W gminie Szczucin ludzie wciąż walczą ze skutkami powodzi

Anna Górska
Małe stowarzyszenie św. Eliasza zebrało aż 6,5 ton pomocy
Małe stowarzyszenie św. Eliasza zebrało aż 6,5 ton pomocy Andrzej Banaś
Udostępnij:
Smród tu niemiłosierny, mimo że od powodzi minęło ponad trzy tygodnie. Zgnilizną cuchnie wszędzie. W Maniowie i Słupcu (gm. Szczucin) woda wciąż stoi w polach i sadach. - Zatopione zboże za rok odrodzi się, a mój sad już nigdy. Całe życie go pielęgnowałem, a ta przeklęta woda zabrała go w 15 minut - płacze starszy mężczyzna. Macha ręką i odchodzi, nie chce rozmawiać.

Zamiast samochodów na drogach Maniowa i Słupca same pompy. Pracują nieustannie już sześć dni. Sąsiad do sąsiada idzie w olbrzymich rybackich kaloszach. Inaczej się nie da, bo wody na większości dróg jest powyżej kolana. Chmary olbrzymich komarów (mówią tu na nich "terminatory") gryzą nawet przez gruby sweter.

W domach ten sam okropny stęchły zapach. Wilgotne ściany, już z pleśnią. Meble są poprzewracane do góry nogami, żeby szybciej schły. Zerwane panele, śmierdzące wykładziny i zdewastowane przez wodę szafki i półki są na każdym podwórku. Wszystko do wyrzucenia. Wsie wyglądają jak po wojnie.

Mieszkańcy nie wiedzą, jak wracać do normalności. Niektórzy wciąż nie mają prądu. Suszą na razie swoje domy. Potrwa to miesiąc. A nawet dwa - u tych, których gospodarstwa były całkiem zatopione. - Co dalej? Nie wiem - rozkłada ręce Jolanta Sekuła. Ma ośmioro dzieci, wychowuje je teraz sama. I cały dom do remontu.

O. Stanisław Wysocki, założyciel karmelitańskiego wolontariatu św. Eliasza w Krakowie wie, że najgorsze dopiero przed nimi. - Teraz powodzianie się cieszą, że mają co suszyć - zaznacza o. Stanisław. - W lipcu wszyscy o nich zapomną, a wówczas będą najbardziej potrzebowali pomocy. Dlatego tu jesteśmy. Przywieźliśmy 6,5 ton żywności i środków czystości. Wszystko im się przyda. Oczywiście, że nikt z nas świata nie zbawi. Jeden taki już to zrobił, ale konkretnie pomóc możemy - dodaje.

Wie o tym też kilkuletni Igor z Krakowa. W zeszłym tygodniu przyszedł z mamą na zakupy do centrum "Zakopianka", gdzie wolontariusze św. Eliasza zbierali żywność dla powodzian. - Proszę księdza, poprosiłem mamę, by kupiła żabkę i słonika dla dziecka, które straciło swoje zabawki przez powódź. Przekaże ksiądz mu te maskotki? - zapytał chłopiec. Karmelita wzruszył się i starannie zapakował żabkę ze słonikiem do reklamówki, by podczas transportu czasem się nie zabrudziły. Bawi się nimi teraz czteroletnia Julka.

- Nie wolno tych ludzi zostawiać samych, oni jeszcze długo będą potrzebowali naszego wsparcia - apeluje Wysocki. - Dlatego podczas wakacji chcę zorganizować koncert w podzięce krakowianom, którzy pomogli powodzianom. Zamiast biletu trzeba przynieść kołdrę lub koc. Zapraszam - kwituje o. Stanisław.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie