Jeżeli coś Cię denerwuje lub przeszkadza w Twoim mieście, daj nam znać! Dziennikarze "Gazety Krakowskiej" zajmą się problemem! Czekamy też na Twoje opinie, uwagi a także zdjęcia i wideo - pisz e-maila na adres [email protected], dzwoń - tel. 12 6 888 301. Do Twojej dyspozycji jest też profil "Gazety Krakowskiej" na Facebooku.
Wezwanie do zapłaty bardzo zdziwiło mieszkańca. Za śmieci płaci raz na dwa miesiące. W tym czasie worki są zabierane spod jego domu cztery razy.
- Nigdy nie było problemów, ani zaległości. A tu nagle, pod koniec roku, taka gigantyczna dopłata! - oburza się czytelnik.
Mężczyzna na drugi dzień skontaktował się z BZUK, żeby wyjaśnić sprawę. Od jednego z pracowników uzyskał informację, że to niedopłata za któryś z wakacyjnych miesięcy.
- Po prostu zdębiałem. Nie robiłem żadnego większego remontu, żeby wywozić gruz albo stare meble. Po drugie, czemu BZUK nie poinformował mnie o tym wcześniej? Od wakacji nie dostałem żadnego wezwania- opowiada. Nasz czytelnik nie poddał się i zażądał konkretnego dowodu - w formie kwitu lub innego potwierdzenia, że faktycznie ilość wywiezionych śmieci przekroczyła rażąco limit określony w ryczałcie 56 zł.
- Pracownik BZUK nie był w stanie spełnić mojej prośby - twierdzi. W trakcie rozmowy z czytelnikiem urzędnik BZUK zdecydował o obniżeniu nadpłaty o 100 zł. Obiecał też wyjaśnić sprawę i skontaktować się, jak tylko to zrobi.
- Oczywiście nie zapłaciłem tych dodatkowych 50 zł, tylko czekałem na rozwój wypadków. A że nie mogłem się doczekać telefonu z BZUK, sam zadzwoniłem. Pracownik poinformował mnie wtedy, że nie muszę się przejmować już tą dopłatą, wszystko zostało załatwione - kończy opowieść mężczyzna.
Kilka dni po tej rozmowie nasz czytelnik dowiedział się, że podobna sytuacja przytrafiła się również jego znajomej. Kwota dopłaty była jednak mniejsza. - Może będę niesprawiedliwy, ale trudno mi oprzeć się wrażeniu, że BZUK stara się pospiesznie łatać jakieś niedociągnięcia w budżecie. Jeśli ktoś się nie oburza, nie zastanawia i zapłaci, to dobrze. Jeśli ktoś zacznie się bulwersować, to likwidujemy niedopłatę dla świętego spokoju? - pyta.
Temat zamieszania wokół zawiadomień wysyłanych przez BZUK pojawił się również na lokalnym forum internetowym. - Miałem podobny przypadek, ale po negocjacjach musiałem dopłacić 100 zł. Tylko do tej pory nie wiem za co. Nigdy nie miałem przepełnionego pojemnika - napisał użytkownik o nicku "1234567890". - Potrzebna była kasa na premie dla zarządu, bo nie mogą już obniżyć bardzo niskich pensji pracownikom - kończy, nie przebierając w słowach.
Inny forumowicz, o nicku "dufio", też wspomina swoje problemy z BZUK. - Ja miałem taką sytuację jakiś rok, może dwa temu. Tylko na 250 zł. Powód: problem z programem do faktur. To chyba u nich jakiś standard - dodaje "dufio". - Jeden zapłaci, a drugi przypilnuje i nie da się wrobić.
- Każdy jest omylny, zwłaszcza jeżeli bez pokwitowania i potwierdzenia odbierają śmieci. Już od lipca nie będzie problemu, dlatego proponuję zamknąć temat i nie szkodzić marnie wynagradzanym pracownikom - broni BZUK-u "mixter".
- Nie chcę nikomu szkodzić. Chciałem tylko uczulić mieszkańców. 150 zł piechotą nie chodzi - kończy nasz czytelnik.
Pamięć ludzka bywa zawodna
Sławomir Kołodziej, prezes BZUK Sp. z o.o.:
Wezwania do uregulowania zaległości wysyłamy dwa razy w ciągu roku - w połowie i na koniec. Choć to tylko sześć miesięcy, to widzimy, że pamięć ludzka bywa często zawodna. Mieszkańcy nie pamiętają, że w którymś miesiącu wystawili oprócz opłacanego kubła dodatkowy worek ze śmieciami. A to wszystko jest przecież przez BZUK odbierane i trzeba za to zapłacić. Nasi kierowcy zapisują w specjalnym formularzu ile danego dnia odebrali kubłów z danej posesji. Nie prosimy o pokwitowanie kogoś z domowników, bo to generowałoby sporo problemów - zazwyczaj nikogo nie ma. Proszę mi wierzyć - nikt nie ma interesu w tym, żeby dopisywać na konto mieszkańców fikcyjne śmieci. Pracownicy poinformowali mnie, że w ostatnim czasie były tylko dwie pomyłki - jeden to zły rozdział kubłów między dwie rodziny mieszkające w bliźniaku, druga sprawa - nakaz zapłaty dla najemcy lokalu użytkowego, a nie zaś właściciela. Nic jednak nie wiem o przypadku czytelnika Państwa gazety.
Moda w przedwojennym Krakowie [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!