Porucznik lotnictwa Heather „Lucky” Penney, 11 września 2001 roku: Miałam staranować porwany samolot pasażerski!

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
MANDEL NGAN/AFP/East News
11 września 2001 roku wielu Amerykanów poddanych było ogromnej próbie. W dramatycznej sytuacji znalazła się porucznik lotnictwa, która miała odnaleźć i staranować uprowadzoną maszynę pasażerską, by ta nie uderzyła w Biały Dom lub Kapitol. Godziła się na samobójczą misję.

To miał być typowy dzień dla 27-letniej porucznik Heather Penney z Powietrznej Gwardii Narodowej Dystryktu Kolumbia. 11 września ranem brała udział w odprawie w bazie sił powietrznych Andrews niedaleko Waszyngtonu, planując operacje szkoleniowe na najbliższy miesiąc. Nagle ktoś uchylił drzwi do pokoju narad i powiedział głośno: Hej, ktoś uderzył w nowojorskie wieże World Trade Center.

Porucznik Heather „Lucky” Penney, która ukończyła studia na Purdue University na wydziale literatury i planowała zostać nauczycielką nadstawiła uszu. Wspomniała chwile, kiedy Kongres otworzył lotnictwo bojowe dla kobiet i ona natychmiast się dołączyła. Chciała być pilotem myśliwca, jak jej tata, John Penney, emerytowany pułkownik Sił Powietrznych USA, który latał na misjach bojowych w Wietnamie, a teraz był pilotem w liniach lotniczych United Airlines. Po przeszkoleniu Penney została przydzielona do 121. eskadry myśliwskiej Powietrznej Gwardii Narodowej.

To pewnie wypadek?
- Pogoda w Nowym Jorku tego dnia była bardzo przejrzysta z błękitnym niebem. Myśleliśmy, że to wypadek jakiegoś małego samolotu, któremu być może… popsuły się instrumenty i stało się, nie było udanego podejścia – wspomina Penney. Zebrani w sali uznali, że pilot niewielkiej maszyny popełnił straszny błąd… i wrócili do zajęć.

W ciągu kilku minut następnych rozległo się kolejne pukanie do drzwi i ktoś krzyknął: Drugi samolot właśnie uderzył w World Trade Center!. Było jasne: Ameryka została zaatakowana. I to w samo serce, w Nowy Jork, stolicę świata. Nieprawdopodobne, jednak możliwe. Niemal wszyscy podbiegli od razu do pobliskiego telewizora i zobaczyli płonące wieże. Jak powiedziała Penney, wtedy „zdaliśmy sobie sprawę, że nasz świat nagle się zmienił”.

Kiedy zamieszanie ogarnęło salę odpraw, dowódca Penney, pułkownik Marc „Sass” Sasseville, spojrzał jej w oczy i oznajmił: lecisz ze mną. Wdrapali się do strefy przedodlotowej i włożyli kombinezony lotnicze. Nie było czasu na uzbrojenie myśliwców F-16, więc ruszali do tej misji praktycznie bez broni, z ćwiczebną amunicją, uzbrajając się tylko w… odwagę. Ale jaka była misja? Gdzie mieli lecieć? Czego szukali? Myśli kołatały się w głowie Penney. Nie było jasnych poleceń, co robić. Gdzieś w całym zamieszaniu, gdy włożyli już kombinezony i pobiegli do swoich samolotów, podano kolejną straszliwą informację: Pentagon został trafiony przez porwany samolot linii American Airlines lot 77!

Lot 93 leci na Waszyngton!
Po chwili pojawiły się komunikaty, że ​​czwarta porwana przez terrorystów pasażerska maszyna, United Flight lot 93 z Newark w stanie New Jersey, leciała w kierunku amerykańskiej stolicy. Dowództwo lotnicze podejrzewało, że skierowano go do Waszyngtonu na kolejny atak na Pentagon, Biały Dom albo na budynek Kapitolu.

Zwykle przygotowanie do startu myśliwców F-16 zajmuje pół godziny, co pozwala pilotom na metodyczne przepracowanie listy kontrolnej. Będąc nowicjuszem, Penney miała jedyne doświadczenie bojowe podczas treningu. Gdy wybiegli do swoich samolotów, zaczęła przeglądać listę kontrolną. Sasseville zatrzymał ją i warknął: Szczęście moje, co ty robisz? Podnieś swój tyłek i chodźmy! Szybko weszła do swojego kokpitu. Gdy włączyła silniki, krzyknęła do obsługi naziemnej, aby wyciągnęła kliny mocujące koła. Otrzymując zielone światło z kontroli lotu, dopalacze obu odrzutowców wyrzuciły tysiące kilogramów ciągu i gdy wystartowały, skierowały się na północny zachód, ostatnią znaną lokalizację czwartego porwanego samolotu.

