Tracisz czas i pieniądze stojąc w korku? To wina zarządców dróg, fatalnej organizacji i złego informowania o utrudnieniach – ustaliła NIK

Zbigniew BartuśZaktualizowano 
Tylko w marcu tego roku przeciętny zmotoryzowany krakowianin stracił z powodu korków blisko 20 godzin, czyli prawie dobę. Mieszkańcy zmuszeni korzystać z odcinków zakopianki potrafią stracić w korkach nawet dwie doby miesięcznie... Dochodzi do tego koszt niepotrzebnie spalanego paliwa. Zdjęcia: Andrzej Banas, Aneta Żurek, Anna Kaczmarz / Polska Press
Korki, przez które wielu Polaków straciło tyle czasu i pieniędzy (oraz nerwów) w święta, nie byłyby tak uciążliwe, gdyby polscy drogowcy nie przyczyniali się do ich powstawania. Najwyższa Izba Kontroli obwinia głównie Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, choć jej małopolski oddział generalnie chwali.

„Wąskiej drogi!” – tak Najwyższa Izby Kontroli zatytułowała komunikat o swym nowym raporcie – na temat zapobiegania zatorom na drogach krajowych. Znajdziemy w nim przykłady potężnych korków spowodowanych fatalną organizacją ruchu lub brakiem elementarnej informacji. Najdłuższy odnotowany z tego powodu w zeszłym roku zator na autostradzie A4 miał… 20 km.

Inny, 14-kilometrowy, korek wywołany został… koszeniem trawy w pasie oddzielającym pasma autostrady. Drogowcy postanowili kosić w godzinach szczytu (miedzy 16.00 a 17.00). Pokonanie tego odcinka zajęło kierowcom pół godziny, a więc czterokrotnie więcej niż w warunkach normalnych.

„Niekiedy tylko przez złą organizację prac drogowych podróż wydłuża się nawet o kilkadziesiąt minut” – podkreśla Izba. Podobne korki powstały, gdy robotnicy montowali lub naprawiali barierki, albo uzupełniali ubytki w asfalcie – akurat podczas największego natężenia ruchu. Jak to w ogóle możliwe?

Zdaniem NIK, główną winę za tak wielką liczbę korków na głównych trasach w Polsce ponosi Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Tu zastrzeżenie: na tle ogółu drogowców małopolski oddział GDDKiA wypada dobrze. Tkwiącym w korkach mieszkańcom może się to wydawać dziwne, ale – jak czytamy w wystąpieniu pokontrolnym NIK - „w ocenie Izby Oddział podejmował skuteczne działania celem zapewnienia przejezdności dróg w trakcie zarówno wykonywania remontów, jak i prowadzenia prac utrzymaniowych”.

Kontrolerzy chwalą też ustawione przy głównych małopolskich trasach tablice wyświetlających aktualne informacje o stanie dróg i utrudnieniach oraz zamontowane na A4 i zakopiance nadajniki przekazujące najświeższe informacje przez CB-radio.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? A to dlatego, że zarządcy poszczególnych rodzajów dróg, np. gminnych i krajowych, od lat nie potrafią się dogadać. Każdy robi, co chce, a skutki (korki) przenoszą się na sąsiadów, co wywołuje - świetnie znany krakowianom - efekt domina. Wciąż nie mamy efektywnego krajowego systemu zarządzania ruchem, prace nad nim opóźnione są o ponad rok. Informacje o sytuacji drogowej publikowane na internetowej stronie GDDKiA są skąpe, często spóźnione, nietrafne – i generalnie nieprzydatne. Wreszcie wspomniane tablice, mające wyświetlać aktualne wieści i ostrzeżenia dla kierowców, psują się. W okolicach Krakowa padła w zeszłym roku… jedna piąta! A GDDKiA nie ma pieniędzy na ich naprawę. Nie ma, choć dzienne straty spowodowane przez korki wielokrotnie przekraczają koszt reperacji

NIK: winna GDDKiA. GDDKiA: winna liczba pojazdów

NIK obwinia o korki głównie Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Władze tejże odpowiadają, że głównym źródłem problemu jest lawinowy wzrost liczby pojazdów. Tylko w okresie objętym kontrolą (od końca 2016 r. do połowy 2018 r.) wzrosła ona z 28,6 mln do 29,7 mln. Obecnie przekracza 30 mln, gdy w 1990 r. po polskich drogach jeździło 6 mln aut, a w 2001 - 10 mln.

Kontrolerzy NIK, przywołując m.in. rozwiązania niemieckie, wskazują jednak, że całej masy uciążliwości można by uniknąć, gdyby władze GDDKiA (oraz lokalnych zarządów dróg) z większą determinacją zapobiegały powstawaniu korków. Tymczasem, jak ustaliła Izba, wiele działań ma charakter czysto formalny, by nie rzec - pozorny. Szefostwo GDDKiA opracowało na przykład dla oddziałów terenowych „zasady i wytyczne nt. zmniejszania uciążliwości drogowych prac utrzymaniowych oraz remontowych”, ale faktycznie nikt nie monitoruje i nie kontroluje realizacji tych zaleceń. W efekcie wykonawcy robót drogowych wciąż prowadzą je przeważnie, jak chcą i kiedy chcą:

„Zobowiązania wykonawców co do uciążliwości robót były sformułowane w umowach nader ogólnikowo. Wskutek tego GDDKiA nie mogła należycie egzekwować wymagań w zakresie niskiej uciążliwości robót”. Dlatego „nie zmniejszyło się znacząco natężenie utrudnień na drogach krajowych”.

W wypadku wielu kluczowych tras – m.in. małopolskiego odcinka A4 - GDDKiA nie zawarła porozumień z zarządcami tras niższych szczebli (choć – jak zapewniają władze krakowskiego oddziału – podejmowano takie próby), więc nie bardzo wiadomo, gdzie w wypadku kraks lub remontów kierować objazdy z autostrad i ekspresówek. Ustala to na bieżąco lokalna policja, która nie ma całościowego obrazu ruchu na danej trasie (więc może niechcący wywoływać korki). A nie ma dlatego, ponieważ wciąż nie działa efektywny (jak w rozwiniętych państwach) ogólnokrajowy system zapobiegania zatorom i informowania o nich. Terminy uruchomienia kluczowych jego elementów na drogach ekspresowych i autostradach minęły w zeszłym roku i… tyle.

Zastrzeżenia NIK wzbudziła też (nie)kompletność podawanych na stronie internetowej GDDKiA informacji o planowanych lub realizowanych pracach na drogach krajowych. „Serwis GDDKiA jest mało przydatnym narzędziem dla kierowców. W jednej czwartej analizowanych przypadków zarządca drogi nie informował na bieżąco kierowców o pracach drogowych, zamieszczone na stronie internetowej komunikaty nie wskazywały na faktyczne utrudnienia. Brakowało również informacji o miejscach utrudnień i o ich wpływie na warunki ruchu” – czytamy.

Przykład z Małopolski: GDDKiA podawała na swej stronie czasy przejazdów na trasie Kraków-Zakopane, ale dotyczyły one faktycznie tylko… dwóch fragmentów zakopianki (czyli łącznie 55 km). Czas przejazdu na środkowym odcinku, między Lubniem i Nowym Targiem (40 km), nie był znany, co czyniło te całą „informację” nieprzydatną.

Nieczynne tablice, bo zabrakło... pół miliona złotych

Z raportu NIK wynika, że oddziały GDDKiA (m.in. w Krakowie) nie wykorzystują nawet w pełni możliwości tablic zmiennej treści (wyświetlających informacje o sytuacji na drogach, w tym utrudnieniach), a to dlatego, że część owych tablic jest wiecznie uszkodzona lub „nie została włączona do eksploatacji, pomimo dokonania odbioru od wykonawcy”. Na terenie woj. małopolskiego od 2015 r. nie funkcjonowało prawidłowo 11 tablic, na terenie woj. łódzkiego od 2012 r. - 55 tablic, a na terenie woj. mazowieckiego od marca 2018 r. - 14 tablic.

Szefowie terenowych oddziałów GDDKiA tłumaczyli to „wysokim kosztem naprawy i konserwacji tablic” i „brakiem pieniędzy na ten cel z uwagi na inne priorytetowe naprawy”. Z braku tablic „nie można było należycie monitorować ruchu drogowego i warunków pogodowych, ani na bieżąco informować kierowców o ewentualnych utrudnieniach na drodze”. Ile kosztowałaby naprawa i uruchomienie tablic? Wedle wyliczeń NIK, nieco ponad 518 tys. zł. Na tle ogólnych wydatków na drogi, sięgających ponad 100 miliardów złotych w ciągu kilku lat, to dosłownie drobiazg. Dlatego Izba uznała brak remontów i konserwacji systemu za niegospodarność.

O wiele efektywniejsze od budowanego za grube pieniądze „krajowego systemu” oraz wciąż psujących się tablic są w tej chwili darmowe nawigacje na smartfony, stosowane przez większość kierowców. To dzięki nim Polacy unikają wielu korków. Często jednak jest to zwyczajnie niemożliwe, bo korki są - wszędzie.

WIDEO: Barometr Bartusia. Czy coś grozi firmom z Małopolski?

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Tracisz czas i pieniądze stojąc w korku? To wina zarządców dróg, fatalnej organizacji i złego informowania o utrudnieniach – ustaliła NIK - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
k
krys

Cb radio to była świetna sprawa szkoda że juz malo kto je posiada https://radiotelefony.info.pl

zgłoś
G
Gość

czasem jeszcze cos z yanosikiem czy czyms da się ominąć, ale czasem trzeba baaardzo długo stać

zgłoś
x
x

Uwielbiam tą logikę myślenia. Samochody są winne temu, że mamy problem związany z samochodami... Ludzie (że istnieją) są winni temu, że mamy choroby i wojny. Rzeki i oceany winne są utonięciom. Itd...

zgłoś
K
Krakowianin

20-30% korków w Krakowie tworzą byłe zikitowskie matoly, bez wiedzy szkoły i doświadczenia. Jeszcze więcej świateł nasrajcie co 200 metrów, na pewno będzie plynniej.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3