Wyobraź sobie piękną, tętniącą życiem krainę, w której bujna roślinność wybucha bogactwem odcieni zieleni każdej wiosny, jaskrawiąc się aż do jesieni. Przestrzeń, na której niezliczona ilość gatunków zwierząt, ptaków i owadów, znalazła swój dom - tak zaczyna się niesamowita podróż w filmie „Z nurtem życia”.
Autorski film przyrodniczo-dokumentalny dwóch przyjaciół, wadowiczan: Krzysztofa Sarapaty i Tomasza Kotasia ukazuje nieistniejące już miejsca i takie, które za chwile znikną zalane wodami zbiornika Świnna Poręba.
Premiera na ekranie wadowickiego „Centrum” odbędzie się 22 kwietnia o godz. 20.
Mozolna droga do celu
Od pomysłu do realizacji minęło kilka lat.
- Gdzieś w 2008 roku postanowiliśmy zrobić film, który pokazałby olśniewające piękno i bogactwo naszego regionu - mówi Krzysztof Sarapata, z wykształcenia projektant obuwia, który porzucił intratną pracę dla obserwowania i filmowania dzikiej przyrody. - Biebrza, Warta, Pomorze czy Tatry, mają swoje dokumenty, niech i nasz region ma - dodaje.
Początkowo bohaterem filmu miała być Skawa aż do Wisły, ale ten obszar filmowcy w końcu zawęzili do zapory. Pierwszy klaps wśród dzikiej przyrody dało się usłyszeć w 2011 r. Ostatni pięć lat później, czyli rok temu.
- Setki godzin spędziliśmy na poszukiwaniach odpowiedniego miejsca na kadry, które mieliśmy w głowie - wspomina Krzysztof Sarapata. - Bywało, że całe dni spędziliśmy w czatowni, często w jednej pozycji, w wilgoci, w towarzystwie niezbyt uprzejmych lokatorów, a wymarzonego ujęcia czy gatunku nie udało się uwiecznić - dodaje.
Głos zwierząt i Czubówny
Cierpliwość pozwoliła uchwycić niesamowite dźwięki natury i rzadkie obrazki, jak m.in. bociana czarnego, dopiero co narodzone jenoty czy też migoczące świetliki. - Jestem dumny z całego filmu - wyznaje Krzysztof Sarapata. - Chyba jednak największe wrażenie na mnie robi gotowa sekwencja ujęć w lesie, gdzie życie i dźwięki nad strumykiem przeplatają się z akordami pianina i harfy, a do tego najcudowniejszy, kultowy głos w Polsce - Krystyny Czubówny - dodaje.
Panowie nie wyobrażali sobie, by kto inny mógł podłożyć głos do ich obrazu. - Trzeba było zebrać środki, ale udało się, zresztą dostaliśmy dobrą cenę - śmieje się pan Krzysztof. - Krystyna Czubówna, to nie tylko cudowny głos, ale osobowość. Ciepła, sympatyczna i taka „rasowa ciotka”, przyjdzie, przytuli. Ja mam 40 lat, a czułem się przy niej jak kochane dziecko - dodaje.
Na efekt końcowy złożyła się niezwykła muzyka stworzona przez Marka Kubika. - Bardzo nam zależało, aby wszystko harmonizowało. Obraz z dźwiękiem, tekstem i głosem lektora i z muzyką - mówi pan Krzysztof. - Czy się udało, ocenicie Państwo sami.