Drugi raz z rzędu Galeria Echo została, według najemców, najlepszym centrum handlowym w Polsce, a pan, także w ocenie wynajmujących powierzchnię handlową, zwycięzcą rankingu najemców na najlepszego zarządcę obiektu handlowego. Jak pracuje się na taki sukces?
Tegoroczny sukces, zarówno Galerii Echo, jak i mój osobisty, jako jej zarządcy, jest tylko potwierdzeniem ubiegłorocznych nagród i wskazaniem, że nie były one dziełem przypadku. Nasze zwycięstwo w rankingu największych centrów handlowych w Polsce, organizowanym przez "Eurobuild", jednej z największych gazet branżowych rynku nieruchomości handlowych, jest dla mnie bardzo cenne, ponieważ rolę sędziów pełnią w nim najemcy. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że już z samej definicji nie mają oni wrodzonej sympatii do zarządcy. Na dobrą ocenę trzeba się solidnie napracować. Jeżeli najemcy, najbardziej wymagające jury, wskazują, że relacje z zarządcą są na dobrym poziomie, to jest to naprawdę ogromnie cenne. Dlatego bardzo cieszę się z nagrody i pragnę podkreślić, że ponieważ pracował na nią cały zespół Galerii Echo, traktuję ją jako nagrodę zbiorową.
Ile czasu spędza pan na co dzień w galerii?
Zarządzanie galerią z pewnością wymaga dużego zaangażowania w pracę, w związku z tym pochłania także wiele czasu. Ale zapewniam, że na godzinę 18 zawsze jestem już w domu.
Z jakim najtrudniejszym zadaniem przyszło się panu mierzyć w pracy?
Niewątpliwie najtrudniejszym przedsięwzięciem był dla mnie cały proces rozbudowy Galerii Echo i jej powtórne narodziny w 2011 roku. Tym trudniejszy, że cały czas przebiegał przy normalnym funkcjonowaniu starej części galerii. To było ogromne wyzwanie.
Jakie było najzabawniejsze zdarzenie w ciągu pana 12-letniej kariery, jako dyrektora Galerii Echo?
Przekornie mógłbym powiedzieć, że cieszą mnie sytuacje, gdy klienci gubią się w naszym centrum, co świadczy o tym, jak jest ono ogromna. Ale mówiąc serio, niedawno byłem zaskoczony zachowaniem pewnego Francuza, producenta znanych na świecie alkoholi, który z ogromnym zdziwieniem dostrzegł na półce, w jednym z naszych sklepów, całą kolekcję swoich produktów. Nie przypuszczał, że gdzieś w malutkich Kielcach, na wschodzie Europy, znajdzie takie luksusowe zaopatrzenie i będą klienci na te drogie trunki. Nie mogąc w to uwierzyć, fotografował sklep i wysyłał zdjęcia do rodziny we Francji. To zdarzenie uświadomiło mi, że nie tylko prezentujemy światowy poziom, ale i możemy zaskoczyć nawet cudzoziemców.
Czy odwiedza pan inne galerie w Polsce i za granicą, i czy porównuje je z Galerią Echo?
Oczywiście, zawsze zaglądam w takie miejsca. To jest już chyba skrzywienie zawodowe. Moja żona rozgląda się za zakupami, a ja wizytuję centra z pozycji potencjalnego zarządcy. Każdorazowo wychodzę z nich przekonany, że nie mamy się czego wstydzić i w porównaniu z innymi galeriami w kraju i na świecie, prezentujemy podobny format.
Jakie ma pan plany na przyszłość, związane z galerią?
Najważniejszy z nich to powtórka z rozbudowy galerii, czyli przygotowanie miejsca na szwedzki multimarket Jula. W inne miejsce trzeba przenieść kilkunastu najemców, przebudować wejście do centrum - słowem przed nami ogrom roboty. Chcemy skończyć do połowy przyszłego roku.
Dziękuję za rozmowę.
