- Nie sądziłam, że będę miała tutaj tak dobrą opiekę. Pamiętam, jak szpitale wyglądały, gdy wyjeżdżałam - mówi. I to jedyna dobra wiadomość w jej opowieści.
Jej historię opisywaliśmy tydzień temu. 60-letnia obecnie kobieta 20 lat temu wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych.
- Wzięłam Piotrusia za rękę i pojechaliśmy. W Bielsku-Białej syn skończył ósmą klasę. Szkołę średnią rozpoczął już w USA - opowiada pani Barbara. Dodaje, że szybko znalazła pracę. - Robiłam to, czego Amerykanie robić nie chcą, sprzątałam.
Kiedy po pół roku upłynęła ważność wizy, Polka zdecydowała się zostać w USA nielegalnie. Niestety, w 2009 roku przeszła poważny udar mózgu i trafiła do LaGrange. Po zakończeniu leczenia szpital próbował znaleźć jej miejsce w placówce rehabilitacyjnej. Żadna nie chciała jednak przyjąć nielegalnej imigrantki bez ubezpieczenia. 36-letni obecnie syn Barbary z powodu problemów finansowych również nie mógł zabrać matki do siebie. Szpital z kolei nie mógł dalej leczyć pacjentki charytatywnie. Na ten cel i tak wydał w sumie 1,3 mln dolarów. W końcu sąd nakazał odesłać Barbarę do Polski.
- Mieszkałam na ostatnim piętrze szpitala. Miałam przeszklony sufit i wielkie okna. W moim pokoju pięknie rosły kwiaty. Wyhodowałam własny "ogród botaniczny" - wspomina pacjentka. Przed wylotem kwiaty rozdała ukochanym pielęgniarkom. - One tak dobrze się mną zajmowały - mówi pani Barbara i zaczyna płakać.
Do Szpitala Uniwersyteckiego panią Barbarę przyjęto początkowo na pięć dni. Wczoraj minął jednak tydzień i pacjentka dalej nie wie, co z nią będzie. Jak powiedział nam wicedyrektor placówki Stefan Bednarz, dziś ma zapaść decyzja, co dalej. - To bardzo schorowana osoba - przyznaje dyrektor.
Po udarze pani Barbara nie chodzi i ma sparaliżowaną lewą część ciała. Lekarze dają jej szansę na wyzdrowienie, ale potrzebna jest rehabilitacja. Los pacjentki jest jednak bardzo niepewny. W szpitalu nie może zostać długo, bo z medycznego punktu widzenia nie wymaga hospitalizacji. Znalezienie dla niej ośrodka rehabilitacji jest trudne. Pani Barbara nie ma ubezpieczenia ani meldunku.
W Polsce Łatasiewicz nie ma nikogo bliskiego. - Mój brat mieszka na Dolnym Śląsku, ale nie utrzymujemy kontaktu. Siostra mieszka w Niemczech. Odwiedziła mnie, przywiozła gazety. Ale ze względu na odległość nie może zaglądać do mnie często - wyjaśnia.
Na każde wspomnienie o Stanach pani Barbara zaczyna płakać. Marzy, by któregoś dnia zaczęła chodzić samodzielnie i aby zniesiono wizy dla Polaków. Ma nadzieję, że wtedy mogłaby pojechać do syna i synowej za Ocean. Mogłaby się zająć wnukami: 9-letnią dziewczynką i 5-letnim chłopczykiem, który mówi o sobie, że jest już "big boy".
Mimo trudnej sytuacji pani Barbara stara się uśmiechać. Cieszy się, że w szpitalu dają jej polskie jedzenie, bo przez to amerykańskie przytyła. Chętnie pożycza innym pacjentom swój wózek, który dostała jeszcze w szpitalu w Chicago.
- Tylko niech pani uważa, bo to drogi wózek, amerykański - rzuca Barbara do koleżanki z sali obok.
Współpraca Anna Górska
Euro 2012 coraz bliżej! Zobacz, co będzie się działo w Krakowie
Nowa lista leków refundowanych**[SPRAWDŹ!] **
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!