Droższa benzyna zaczyna wpływać na ceny towarów i usług. Ropa dobija do 80 dolarów za baryłkę. Co dalej?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Polacy przyzwyczaili się już, że za benzynę Eurosuper 95 na większości stacji trzeba zapłacić ponad 5 zł 10 groszy. Na zdjęciu: stacja Orlenu w Oświęcimiu w piątek 14 września.
Polacy przyzwyczaili się już, że za benzynę Eurosuper 95 na większości stacji trzeba zapłacić ponad 5 zł 10 groszy. Na zdjęciu: stacja Orlenu w Oświęcimiu w piątek 14 września. Fot. Zbigniew Bartuś
Polacy przyzwyczaili się już, że za benzynę Eurosuper 95 na większości stacji trzeba zapłacić ponad 5 zł i 10 groszy (choć są nadal w Małopolsce miejsca, gdzie można ją kupić za mniej niż 5 zł). M.in. z tego powodu kolejni przedsiębiorcy podnoszą ceny swoich towarów i usług. Drugim powodem są rosnące koszty wynagrodzeń pracowników. Inflacja nie odpuszcza i... pożera nasze oszczędności oraz dochody emerytów i budżetówki.

Popularna sieć autobusowa Lajkonik, kursująca m.in. na obleganej trasie Kraków-Oświęcim, podniosła ceny biletów o złotówkę, czyli o 8,5 proc. Jej śladem idą mniejsi przewoźnicy.

Dlaczego 8,5 proc.? Dokładnie o tyle wzrosły rok do roku koszty transportu w Polsce – wynika z najnowszych danych GUS. Główną tego przyczyną są drożejące paliwa. Benzyna E95 kosztuje najwięcej od listopada 2014 r. Dokładnie rok temu jej średnia cena na polskich stacjach nie przekraczała 4,60 zł, dwa lata temu – 4,40 zł; w lutym i marcu 2016 r. mieliśmy benzynę po niecałe 4 zł…
Dosłownie nic nie wskazuje na to, by takie eldorado (konsumentów) miało się szybko powtórzyć. Zbliżający się huragan Florence oraz sankcje na Iran posunęły w minionym tygodniu światowe ceny ropy w kierunku psychologicznej granicy 80 dolarów (na giełdzie londyńskiej nawet ja na chwilę przekroczyły). To najwięcej od 3 lat. Nastroje konsumentów, ale i przedsiębiorców, w których kosztach transport lądowy wiele znaczy, pogorszyły jeszcze doniesienia o szokująco dużym spadku zapasów ropy. raportowanym we wtorek wieczorem przez Amerykański Instytut Naftowy (API).

- Z danych API wynikało, że zapasy surowca spadły aż o 8,6 mln baryłek. Równocześnie postępuje ograniczenie importu surowca z Iranu. Ta nierównowaga przekłada się na wyższe ceny ropy - komentował Grzegorz Maziak, analityk z e-petrol.pl. I prognozował w najbliższych dniach podwyżki na polskich stacjach benzynowych („choć ich skala nie powinna być duża”).

Światowe rynki uspokoił nieco raport amerykańskiego Departamentu Energii, z którego wynika, że… zapasy paliw rosną, szczególnie w kategorii destylatów. To ustabilizowało ceny ropy na poziomie ok. 79 dolarów za baryłkę. W czwartek spadły one o niespełna dolara, a to za sprawą prognoz makroekonomicznych mówiących o rosnącym ryzyku spowolnienia gospodarczego w przyszłym roku; nie jest bez znaczenia, że przewidywania te pojawiły się w 10 rocznicę wybuchu największego globalnego kryzysu finansowego od II wojny światowej, którego skutki wiele krajów odczuwa do dziś.

- Nowe komentarze ze strony Donalda Trumpa, który w serwisie Twitter napisał, że Stany Zjednoczone nie są pod presją w sprawie porozumienia z Chinami, przypomniał o toczącej się wojnie handlowej pomiędzy tymi gospodarczymi potęgami. Do tego w ocenie Międzynarodowej Agencji Energetycznej piętrzą się ryzyka dla gospodarek państw wschodzących m.in. za sprawą osłabienia ich walut w relacji do dolara i rosnących kosztów importowanych surowców energetycznych – wylicza Grzegorz Maziak, przypominając, że również w przypadku polskiego konsumenta równie ważny, jak cena samej ropy, jest kurs dolara.

