Jacek Morajko: to było moje dziecięce marzenie

Rozmawiał Jacek Żukowski
Jacek Morajko jechał w zielonej koszulce najlepszego górala, a żółtą lidera ubrał na mecie
Jacek Morajko jechał w zielonej koszulce najlepszego górala, a żółtą lidera ubrał na mecie Michał Ostałowski
- Rzeczywiście, po raz kolejny okazało się, że dominujemy w tym wyścigu. Szkoda tylko, że ostatniego etapu nie udało się nam zakończyć zwycięstwem, ale nie ma co narzekać - mówi w rozmowie z "Gazetą Krakowską" Małopolskiego Wyścigu Górskiego, Jacek Morajko.

Nie wygrał Pan żadnego etapu, a zwyciężył w klasyfikacji generalnej wyścigu...
Nie jest to nic nadzwyczajnego, by w ten sposób wygrać cały wyścig. Tak zdarza się dość często podczas wyścigów wieloetapowych. Chciałbym z tego miejsca podziękować drużynie, która wykonała swoją pracę w dwustu procentach. Bez jej pomocy byłoby to niemożliwe.

Wygrana klasyfikacja indywidualna i drużynowa, do tego Pańskie koszulki najlepszego górala czy lidera klasyfikacji punktowej, plus trzecie miejsce Mateusza Taciaka. Czego chcieć więcej?
Rzeczywiście, po raz kolejny okazało się, że dominujemy w tym wyścigu. Szkoda tylko, że ostatniego etapu nie udało się nam zakończyć zwycięstwem, ale nie ma co narzekać.

Co dla Pana oznacza zwycięstwo w MWG?
Jako dziecko marzyłem o tym. Moja rodzina pochodzi z Myślenic i Dobczyc, tak że
te tereny są mi bardzo bliskie. Mogę powiedzieć, że to moje rodzinne strony, choć mieszkam teraz w Kielcach, a urodziłem się w Głuchołazach.

Miał Pan w tym wyścigu jakieś krótkie chwile słabości?
Nie było takich chwil. Czułem się cały czas bardzo dobrze i to zaprocentowało. Zresztą, będę się powtarzał, mając takich kolegów w drużynie mogłem czuć się dość pewnie.

Przed ostatnim etapem, mając 19 sekund przewagi nad konkurentem i w perspektywie krótki i łatwy etap, mógł się Pan czuć już zwycięzcą?
Bałem się tylko jakiejś nieprzewidzianej historii - jakiejś gumy czy kraksy. Wiadomo, w jakich jechaliśmy warunkach, było ślisko...

Coś Pana zaskoczyło w tegorocznej trasie?
Zaskakuje każdy etap. Dyrektor Marek Kosicki wymyśla tak dziwne i trudne trasy. Niewiele jest miejsc w Polsce, w których można się tak pościgać jak tutaj.

Komplementuje Pan kolegów, ale sobie wiele Pan zawdzięcza, w końcu bonifikaty za górskie premie nie biorą się znikąd.
Starałem się atakować, bo wiadomo, że cenne sekundy się przydadzą.

Przed Panem teraz mistrzostwa Polski...
Właśnie, znam bardzo dobrze tę trasę, poza tym mam z niej bardzo dobre wspomnienia. W końcu w 2007 roku byłem na niej wicemistrzem Polski, przegralem wtedy z Tomaszem Marczyńskim, który jeździ teraz w CCC Polsat.

Oprócz mistrzostw, jakie są jeszcze Pańskie cele na ten sezon?
Wyścig Solidarności, Tour de Pologne.

Wracając do MWG, to przepędził Pan demony przeszłości, które towarzyszyły Panu w ubiegłym roku - mam na myśli pechową porażkę...
W ubiegłym roku rzeczywiście decydowało niewiele, nawet nie sekunda... Miałem ten sam czas co zwycięzca. Los mi to wynagrodził.

Jeździł Pan już na Zachodzie, w Portugalii... Czy myśli Pan o wyjeździe do jakiejś obcej grupy?
Tak, mam już doświadczenie i jeśli miałbym szansę pojeździć w dobrej grupie, to na pewno bym z tego skorzystał. Mam 29 lat i jeszcze absolutnie nie myślę o zakończeniu kariery.

Rozmawiał Jacek Żukowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie