oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 roku w Pławach

Świadkiem tej zbrodni był 17-letni wówczas Władysław Foltyn z Oświęcimia, który był robotnikiem przymusowym. Pracował jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Esesmani prowadzali po dziesięciu skazańców do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Dzisiaj jest to parking należący do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

– Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole – wspominał zmarły w 2013 roku Władysław Foltyn. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

Nazwiska czterdziestu Polaków rozstrzelanych siedemdziesiąt dziewięć lat temu, 22 listopada 1940 r., umieszczone są na pamiętkowej tablicy przy wejściu do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu .

WIDEO: Krótki wywiad

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie