Na osiedlu Falkowa pojawiły się dziki. I choć zryły kilka działek, na to mieszkańcy się nie skarżą. Boją się jednak o swoje bezpieczeństwo. Liczą na pomoc myśliwych, tymczasem w mieście nie wolno strzelać do zwierząt.

Mieszkający przy ul. Jamnickiej w Nowym Sączu przez lata przyzwyczaili się do życia w otoczeniu dzikich zwierząt. Widok saren, lisów, zajęcy, czy bażantów nikogo tam nie dziwi. Jednak obecność dzików wzbudziła w nich niepokój.

Początkowo mieszkańcy os. Falkowa nie wierzyli, że pojawiły się u nich dziki. Co prawda niektórzy wspominali, że wieczorami słyszą dziwne powarkiwania i kwiki, które mogą świadczyć o ich obecności, ale pewności nabrali dopiero, gdy zobaczyli zbuchtowany, czyli zryty trawnik, a potem dziki spacerujące po ulicy.

Boją się wychodzić po zmroku

Anna Mleczko we wtorek około godz. 20.30 wracała z synem z zajęć pozalekcyjnych. Jechali na rowerach, gdy zobaczyli przed sobą na drodze dziki.

- Musieliśmy je spłoszyć, bo wybiegły z trawnika sąsiada w stronę rzeki Kamienicy. Kazałam się synowi zatrzymać, żeby je przepuścić - opowiada Anna Mleczko. - Choć syn jest już duży, bo ma 11 lat, to przestraszył się tych trzech dużych świń. Powiedział, że wieczorem sam nie będzie wychodził.

Obawy mają też rodzice dzieci, które bawią się na założonym przez sąsiadów ogólnodostępnym placu. Obok niego dziki zryły trawnik.

- Co będzie, jeśli te zwierzęta podejdą bliżej i zaatakują? Przecież nie mamy pewności, czy tak się nie stanie - martwi się Justyna Najduch, mieszkająca niedaleko placu. - Nikomu nie chodzi o zniszczone działki, bo ziemię można wyrównać i posiać trawę. Chodzi o bezpieczeństwo.

Jak się okazuje dziki podchodzą pod domy nie tylko nocą. Około godz. 7 nad ranem natknął się na nie Robert Michniak, który codziennie rankiem biega wzdłuż Kamienicy. Zauważył, że o tej porze wiele osób przechodzi mostem wiszącym na drugą stronę rzeki na przystanek autobusowy. Są w tym gronie dzieci idące do szkoły.

- Taki dzik może wyskoczyć na drogę wprost pod koła samochodu. O tragedię nie trudno - zaznacza z kolei Artur Czernecki, przewodniczący Zarządu Osiedla Falkowa. Z prośbą o interwencję zwrócił się do ratusza.

Muszą z nimi żyć

Marek Nieć, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności Urzędu Miasta Nowego Sącza zaznacza, że odstrzał dzików nie jest możliwy.

- Na terenie miasta obowiązuje całkowity zakaz strzelania do zwierząt - zaznacza Nieć. - Nie wolno nam nawet dobić zwierzyny potrąconej przez samochód, której nie da się uratować.

Zapewnia jednak, że jeśli dziki będą stwarzać zagrożenie dla mieszkańców, to miasto wspólnie ze Strażą Miejską postara się je odstraszyć. Dyrektor dodaje, że czeka też na informacje od mieszkańców dotyczące strat wyrządzonych przez dziki. Jeśli stracą plony mogą ubiegać się o odszkodowanie.

Zaniepokojonych sądeczan uspokaja nadleśniczy Paweł Szczygieł z Nadleśnictwa Stary Sącz. Zapewnia, że dzik nie należy do gatunków agresywnych i raczej nie wyrządzi człowiekowi krzywdy.

- Podchodzi blisko domów, bo ma słaby wzrok, za to świetny węch. Wyczuwa w ziemi larwy pędraków i ryje w ich poszukiwaniu - wyjaśnia. - Czuje się też bezpiecznie, bo w miejskich lasach nie ma tam wilków ani myśliwych. Gdy spotkamy dzika, zachowajmy spokój. Omińmy go, albo poczekajmy aż sam przejdzie. Nie prowokujmy go do zachowań obronnych gwałtownymi ruchami.

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

FLESZ: Obowiązki na zwolnieniu lekarskim. Kiedy ZUS może skontrolować chorego?