Małopolska wychodzi z pandemii. Jak przywrócić normalność i odeprzeć ewentualną czwartą falę? Mówią nam liderzy małopolskich gmin i powiatów

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś

Wideo

Zobacz galerię (8 zdjęć)
Co zrobić, byśmy mogli jak najszybciej zapomnieć o zarazie i normalnie żyć – a jednocześnie zabezpieczyć Małopolan na wypadek kolejnych fal pandemii, które przecież mogą nadejść już jesienią? Jak wygląda w małopolskich gminach i powiatach wychodzenie z kryzysu? Jak na półmetku niełatwej kadencji radzą sobie lokalne samorządy? Co będzie oznaczać „nowa normalność”? Rozmawialiśmy o tym z czołowymi małopolskimi samorządowcami. Mówią: Kazimierz Barczyk, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski, Artur Kozioł, burmistrz Wieliczki, Bogusław Król, wójt Zielonek, Mariusz Krystian, wójt Spytkowic, Robert Maciaszek, burmistrz Chrzanowa, Małgorzata Małuch, prezes Forum Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów Małopolski i wójt Sękowej oraz Józef Tomal, starosta myślenicki.

Małopolska wychodzi z pandemii. Jak przywrócić normalność i odeprzeć ewentualną czwartą falę?

Kadencja samorządowa, która jest właśnie na półmetku, okazała się przez pandemię wyjątkowo trudna, pełna wyzwań, o jakich w kampanii wyborczej dwa lata temu nikomu się nie śniło. Mieszkańcom i ich lokalnym liderom przyszło żyć w zupełnie nowej rzeczywistości, pandemia pochłonęła tysiące ofiar, doprowadziła do mnóstwa tragedii, a jednocześnie zaburzyła funkcjonowanie wszystkiego: od gospodarstw domowych, przez gospodarkę po samorządy. Wydatki wszystkich miast, gmin i powiatów okazały się znacząco wyższe, a wpływy niższe.

Teraz czeka nas mozolny proces wychodzenia z pandemicznego kryzysu. Celem jest z jednej strony niedopuszczenie do wezbrania kolejnych fal zarazy, a z drugiej – odbudowa lokalnej gospodarki i finansów jednostek samorządu terytorialnego, tak silnie nadszarpniętych przez ostatnich kilkanaście miesięcy.

Robert Maciaszek: gospodarka ma się relatywnie dobrze, ale trzeba odbudować nadszarpnięte przez koronawirusa więzi społeczne

- Tuż po wybuchu pandemii wiosną ubiegłego roku wszyscy przeżyliśmy szok i wydawało się, że czeka nas zapaść gospodarcza i inwestycyjna. Na szczęście - tak się nie stało. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie przerwaliśmy żadnej inwestycji, w niektórych wypadkach wydłużyły się tylko nieco terminy realizacji, bo zgłaszali nam wykonawcy, że część załogi po prostu jest chora, na kwarantannie, w izolacji. Niemniej jednak to, co najistotniejsze dla rozwoju, czyli duże inwestycje, nie spowolniły i myślę, że to pomogło lokalnej gospodarce: w bardzo trudnym czasie my, jako samorząd, dawaliśmy pracę przedsiębiorcom – wspomina Robert Maciaszek, burmistrz Chrzanowa.

Przyznaje przy tym, że najbardziej ucierpiały w pandemii więzi społeczne. – Mocno żałuję, że nie mogliśmy zrealizować tych wszystkich tzw. miękkich planów, czyli spotkań, pikników osiedlowych i sąsiedzkich, imprez kulturalnych, warsztatów itp. One są niezwykle ważne dla całej wspólnoty mieszkańców, jaką jest gmina. Tymczasem nasze instytucje kultury przez większość tego czasu po prostu musiały być zamknięte – wspomina burmistrz Chrzanowa. Wyjaśnia, że gmina wykorzystała ten czas do przeprowadzenia niezbędnych remontów, więc paradoksalnie jest w tym jakaś wartość dodana: mieszkańcy wracają dziś do odnowionych i jeszcze bardziej przyjaznych placówek.

Kolejną wartością wyniesioną z czasu walki z zarazą jest cyfryzacja. Mieszkańcy, w tym urzędnicy, nauczyli się zdecydowanie sprawniej korzystać ze zdalnych narzędzi komunikacji - i ta cenna kompetencja z nami pozostanie, ułatwiając kontakty oraz załatwianie spraw tam, gdzie bezpośredni kontakt nie jest konieczny.

- Dzisiaj nie muszę tracić całego dnia po to, żeby jechać do Warszawy. Żeby coś w ministerstwie załatwić, jestem w stanie połączyć się z urzędnikami jednego czy drugiego resortu i dokonać tego zdalnie w godzinę, nie ruszając się z biura swojego, więc to jest oszczędność czasu. Niezależnie od tego wszyscy chyba jesteśmy jednak spragnieni bezpośrednich kontaktów. Bo nawet najlepsza komunikacja online nie jest odpowiednikiem prawdziwej ludzkiej komunikacji. To też po tych kilkunastu miesiącach wiemy i czujemy

– podkreśla Robert Maciaszek. Liczy na to, że już niebawem, kiedy szczepienia mieszkańców osiągną odpowiednią skalę, zobaczy znowu tłumy uśmiechniętych mieszkańców – na wydarzeniach organizowanych przez gminę.

- Każdy za tym tęskni, więc sądzę, że będziemy mogli wkrótce przyśpieszyć z działaniami miękkimi. Imprezy, plenerowe koncerty, spotkania, tego chyba najbardziej nam wszystkim brakuje. Tak się budują więzi, które są naszą najcenniejszą walutą. Kapitałem przyszłości jest zaufanie, a je możemy budować tylko i wyłącznie poprzez bezpośrednie spotkania – uważa burmistrz Chrzanowa.

Artur Kozioł: Posadzić drzewo, poczuć radość na widok twarzy bez maseczek

W pełni zgadza się z nim Artur Kozioł, burmistrz Wieliczki, która – biorąc pod uwagę główne wskaźniki ekonomiczne i demograficzne – nadal się w pandemii rozwijała i to zdumiewająco szybko - zyskując kolejnych mieszkańców, rejestrując nowe firmy. Ale zamknięcie w domach i odcięcie od spotkań oraz masowych wydarzeń, z których słynie samorząd, dało się wszystkim we znaki. Potwornie ucierpiała także lokalna turystyka, mocno powiązana z turystyką krakowską. No i najważniejsze: wielu mieszkańców przeżyło dramaty i tragedie z powodu choroby i śmierci najbliższych.

- Nigdy nie miałem do czynienia z tak dużą liczbą pogrzebów, żegnałem moich znajomych, kolegów, współpracowników. Naprawdę chciałbym, żeby to się już nigdy nie powtórzyło. Podobnie myślą mieszkańcy. Ten ludzki wymiar pandemii jest kluczowy – podkreśla Artur Kozioł. Dodaje, że poczucie odosobnienia, izolacji i pustki („wcześniej nie wyobrażaliśmy sobie Wieliczki bez jednego turysty i bez jednego gościa w hotelu, odwiedzały nas miliony”) odcisnęło piętno na psychice wielu mieszkańców, zwłaszcza młodych. I dlatego tak ważna jest dzisiaj odbudowa wzajemnych więzi, organizacja spotkań, wydarzeń, które w tym pomogą.

Burmistrz Wieliczki zwraca uwagę, że bohaterami pandemii byli – obok służb medycznych – pracownicy usług komunalnych, które trzeba było w tym trudnym okresie świadczyć. Dzięki temu gminy – a więc i mieszkające w nich rodziny - funkcjonowały w miarę normalnie. Wiele zawdzięczamy tutaj także szeregowym pracownikom handlu, którzy mimo zagrożenia codziennie przychodzili do pracy, choć w początkowym okresie nie mieli żadnych zabezpieczeń.

- Równocześnie przekonaliśmy się, jak wiele trzeba nam jeszcze w kwestiach medycznych, jak bardzo musimy rozwinąć obszar opieki zdrowia i opieki społecznej. I jako gmina zamierzamy także w tym kierunku działać, bo takie jest oczekiwanie mieszkańców

– podkreśla Artur Kozioł.

Widzi u mieszkańców głód spotkań. - Dzisiaj sadziłem drzewka z dziećmi, które wróciły do szkoły, na razie uczą się na zamiany. Przyszła siódma, ósma klasa, zobaczyliśmy się bez maseczki. To była dla wszystkich radość ujrzeć swoje twarze, bez maseczek – opowiada z uśmiechem burmistrz Wieliczki. Dodaje, że dla dzieci i młodzieży to był bardzo trudny okres, bo pandemia zabrała im cenny kawałek życia. Dlatego tak ważne jest dla nich wsparcie ze wszystkich możliwych stron.

Bogusław Król: Jesteśmy spragnieni wyjścia, kontaktu, ale musimy uważać, bo wirus będzie trwałym elementem naszej rzeczywistości

- Był w pandemii taki moment, że miałem 30 procent kadry na kwarantannie lub zakażonej, a urząd stanu cywilnego przez tydzień nie był w stanie wydać niczego, bo nie było żadnego pracownika i sąsiednia gmina musiała obsługiwać tę kwestię. Ale ostatecznie myśmy sobie ze wszystkim poradzili, gminy szybko zaczęły funkcjonować sprawnie. Myśmy uruchomili i realizowali wszystkie zaplanowane inwestycje, co na pewno pomogło przedsiębiorcom. Szkoła, remiza, teren rekreacyjny z budynkiem, hala, inwestycje drogowe, kanalizacja. Wszystko to szło bez zakłóceń. Do tego walka ze smogiem: prawie pięćset kopciuchów żeśmy wymienili – wylicza Bogusław Król, wójt gminy Zielonki.

- Mam nadzieję, że wkrótce wszyscy się zaszczepimy. Apeluję do wszystkich, by to zrobili, bo wtedy szybciej wrócimy do normalności. No i jeżeli nawet przyjdzie ta czwarta fala, to nie będzie tak dotkliwa i nie będzie takich skutków najtragiczniejszych – podkreśla wójt Zielonek.

Również on zwraca uwagę na bardzo trudną sytuację młodego pokolenia – nastolatków, którzy w ważnym okresie życia znaleźli się w izolacji, bez normalnych kontaktów z rówieśnikami, a jednocześnie – bez szans na normalną szkolną edukację, rekreację, obcowanie z kulturą czy sportem, zwykła zabawę.

- Myślę, że to zostawiło ślad w ich psychice i powinniśmy dzisiaj zrobić wszystko, by ów ślad był jak najmniejszy i by nie był trwały – przekonuje Bogusław Król. Jego zdaniem, kluczową rolę odegrają tu wspomniane już wcześniej tzw. projekty miękkie, służące spotkaniom, integracji, rozrywce, zabawie – właśnie po to, by nadrobić stracony czas, odtworzyć nadwątlone, bądź pozrywane więzi – i tchnąć we wszystkich tak potrzebny dziś optymizm.

- Jesteśmy spragnieni wyjścia, kontaktu, ale też musimy uważać, bo wirus jest i będzie - jak mówią eksperci – trwałym elementem naszej rzeczywistości. Mam nadzieję, że wyciągniemy dobre wnioski i będziemy cały czas próbowali uważać, by nie było aż takich drastycznych kolejnych fal. Bo my nie uniesiemy tego psychicznie, a i gospodarka na dłuższą metę nie da rady, szczególnie tutaj, w Małopolsce, gdzie tylu ludzi żyje z turystów, bezpośrednio i pośrednio

– kwituje wójt Zielonek.

Mariusz Krystian: Przekonaliśmy się, że czysto materialny wymiar rozwoju nie jest najważniejszy

- Bardzo ujęła mnie wielka solidarność wśród ludzi, jaką można było zaobserwować w pierwszej fazie pandemii. Część rodzin znalazła się w izolacji z uwagi na chorobę, kwarantannę, sąsiedzi robili im zakupy. Była bardzo duża aktywizacja organizacji społecznych, zaangażowali się naprawdę wszyscy, co mnie bardzo cieszy, bo przecież gmina to nie budynek czy władze, ale wspólnota mieszkańców – przypomina Mariusz Krystian, wójt gminy Spytkowice (w powiecie wadowickim), będącej częścią słynnej Doliny Karpia.

Przyznaje, że w początkowej fazie kryzysu doszło do dramatycznego spadku przychodów gminy (o 46 proc.) i dominował strach, że to się może pogłębić. - Na szczęście, okazało się to chwilowe i wpływy z podatków szybko wróciły do poziomu pozwalającego nie tylko świadczyć niezbędne usługi mieszkańcom, ale i realizować zaplanowane inwestycje. Wszystkie plany zostały wykonane. Myślę, że nawet z naddatkiem, bo programy, z których korzystaliśmy - unijne i rządowe - pozwoliły nam rozpocząć inwestycje zaplanowane na później – relacjonuje wójt Spytkowic.

Jego zdaniem, pandemia – poza wymiarem zdrowotnym - najsilniej uderzyła w edukację. – Mówię to także jako rodzic oraz były nauczyciel. Jako wójt gminy bardzo krytycznie oceniam całą strukturę naszej oświaty, a internetowy tryb nauczania jeszcze pogłębił negatywne aspekty. Nasza edukacja jest mocno niedostosowana do wyzwań nowoczesności, do potrzeb przyszłości, do rynku pracy za kilka lat. Liczę, podobnie jak wójt Zielonek, na projekty miękkie, ale też to, że one będą realizowane w sposób bardziej innowacyjny niż dotąd, z wykorzystaniem przyszłościowych treści i narzędzi – mówi Mariusz Krystian.

W jego opinii, pandemia zmusza nas także do głębszego przemyślenia kierunku i metod rozwoju naszej cywilizacji, który oparty był dotąd na nieustannym materialnym wzroście. – Pompowaliśmy tę bańkę do granic możliwości. To chyba nie jest najwłaściwsza droga i właśnie zdarzenia, jak pandemia lub inne, które przecież mogą nastąpić, pokazują, iż ów czysto materialny wymiar rozwoju nie jest chyba najważniejszy – ocenia wójt Spytkowic.

Dodaje, że w pandemii starał się podtrzymywać więzi społeczne przy pomocy zdalnych form komunikacji. Internetowe komunikatory wykorzystał nie tylko do załatwiania spraw urzędowych, ale i do organizacji pierwszego w historii gminy zebrania wiejskiego online. Wzięło w nim udział ponad tysiąc osób, również takich, które na tradycyjne zebrania wiejskie nie chodziły.

- Dziś najważniejsze jest to, byśmy umieli się wzajemnie zarażać optymizmem. Musimy zachęcać do aktywności prozdrowotnej. Musimy powrócić do normalnych relacji międzyludzkich i na nowo sobie zaufać, ponieważ to tak naprawdę jest esencja naszego funkcjonowania i naszego życia. Wójt bez mieszkańców nie ma racji bytu, administracja samorządowa bez mieszkańców nie ma racji bytu

– kwituje Mariusz Krystian.

Józef Tomal: Konieczne nie tylko dosprzętowienie służby zdrowia, ale i wykształcenie kadr

Józef Tomal, starosta myślenicki, podkreśla, że dla powiatów największym wyzwaniem w pandemii było zapewnienie sprawnego funkcjonowania podległej służby zdrowia, a także oświaty na poziomie ponadpodstawowym. To pierwsze w szczycie pandemii, zwłaszcza u progu wiosny obecnego roku, było wyjątkowo trudne – przypomnijmy, że w różnych okresach załamywały się systemy zdrowotne w bardziej rozwiniętych krajach na Zachodzie, a Polska w marcu 2021 znalazła się w globalnej czołówce pod względem liczby zachorowań i ciężkich przypadków covidu oraz – niestety – zgonów.

- Przywołam jedną scenę: dyrektor szpitala pokazuje mi kolejkę kilkunastu karetek przed placówką, czekają z ciężko chorymi na przyjęcie na oddziale ratunkowym, gdzie uwijają się koszmarnie przepracowani lekarze, pielęgniarki – i już nie ma miejsc dla nowych chorych. Wojewoda podczas wideokonferencji naciskał nas stale, byśmy zwiększyli liczbę łóżek covidowych. Zwiększyliśmy, ale w pewnym momencie zabrakło personelu

– relacjonuje starosta myślenicki. Dlatego, jego zdaniem, kluczowe w najbliższym czasie będzie nie tylko odpowiednie dosprzętowienie służby zdrowia, ale i (a może przede wszystkim) wykształcenie kompetentnych kadr. Oraz doszkolenie tych obecnych, bo np. okazało się, że respirator potrafi ratować życie – ale też potrafi zabić, jeśli nie jest fachowo obsługiwany. Zmarł aż co drugi pacjent podłączany do respiratora. W ilu wypadkach zabrakło wiedzy, kompetencji?

