Wydawałoby się, że program był strzałem w dziesiątkę, ale zdaniem ministra sportu i turystyki w rządzie PiS, Witolda Bańki, trudno mówić o sukcesie. W wywiadzie dla jednej z ogólnopolskich gazet minister stwierdził m. in., że zabrakło kompleksowego systemu szkolenia, boiska niszczeją, a niektóre nie nadają się już do użytku.
Mimo to resort nie przewiduje oddzielnego programu na naprawę orlików, choć są one możliwe w ramach projektów dotyczących modernizacji infrastruktury sportowej. - Nie jest intencją ministerstwa wywieranie negatywnego wpływu na funkcjonowanie orlików czy dążenie do ich likwidacji - zapewnia w swoim komunikacie ministerstwo. - Kluczowy jest fakt, że tak orliki, jak i pozostałe tego typu boiska znajdują się we władaniu konkretnych właścicieli i to na nich spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie obiektu.
Słowa Witolda Bańki zaskoczyły tczewskiego radnego Bartosza Paprota (PO), który w interpelacji zapytał władze miasta, czy rzeczywiście boiska wybudowane z rządowego programu wymagają gruntownej modernizacji.
- Treść wywiadu z ministrem Bańką mi się nie spodobała - mówi Paprot. - Ten program się sprawdził, co widać po wynikach sportowych. Dzieciaki, które grały na orlikach, dzisiaj, jak Bartosz Kapustka (19-letni reprezentant Polski w piłce nożnej - przyp. red.), robią zawrotne kariery.
Pomorscy samorządowcy o orlikach wypowiadają się pozytywnie, choć kiedy powstawały pierwsze z nich, w 2008 r., narzekano, że zamiast zakładanych przez rząd 800 tys. zł potrafiły kosztować nawet dwa razy więcej (urzędy marszałkowskie i resort sportu dokładały maksymalnie po 333 tys. zł).
- Boiska doskonale służą naszym uczniom, a po godzinach funkcjonowania szkół są bezpłatnie udostępniane innym chętnym - mówi Małgorzata Mykowska, rzecznik tczewskiego ratusza.
(wsp. reporterzy db)
Cały artykuł na ten temat przeczytasz w czwartkowym, papierowym wydaniu "Dziennika Bałtyckiego"z 1.09.2016 r. albo kupując e-wydanie gazety