Czytaj także: Tarnów: likwidacja sądów uderzy w ponad sto tysięcy ludzi
Tarnowianka, podpisując w marcu umowę w tarnowskim salonie Orange, nie myślała nawet, że będzie mieć takie problemy z wybranym przez siebie telefonem. - Jestem długoletnią klientką tego operatora. To już moja czwarta umowa - wylicza.
W ramach niej otrzymała nowy telefon. - Wszystko wyglądało na początku w porządku. Telefon mi się podobał. Abonament ustalono mi na 35 złotych - mówi.
Już po dwóch tygodniach aparat się popsuł. - Sam wybierał numery i łączył się z nimi - opowiada.
Kobieta oddała go do naprawy do wskazanego przez salon autoryzowanego serwisu. Sytuacja ta powtórzyła się w sumie pięciokrotnie. - Ostatni raz, kiedy dostałam informację, że mogę go już odebrać, poprosiłam w serwisie, żeby mi go jeszcze raz sprawdzili. Nie wzięłam go nawet do domu, bo telefon zepsuł się w rękach serwisanta - opowiada.
Tarnowianka mówi, że nie chce już tej komórki. - Ile razy można naprawiać jeden przedmiot i to w tak krótkim okresie? - pyta poirytowana, żądając wymiany aparatu na inny - nowy i sprawny.
Mocno wspiera ją w tym m.in. miejski rzecznik konsumentów. - Nie chcę wypowiadać się na temat tej konkretnej sprawy, gdyż nie została ona jeszcze definitywnie zakończona - mówi Krzysztof Podgórski. Wyjaśnia jednak, że sprzedawca ma nie tylko obowiązek wykonania nieodpłatnej naprawy wadliwego sprzętu, który zepsuł się przed upływem dwóch lat, ale także wymiany towaru na nowy, jeżeli takie będzie żądanie klienta. Dodaje, że niedopełnienie tego obowiązku może być traktowane przez nabywcę telefonu dodatkowo jako podstawa do zerwania umowy.
W odpowiedzi na pismo miejskiego rzecznika konsumentów przedstawicielka operatora stwierdziła, że to klientka uszkodziła aparat. - Wadliwe działanie telefonu było skutkiem jego niewłaściwego użytkowania, a nie wady tkwiącej w rzeczy. Wobec tego nie ma podstaw do dokonania wymiany telefonu - napisała Elżbieta Stachowicz-Sitarska z firmy Ramsat.
W podobnym tonie wypowiada się kierownik tarnowskiego salonu Orange. - Kontaktowaliśmy się z producentem telefonu. Ten stwierdził, że aparat jest sprawny, tylko notorycznie wgrywane są do niego nieautoryzowane aplikacje - wyjaśnia.
Renata Kobierska dziwi się tym zarzutom. - Jak ja, starsza osoba, mogłam namieszać w oprogramowaniu? - pyta. - Skoro to była moja wina, dlaczego za każdym razem naprawiają mi telefon za darmo? W takiej sytuacji nie mieliby przecież do tego podstaw - zauważa.
Wybieramy najlepszego piłkarza i trenera Małopolski! Weź udział w plebiscycie!
Która stacja narciarska w Małopolsce jest najlepsza? Zdecyduj i oddaj głos!
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!