Wszystkie wydziały starostwa w Myślenicach przez całą pandemię pracowały, by mieszkańcy mogli załatwić niezbędne sprawy. Kluczową rolę odegrało przestawienie części pracy na cyfrową, zdalną. Wyzwaniem było to, że nie wszyscy mieszkańcy od razu mogli, nie wszyscy potrafili. Ale cyfryzacja to dobry i pożądanym przez większość ludzi kierunek - pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu i pieniędzy.

Józef Tomal, podobnie jak wójtowie i burmistrzowie, obawia się o poziom wykształcenia, ale też stan emocjonalny i psychiczny młodzieży. - Wyniki matur to jedno, ale jako samorządowcy, rodzice, boimy się nie tylko, jakie umiejętności, ale też jakie relacje zostaną młodym po tym kilkunastomiesięcznym okresie. Niemiej, oczywiście, jak wszyscy moi koledzy i koleżanki staramy się sięgnąć po pokłady optymizmu, mamy plany. Myślę, że potrafimy te wszystkie trudne rzeczy zostawić za sobą i pójść naprzód. Wiemy już, że my, samorządowcy, nasze wspólnoty - poradzimy sobie w kolejnej perspektywie – zapewnia starosta myślenicki.

Małgorzata Małuch: Już niedługo się spotkamy i nadrobimy emocjonalnie stracony czas stracony

- Pandemia wygasa, miejmy nadzieję, że na dobre, ale znaleźliśmy się przez nią w zupełnie innej rzeczywistości i wydaje się, że nie ma powrotu do tego, co było przed nią. Postawiła przed nami wyzwania na różnych poziomach - gminy, domu, rodziny, ale też w skali ponadlokalnej, makro, globalnej. Będziemy musieli się z nimi mierzyć, ale to, czego najbardziej dziś nam brakuje, to bezpośredniego kontaktu z innymi - komentuje Małgorzata Małuch, prezes Forum Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów Małopolski działającego przy Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej Małopolskim Instytucie Samorządu Terytorialnego i Administracji, wójt gminy Sękowa.

Przyznaje, że to co wydawało się początkowo największym problemem – czyli załamanie gospodarki, a wraz nią finansów gmin i powiatów, ale też małopolskich rodzin – zostało w miarę szybko opanowane. Owszem, są straty, zwłaszcza związane z zamknięciem turystyki, gastronomii i innych branż najbardziej cierpiących przez lockdowny, ale sytuacja ekonomiczna się ustabilizowała, podobnie jak dochody rodzin, w finansach gmin też nie nastąpił krach – choć wciąż wiele zależy tutaj od dalszych poczynań władzy centralnej, zwłaszcza zmian w podatkach oraz finansowaniu inwestycji z unijnego funduszu odbudowy (ten – bardzo szeroki i ważny temat – omawiamy w innym obszernym tekście z naszej samorządowej debaty).

- Ale nie wszystko sprowadza się przecież do ekonomii. My, w środowisku samorządowym, czujemy się szerzej odpowiedzialni za nasze najbliższe otoczenie, za relacje międzyludzkie. Staraliśmy się o nie dbać od krytycznego momentu pandemii, gdy wydawało się, że jesteśmy sami na świecie i że wszystko się przez to zawali. Te początki wymagały od nas kreatywności i spokoju w działaniu, ale też intensywnych kontaktów, wymiany doświadczeń w walce ze skutkami kataklizmu. Nasze forum wójtów burmistrzów i prezydentów jest zbudowane na relacjach międzyludzkich i od zawsze to dla mnie było najważniejsze, że możemy być ze sobą, że możemy się spotykać i że te nasze spotkania mają taki ludzki charakter. Właśnie bezpośredni. Poza całą sferą merytorycznych, ważnych spraw, wyzwań i problemów jest także sfera pozaoficjalna i ona daje nam siłę, poczucie, że jesteśmy w zespole i nawzajem się wspieramy - podkreśla Małgorzata Małuch.

- Stosunkowo szybko weszliśmy w tryb pracy online, bo taka była potrzeba chwili. To ma oczywiste wady, bo brakuje tych bezpośrednich relacji. Ale ma też oczywiste zalety, by możemy być w różnych miejscach, do których zapewne w tradycyjnej formie byśmy nie dotarli. Z naszych wykładów mogą korzystać urzędnicy z całej Małopolski, bez konieczności przyjazdów, co poszerza zasięg informacji i dostęp do różnego rodzaju szkoleń. Na naszych spotkaniach bywają ministrowie, bo łatwiej połączyć się drogą internetową, a trudniej było dojechać do Krakowa czy do innego miejsca w Małopolsce. Te pozytywne aspekty zdalnej komunikacji z nami pozostaną, choć już zapewne nie w takim szerokim wymiarze. Oczywiście, będziemy po tę formę sięgać przy krótszych spotkaniach, w celu doraźnych, szybkich konsultacji

– przewiduje Małgorzata Małuch. Poza tym, jej zdaniem, wszyscy będą chcieli wrócić do tego, czego najbardziej brakuje: osobistych kontaktów, kuluarów, rozmów, wymiany doświadczeń.

- Już niedługo się spotkamy i wówczas nadrobimy ten stracony czas stracony. Stracony może nie dla naszych wyzwań zawodowych czy efektów naszej pracy – bo w pandemii wszystkim udało się zrobić nadspodziewanie dużo, jako wójt tak dużego budżetu inwestycyjnego dawno nie miałam i front robót jest bardzo szeroki – ale stracony emocjonalnie, w obszarze budowania więzi międzyludzkich – opisuje Małgorzata Małuch.

Podobnie, jak inni włodarze gmin, przyznaje, że wielkim problemem było odosobnienie dzieci i młodzieży, ale równie dużym – izolacja seniorów. – Oni w ostatnich latach stali się u nas bardzo aktywni. Powstało wiele grup spotkań i integracji, wsparcia i w pewnym momencie pandemia zabrała możliwość kontaktowania się bezpośrednio. Zdalne spotkania to nie to samo. Dał o sobie także znać wielki strach, który padł na seniorów, bo faktycznie oni byli grupą najbardziej narażoną i wielu z nich zdecydowało się nie opuszczać swoich mieszkań – opowiada Małgorzata Małuch. Dlatego starała się, by samorząd wspierał tę grupę, jak to możliwe. Na wsparcie liczyć mogli także przedsiębiorcy, którzy najbardziej ucierpieli przez koronawirusa i obostrzenia, przede wszystkim z szeroko pojętej branży turystycznej.

- Myślę, że we wszystkich samorządach takie wsparcie znaleźli - czy to formie ulg podatkowych, czy to logistyczne, czy też w pozyskiwaniu środków z różnych źródeł. Dzięki temu przeszliśmy przez ten cały kryzys, przez burzę – nie powiem, że suchą stopą, ale na pewno silni na tyle, by teraz, jako wspólnota, stopniowo przywracać normalność. Samorząd terytorialny pozostaje kluczem do tego powrotu, bo jest najbliżej każdego obywatela – podkreśla Małgorzata Małuch.

Kazimierz Barczyk: W pandemii gminy i powiaty dowiodły, że decentralizacja państwa i wprowadzenie samorządów to najlepsza reforma ostatnich 30 lat

Kazimierz Barczyk, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski, wyraża opinię, że wszystkie samorządy udowodniły w walce z pandemią, iż są świetnie przygotowane nie tylko do zarządzania dziedzinami, za które zgodnie z prawem odpowiadają, ale i do elastycznego i skutecznego reagowania na potrzeby lokalnej wspólnoty mieszkańców w obliczu niespodziewanego kataklizmu.

- Samorządowcy byli od początku na froncie walki z pandemią wraz ze swoimi mieszkańcami, przedsiębiorcami, młodymi ludźmi, seniorami pracownikami szkół, szpitali, usług komunalnych. Widać, jak to dobrze, że państwo polskie jest zdecentralizowane: nikt nie czekał na dyspozycje z Warszawy w zwykłych codziennych sprawach. Cieszmy się, że nie jest tak, jak w czasach PRL, gdy mieliśmy system skrajnego, scentralizowanego podporządkowania gminy powiatowi, powiatu województwu, województwa Sejmowi, a całości - Komitetowi Centralnemu jedynie słusznej partii. Dzięki decentralizacji te 2,5 tysiąca gmin w Polsce, w tym nasze 182 gminy i 21 powiatów, radziło sobie i rozwiązywało wiele spraw na swoim poziomie – opisuje Kazimierz Barczyk.

Przypomina, że w związku z 30-leciem samorządu w Polsce – w rocznicę pierwszych demokratycznych wyborów po II wojnie - Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski oraz Forum Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów planowało w połowie zeszłego roku galę samorządową z udziałem wszystkich samorządowców z Małopolski z okresu trzech dekad. - Chcieliśmy im podziękować i dokonać bilansu najbardziej udanej reformy ustrojowej owych 30 lat. Pandemia nam to uniemożliwiła – ubolewa Kazimierz Barczyk. Dodaje, że wydarzenie miało się odbyć nieprzypadkowo w Krakowie, bo Małopolska może uchodzić za kolebkę obecnej samorządności. Decydują o tym nie tylko długie, przedwojenne jeszcze tradycje (z czasów CK monarchii), ale i fakt, że w 1989 roku w ramach zorganizowanego przez Kazimierza Barczyka centrum inicjatyw ustawodawczych solidarności, powstał wstępny projekt ustawy o samorządzie gminnym, przekazany potem do Senatu.

Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski (kapituła 27 wójtów, burmistrzów, prezydentów) uznało, że w roku 30-lecia samorządu na tytuł Małopolanina Roku zasługują: rektorzy Uniwersytetu Jagiellońskiego i AGH, kluczowych polskich uczelni, oraz – w uznaniu dla całego środowiska medycznego - profesor Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, a także Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju za tarczę antykryzysową, jedną z najszybciej uruchomionych i najszerszych w Europie.

Kazimierz Barczyk przypomina, że województwo Małopolskie jako jedyne stworzyło własną, regionalną tarczę antykryzysową, która wsparła mieszkańców na wielu poziomach – poprzez placówki medyczne, ośrodki pomocy społecznej oraz przedsiębiorstwa (ogromne unijne pieniądze pomogły w uratowaniu kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy).

- W Sejmiku Małopolskim, jak wszyscy, przeszliśmy na zdalny tryb pracy. Dla kolegów spoza Krakowa, którzy zwykle muszą jechać na posiedzenie nawet kilka godzin w jedną stronę, to było ułatwienie - mniejsze wyzwanie komunikacyjne, mniejsza strata czasu. Dzięki temu udało się podjąć szereg ważnych decyzji, z uchwaleniem przełomowego Programu Ochrony Powietrza na czele. Utrzymywaliśmy także ciągły intensywny kontakt online w ramach Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski. On był zazwyczaj efektywny, przeważnie wygodny, choć mniej sympatyczny. Wiemy dziś, że doraźnie można tak załatwić czy skonsultować wiele spraw, ale wiemy też, że części załatwić się nie da. A wspominany przez wszystkich wymiar relacji osobistych przez internet właściwie nie istnieje. A one są bardzo ważne, a czasem wręcz kluczowe. Samorząd to nie jest techniczne zarządzanie procesami. To są przede wszystkim więzi międzyludzkie. Więc my wszyscy mamy nadzieję, że uda się je teraz odbudować – mówi Kazimierz Barczyk.

Liczy także na to, że wszelkie zaburzone przez pandemię parametry rozwoju naszego regionu zaczną wracać do normy. Chodzi nie tylko o wspomnianą wcześniej nadmierną śmiertelność (covidową i okołocovidową – w 2020 r. umarło o 17,7 proc. więcej Małopolan niż w 2019), ale też o spadek liczby małżeństw i tąpnięcie urodzeń, a w efekcie ujemny przyrost naturalny oraz pierwszy od lat ubytek liczby mieszkańców, mimo dodatniego salda migracji z zewnątrz.

- Bardzo liczymy także na odbicie naszej turystyki, która poniosła dotkliwe straty, a także na odbudowę ruchu na krakowskim lotnisku, które w 2019 r. biło kolejne rekordy, a wiosną 2020 przez pandemię nie obsługiwało niemal żadnych pasażerów. Liczymy na dalszy dynamiczny rozwój usług dla biznesu, w których Kraków stał się globalnym liderem i swą pozycję w pandemii jeszcze umocnił – to są już tysiące specjalistów, oni świetnie zarabiają, co napędza rynek mieszkaniowy, usługi i może pomóc w odbudowie gospodarki po okresie obostrzeń i to w krótkim czasie

- kwituje Kazimierz Barczyk.

Na ile w ustanawianiu nowej normalności pomoże Krajowy Plan Odbudowy oparty na gigantycznych środkach unijnych? Jak mądrze inwestować te pieniądze i kto powinien o tym decydować – samorządowcy czy władze centralne? O tym wkrótce – w drugiej części zapisu naszej rozmowy z liderami samorządów w naszym regionie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie