Jeszcze dziesięć lat temu był notowany na liście 100 najbogatszych Polaków, dziś prokuratura stawia mu kryminalne zarzuty ukrywania majątku przed wierzycielami. Andrzej S., który mniej więcej od 1989 roku znany jest na Podhalu jako „najbogatszy góral”, ma spore problemy z prawem. Choć on sam zdaje się bagatelizować prokuratorskie zarzuty, przed sądem może mu grozić nawet wyrok więzienia za uchylanie się od spłaty długu w wysokości, bagatela, 14 milionów złotych.

Wszystko oddał dzieciom

Do Sądu Rejonowego w Nowym Targu trafił niedawno akt oskarżenia wniesiony przez nowotarską prokuraturę przeciwko Andrzejowi S.

Temu 66-letniemu biznesmenowi (pochodzi z Zębu, ale od lat mieszka w Zakopanem) śledczy zarzucają, że w okresie od 2006 do 2014 roku sukcesywnie wyzbywał się swojego gigantycznego majątku. Nieruchomości (głównie w Zakopanem, Zębie, Kościelisku czy Krakowie, a także na lotnisku pod Częstochową), akcje, gotówkę i udziały w przedsiębiorstwach przepisywał członkom swojej rodziny. Tym samym, jak ustalili śledczy, mienie o wartości około 400 milionów złotych przeszło z Andrzeja S. na jego dwie córki i syna.

14 milionów długu

Jak wyjaśnia nowotarski prokurator rejonowy Józef Palenik, takie działanie miało swój cel. W momencie przystąpienia do licznych operacji notarialnych, przedsiębiorstwo Andrzeja S. miało długi warte 14 milionów złotych. Jako że biznesmen nie spłacał swoich zobowiązań, komornicy rozpoczęli starania o egzekucję długów poprzez licytację nieruchomości S. Gdy przyszło co do czego, okazało się to jednak niemożliwe. Biznesmen nie miał już niczego, a na jego dzieciach dług nie ciążył.

- Andrzejowi S. zarzucamy więc ukrywanie majątku w celu uniknięcia spłaty zobowiązań - mówi Józef Palenik. - Przesłuchiwaliśmy go w tej sprawie dwa razy, odmówił składania zeznań i nigdy nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Więcej szczegółów nie mogę podać, bo nie mam na to zgody poszkodowanych wierzycieli. Dodam jednak, że wśród nich są zarówno osoby prywatne, jak i firmy czy instytucje publiczne.

Choć do rodziny Andrzeja S. należy otwarta przed miesiącem galeria handlowa przy Krupówkach (w środku jest też restauracja z browarem) oraz wiele innych nieruchomości w Zakopanem, w tym sławny choć niedziałający od lat hotel Morskie Oko (funkcjonuje tam tylko dyskoteka, bank, informacja turystyczna i drogeria), sam 66-latek twierdzi, że żyje dziś za kwotę 1050 złotych miesięcznie. Takie rewelacje wywołują śmiech u każdego niemal zakopiańczyka, którego pytamy o sprawę.

„Biedak” od mercedesa

- Andrzej to ma poczucie humoru - mówi Zofia Staszel, sprzedawczyni oscypków z Krupówek. - Jeśli on żyje za 1050 złotych, to chyba wszystko wydaje na paliwo do swojego najnowszego auta. Syn mnie uświadomił, że jego najnowszy nabytek to mercedes maybach. Taki sam, jak ten ojca Rydzyka - dodaje.

Nam także już kilka miesięcy temu udało się zobaczyć Andrzeja S. w wartym 2,7 mln złotych aucie.

W ostatnim czasie biznesmen jakby zapadł się pod ziemię i nie udało nam się z nim skontaktować. W rozmowie z „Tygodnikiem Podhalańskim” mówi jednak, że zarzuty prokuratorskie to pomówienia i żadnej rozprawy przed sądem nie będzie. Jego zdaniem zarzuty zostaną wycofane.

O Andrzeju S. media (w tym nasza gazeta) pisały od 2000 roku wielokrotnie. Jego nazwisko pojawiało się np. podczas tzw. afery hazardowej w 2009 roku. Wyszło wówczas na jaw, że Andrzej S. założył z Agencją Mienia Wojskowego (AMW) spółkę Bosacka Development Partners. AMW wniosła do spółki aportem majątek wart miliony złotych. Było to między innymi lotnisko pod Częstochową i ponad 4-hektarowa działka w samym centrum Krakowa (5 minut spacerem od dworca autobusowego Kraków - Główny). Andrzej S. został prezesem tej spółki i pożyczył jej od samego siebie (jako osoby prywatnej) kwotę 5,1 mln złotych. Sam ze sobą zawarł umowę stanowiącą, że jeśli spółka po tygodniu nie odda mu tej kwoty, wówczas on przejmuje na własność lotnisko pod Częstochową i ziemię w centrum Krakowa. I tak właśnie się stało. Gdy o sprawie zrobiło się głośno, Andrzej S. natychmiast wycofał się ze spółki przekazując 99,9 procent swoich udziałów jednej ze swoich córek.

POLECAMY - KONIECZNIE SPRAWDŹ:

FLESZ: Uwaga kierowcy! Są kolejne nowe znaki