Wczoraj dolar kosztował średnio niecałe 3,7 zł, czyli o ponad 10 groszy mniej, niż podczas ostatniego apogeum w połowie sierpnia, ale nieco więcej niż przez większość wakacji – i delikatnie taniał. Nic nie wskazuje jednak na to, by w krótkim czasie mógł spaść do poziomu z pierwszego kwartału tego roku, gdy płaciliśmy zań 3,3 zł, ani tym bardziej do notowań z lata 2014 r., gdy wciąż ocierał się o 3 zł (o 2 zł z lipca 2008 r. nie ma nawet co marzyć).

Wszystko przemawia więc za tym, że ceny paliw na stacjach utrzymają się powyżej 5 zł, tym bardziej, że czwartkowa przecena ropy naftowej została zahamowana dość optymistycznymi doniesieniami o stanie i prognozach gospodarki chińskiej (wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej okazały się lepsze od oczekiwań). Na wzrost cen ropy ukierunkowana jest też polityka Rosji i państw OPEC.

Inflacja zżera oszczędności Polaków i dochody emerytów

Jako się rzekło, wzrost cen paliw jest jednym z głównych powodów inflacji w Polsce, utrzymującej się trzeci miesiąc z rządu na poziomie 2 proc.. Rok do roku najsilniej wzrosły koszty transportu (wspomniane 8,5 proc.). Wedle GUS w sierpniu droższe niż rok temu (o 2,1 proc.) było utrzymanie mieszkań, o tyle samo podrożała żywność wraz napojami

- W skali roku paliwa do prywatnych aut podrożały o 15,3 proc., w tym benzyna o 13,5 proc., gaz o 23,4 proc., a olej napędowy o 16,7 proc. – wylicza Zbigniew Maciąg, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. Podkreśla, że dwuprocentowa inflacji zżera oszczędności większości Polaków posiadających rachunki bankowe, w tym lokaty. Przytłaczająca większość kont oszczędnościowych ma bowiem oprocentowanie zdecydowanie poniżej 2 proc. (zwłaszcza po uwzględnieniu podatku Belki).

- Banki nie spieszą się z podwyżką oprocentowania lokat, gdyż mają nadmiar gotówki i dobrą płynność. I sytuacja raczej szybko się nie zmieni, ponieważ stopy procentowe mamy bardzo niskie, a Rada Polityki Pieniężnej, zapowiada, że na ich podwyżkę nie ma co liczyć w perspektywie roku, a może i dłużej – komentuje ekspert Lewiatana.

Martwić mogą się także emeryci, bowiem waloryzacja świadczeń w ostatnich dwóch latach nie zrekompensowała wzrostu cen. Podobnie jest wśród pracowników budżetówki, których pensje zamrożone są od 10 lat.

Powody do zadowolenia mają natomiast pracownicy tych branż i przedsiębiorstw, w których doszło do znaczących podwyżek płac. Według GUS, w sektorze przedsiębiorstw wynagrodzenia wzrosły rok do roku o ponad 7 proc. Z drugiej strony – jest to jeden z głównych powodów inflacji. Przedsiębiorcy próbują bowiem przenieść skutki wzrost kosztów płac na nabywców swych towarów i usług.

Zdaniem Zbigniewa Maciąga, w kolejnych miesiącach inflacja powinna trochę odpuścić. Wiele zależy jednak od sytuacji na świecie (zwłaszcza twittów Donalda Trumpa…), w tym notowań ropy naftowej. Nie wiadomo też do końca, na ile susza, o której tyle mówili w wakacje polscy rolnicy, wpłynie na ceny żywności, z mąką i pieczywem na czele.

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc

Opodatkować rope, naród będzie kiedyś za to wdzięczny, a przecie benzyna jest tylko 4 razy czy 5 opodatkowana.

o
olo

Świat światem. Ale w Polsce większa część paliwa to podatki, za które rząd kupuje poparcie. Da głupim 500+, 300+ i obieca złote góry, a po cichu zabierze w podatkach wszystkie te świadczenia oraz pośrednio podniesie ceny wszystkiego. Ale głupi głosują...

C
Czytelnik

POLSKA TO TAKA CHOŁOTA , JENO IM ZŁOTA, ZŁOTA!!!!!!!!!!!!!

G
Gość

Jeśli sa sankcje na Iran, to niech Arabia saudyjska zwiększy wydobycie. Także wchodzi w rachubę Irak, Kuwejt itd.

a
a

niemiecka gazeta zapomniala jak za rządów kundla ryżego paliwo było po 6 zł a nawet powyżej

G
Gość

to nie cena benzyny, to chciwosc i zachlannosc ludzka. Wszyscy chca podwyzek, a najmniej ci najbiedniejsi. Socjalizm kosztuje, a polega na tym ze jednym sie zabiera a drugim daje, kto silniejszy ten lepszy.

Dodaj ogłoszenie