Walka wikingów była sroga. Z tarcz leciały wióry, miecze świstały w powietrzu i z brzękiem krzyżowały się w furii. Wszystko ku uciesze nowotarżan zgromadzonych przed Miejskim Ośrodkiem Kultury.
Wojownicy bili się z taką furią, że doszło do kontuzji. Jeden z wojów znad fiordów doznał obrażeń palca. Rękawica nie wytrzymała ataku przeciwnika i z rany polała się krew. - Ryzyko zawodowe - śmiał się hardo.
- Potyczki nasze nie są inscenizowane - zapewniał członek Hordy Włóczni i Młota Ulfar, która była organizatorem inscenizacji. - Regułami boju rządzi prawdziwy żywioł.
I rzeczywiście tak było, za co wikingowie otrzymali zasłużone brawa od przybyłych na miejsce nowotarżan.
Odniesione rany nikogo jednak nie zatrwożyły. Wojownik został opatrzony, krew zatamowana. Najbardziej ucierpiała postrzępiona tarcza.
Tymczasem wikingowie zaprosili mieszkańców Nowego Targu do swojego obozowiska. Można było zaszyć się w prawdziwym namiocie wojów, obejrzeć "z lotu ptaka" makietę wioski oraz podpatrzyć co rośli mężczyźni znad fiordów jedzą. Czyli głównie chleb i fasolę, a popijają bliżej nie zidentyfikowanymi trunkami.
Spotkania z kulturą Skandynawii trwały w piątek i w sobotę. Obok możliwości spotkania z mężnymi wojami odbyły się pokazy filmów oraz wystawy artystów z Polski i z Danii.