Strażak OSP walczy o życie, a lekarze nie dawali mu szans

Redakcja
Leszek Czerwiński podczas obrony przed wezbranym Popradem dzielnicy Folwark w Muszynie w czerwcu 2001 roku
Leszek Czerwiński podczas obrony przed wezbranym Popradem dzielnicy Folwark w Muszynie w czerwcu 2001 roku Stanisław Śmierciak
Leszek Czerwiński, były komendant OSP w Miliku, w listopadzie ubiegłego roku przeszedł udar mózgu. Po pięciu tygodniach wybudził się, a dzięki drogiej rehabilitacji zaczął mówić. Do niedawna sam niósł pomoc tym, którzy jej potrzebowali. Dziś on jej potrzebuje. Gdy pozwoli na to jego stan zdrowia, rodzina chce go umieścić w prywatnej klinice. Bliscy wierzą, że dzięki temu wróci do dawnego życia.

Leszek Czerwiński do niedawna podczas pożarów i powodzi niósł pomoc mieszkańcom miasta i gminy Muszyna. Teraz sam jej potrzebuje. Pod koniec listopada 2014 r. doznał udaru mózgu i został przykuty do łóżka. Tylko dzięki kosztownej rehabilitacji, na którą jego bliskich nie stać, istnieje szansa, że znów stanie na własne nogi.
- Mąż pojechał na zwykły zabieg, a konkretnie koronarografię do krakowskiego szpitala. Coś poszło nie tak. Doznał udaru mózgu - opowiada Dorota Czerwińska. - Lekarze przekreślili go na samym początku. Cierpiał na niedowład czterokończynowy, był nieprzytomny. Nie dawali szans na jego wybudzenie - dodaje.
Kończący w marcu 47 lat strażak i były komendant Ochotniczej Straży Pożarnej w Miliku, wykazał się jednak wolą walki. W piątym tygodniu wybudził się ze śpiączki, a rodzina zaczęła mieć coraz większą nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie jak dawniej.
- Gdyby nie nasz upór, zmiana szpitala, prywatny rehabilitant, to pewnie Leszka nie byłoby z nami - wyznaje pani Dorota. - Teraz lekarze mówią, że to cud. Leszek rusza rękami i głową, przy naszej pomocy może usiąść. I co najważniejsze, zaczął już mówić - dodaje.
Najbliżsi pana Leszka wierzą, że dzięki kilku miesiącom intensywnych ćwiczeń, pod okiem specjalistów, uda się odzyskać mu dawne życie. To jednak związane jest z ogromnymi kosztami.
- Gdy męża wypiszą ze szpitala chcemy go umieścić w jednej z najlepszych prywatnych klinik w Krakowie, gdzie niejedną osobę postawiono na nogi - przyznaje pani Dorota. - Za miesiąc pobytu w tym ośrodku trzeba zapłacić 20 tysięcy złotych - dodaje.
Rodziny z Milika na to nie stać. Pan Leszek jeździł taksówką, a gdy była potrzeba wskakiwał w strażacki mundur. Teraz utrzymanie rodziny spadło na barki żony.
- Mamy dwie prawie dorosłe córki i jedną taką iskierkę. Laura w marcu skończy cztery lata. Leszek ma po co i dla kogo żyć - mówi pani Dorota. - Najmłodsza córka jest takim aniołkiem. To ona daje mi siłę. Gdy jest źle, gdy widzi łzy, przychodzi, przytula się i mówi: "Nie martw się. Tatuś będzie zdrowy. Modlę się za niego".
Byłego prezesa Związku Gminnych Ochotniczych Straży Pożarnych w Muszynie oraz dwukrotnego radnego w potrzebie nie opuścili koledzy strażacy oraz władze gminy.
- Leszek zawsze był na zawołanie. Zawsze gotowy do pracy i pomocy. To, co go spotkało, było dla nas dużym zaskoczeniem - przyznaje Adam Tlałka, obecny prezes ZGOSP w Muszynie. - Teraz on i jego rodzina potrzebuje naszego wsparcia - dodaje.
Władze Muszyny powołały właśnie Komitet Społeczny pn. "Pomoc dla strażaka OSP", by zebrać pieniądze na rehabilitację Leszka Czerwińskiego.

Jak pomóc?
Dowolne kwoty można wpłacać na rachunek bankowy: 69 8809 0005 2001 0005 1419 0001
koniecznie z dopiskiem "Pomoc dla Strażaka OSP"

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

;(
Niestety ale Pan Leszek zmarł wczoraj;((((((((((((
Dodaj ogłoszenie