Będziemy kamikaze!
Dotarły do ​​nich wieści, że mają rozkaz strzelać do uprowadzonego samolotu, by go zniszczyć. Wiedzieli jednak, że wystartowali nieuzbrojoną maszyną, co mogło to oznaczać tylko jedno: mieli lecieć w misji kamikaze, taranując lot 93, samolot Boeing 757, prawie 7 razy cięższy od ich myśliwców. Szybko uzgodnili plan ataku. Sasseville miał się skierować do kokpitu Boeinga 757, a Penney celowała swoim myśliwcem w ogon porwanego samolotu. Gdy wylecieli poza Bazę Sił Powietrznych Andrews, lecąc nisko na wysokości około tysiąca metrów, ujrzeli czarny, kłębiący się dym wydobywający się z Pentagonu.

Porucznik Heather Penney nie myślała o niczym innym tylko o wykonaniu rozkazu. Oznaczało to jej śmierć, śmierć załogi i pasażerów Boeinga oraz porywaczy maszyny. Pogodziła się z losem pasażerów lotu 93, wierząc, czy jej się to uda, czy nie, że umrą. Przez chwilę pomyślała o katapultowaniu się ze swojego samolotu tuż przed uderzeniem w Boeinga. Szybko jednak porzuciła pomysł, wiedząc, że ma tylko jeden „strzał”, jedno uderzenie w tył pasażerskiego i za nic w świecie nie mogła chybić. Nawet nie przyszło jej wtedy do głowy, że istnieje możliwość, iż pilotem United Flight lot 93 może być jej ojciec, który często latał z miast na Wschodnim Wybrzeżu. Jak się okazało, nie było go wtedy w tej maszynie. Przez następne kilkadziesiąt minut Penney i Sasseville przeczesywali przestrzeń powietrzną Waszyngtonu, szukając porwanego samolotu. - Niczego jednak nie znaleźliśmy – wspominała Penney. Mniej więcej po godzinie od rozpoczęcia misji Penney i Sasseville usłyszeli, że maszyna lot 93 rozbiła się na polu w Pensylwanii. Pasażerowie zachowali się bohatersko, zaatakowali porywaczy, bo wiedzieli już o wcześniejszych atakach terrorystów samobójców i starali się powstrzymać szaleńców przed kolejną zbrodnią.

Samoloty muszą lądować!
Teraz misja Penney i jej szefa zmieniła się w przechwytywanie i oczyszczanie przestrzeni powietrznej z samolotów. Każda maszyna w powietrzu była podejrzana, każda mogła trafić bowiem w ręce terrorystów i być użyta, jak w Nowym Jorku czy Waszyngtonie. Piloci pasażerskich maszyn, które tego ranka odbywali rejsy nie byli świadomi, że władze wydały zakaz startów wszystkich samolotów cywilnych w Ameryce, niezależnie od miejsca przeznaczenia. Z pomocą cywilnych kontrolerów ruchu lotniczego Penney i Sasseville zaczęli zawracać każdy samolot od obszaru nad Waszyngtonem i kazali wylądować tak szybko, jak to możliwe.

Penney i inni wojskowi piloci zostali poinstruowani, aby strzec prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas lotu do domu. W czasie ataków George W. Bush uczestniczył w imprezie szkoły podstawowej w Sarasocie na Florydzie. Kiedy powiedziano mu, że drugi samolot uderzył w World Trade Center i Ameryka została zaatakowana, został eskortowany z powrotem do Air Force One i zabrany w najbezpieczniejsze miejsce w tym momencie, otwarte niebo. Teraz, w godzinach wieczornych, przyszedł czas na sprowadzenie głowy państwa do domu. Samolot Penney i inne patrolujące niebo wokół Waszyngtonu maszyny zostały wyposażone w ostrą amunicję. Otrzymali uprawnienia „wolnego ognia”, co oznaczało, że mogli podjąć decyzję o strzelaniu do dowolnego samolotu cywilnego uznanego za zagrożenie, zamiast czekać na autoryzację rozkazu. Kilka godzin po atakach nadal nie było jasne, czy czekają Amerykę kolejne.

Od tego czasu Heather Penney odbyła dwie misje w Iraku, awansowała do stopnia majora, przeszła na emeryturę i obecnie pracuje dla Lockheed Martin Aeronautics Company. Miała dużo czasu, aby zastanowić się nad swoimi przeżyciami z 11 września 2001 roku, myślała o trzech tysiącach ofiar zamachu i o odwadze pasażerów lotu 93. Odbyła wiele spotkań w Ameryce opowiadając o swoich przeżyciach i przemyśleniach z tego tragicznego dnia. Kiedy kończy wystąpienie zapada grobowa cisza, wielu ma łzy w oczach. Szczególnie wtedy, gdy mówi: Ja podjęłam decyzję o swoim życiu i złożyłam przysięgę, że będę chronić mój ukochany kraj, ale oni byli tylko przeciętnymi, zwykłymi ludźmi, matkami, ojcami, nauczycielami szkolnymi, biznesmenami – mówiła Penney i z naciskiem dodawała i pasażerach lotu 93: To byli prawdziwi bohaterowie...

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Materiał oryginalny: Porucznik lotnictwa Heather „Lucky” Penney, 11 września 2001 roku: Miałam staranować porwany samolot pasażerski! - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie