Wisła Kraków. Maciej Żurawski: Bardziej można mówić o meczu rozczarowań niż wielkim starciu

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
W grudniu o wygranej Wisły w Poznaniu przesądził Jakub Błaszczykowski, ale ostatnio nie dostaje on zbyt wielu minut gry od trenera Petera Hyballi...
W grudniu o wygranej Wisły w Poznaniu przesądził Jakub Błaszczykowski, ale ostatnio nie dostaje on zbyt wielu minut gry od trenera Petera Hyballi... Grzegorz Dembiński
- Zdecydowanie bardziej rozczarowuje Lech, bo oczekiwania od tej drużyny były zdecydowanie większe niż od Wisły. Przed sezonem nikt już o „Białej Gwieździe” nie mówił, że ma walczyć o mistrzostwo Polski czy choćby europejskie puchary. W Lechu natomiast aspiracje były o wiele większe - mówi przed meczem Wisła - Lech Maciej Żurawski, były świetny napastnik obu klubów.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Mecze Wisły Kraków z Lechem Poznań, w których to klubach pan grał, wciąż wywołują u pana ekscytację?
- To mecze, które zaliczamy do klasyków naszej ekstraklasy i dla mnie powinny to być wielkie widowiska. Takich meczów mamy w Polsce kilka. Mam na myśli właśnie potyczki Wisły z Lechem, ale też spotkania Wisła - Legia, Lech - Legia, czy Górnik - Legia. To wielkie firmy, których mecze w przeszłości elektryzowały i chciałbym, żeby zawsze tak było. Problem w tym, że obserwuję w ostatnich latach takie trochę niepokojące zjawisko, że te nasze klasyki straciły na renomie i szczerze mówiąc, trudno w nich znaleźć jakieś wielkie emocje. Popatrzmy zresztą na najbliższe starcie Wisły z Lechem. Przecież to jest mecz trzynastej drużyny w tabeli z dziesiątą… Można zatem bardziej chyba mówić o meczu rozczarowań niż wielkim starciu, jak to jeszcze nie tak dawno bywało. I choćby przez tę sytuację w tabeli to widowisko traci po prostu na atrakcyjności. Ten mecz nie zdecyduje o mistrzowskim tytule, nie zdecyduje nawet o ewentualnym awansie do europejskich pucharów.

- Skoro to mecz rozczarowań, to kto pana bardziej rozczarował w tym sezonie - Wisła czy Lech?
- Zdecydowanie Lech, bo oczekiwania od tej drużyny były zdecydowanie większe niż od Wisły. Przed tym sezonem nikt już o „Białej Gwieździe” nie mówił, że ma walczyć o mistrzostwo Polski czy choćby europejskie puchary. Raczej wszyscy w klubie i wokół niego podkreślali, że to będzie sezon, rok na przebudowę, kolejne miesiące na wychodzenie z problemów. W Lechu natomiast aspiracje były o wiele większe. To miała być drużyna, która powalczy z Legią o mistrzostwo Polski, a miejsce na podium to już w ogóle miała zdobyć bez większych problemów. Apetyty były rozbudzone zresztą początkiem sezonu, gdy Lech pokonał naprawdę trudną drogę do fazy grupowej Ligi Europy. Tylko, że później w tej grupie już wiele dobrego nie pokazał, a w ekstraklasie postawa „Kolejorza” sprowadza się w tym sezonie do jednego, wielkiego rozczarowania.

- W Wiśle wydawało się, że po przejęciu drużyny przez trener Petera Hyballę wszystko pójdzie w dobrym kierunku, ale miesiąc miodowy szybko się skończył. Jak pan to wszystko ocenia?
- Nie chcę się bawić w ocenę tego, co w Wiśle dzieje się wewnątrz, bo nie mam na ten temat za dużo wiedzy. Nie będę oceniał czy relacje trenera z piłkarzami są dobre, czy trenują za mało czy za dużo. Mogę natomiast wypowiedzieć się o tym, jak Wisła wygląda w meczach, bo to wszyscy przecież widzimy z tygodnia na tydzień. I tutaj ocena wysoka nie będzie. Niby są takie momenty, że „Biała Gwiazda” potrafi rozegrać ładną dla oka akcję, złożoną z wielu podań, ale takich momentów jest stanowczo za mało. Wisła niby próbuje grać ofensywną piłkę, ale efekty tego są marne. Do niedawna problem też był z grą defensywną. Tutaj widzę jakiś promyk nadziei na lepsze jutro, bo widać, że taki Michal Frydrych to jednak piłkarz, który ma duże umiejętności i wokół którego można zbudować solidny blok obronny. A jak dojdzie od nowego sezonu Alan Uryga, to obaj mogą stworzyć jedną z najlepszych par stoperów w ekstraklasie. To na papierze wygląda solidnie, choć trzeba taką parę środkowych obrońców jeszcze odpowiednio obudować. Im dalej jednak do przodu, tym wygląda to niestety gorzej.

- Chce pan powiedzieć, że jako byłego świetnego napastnika Wisły martwi pana przede wszystkim to, jak obecnie wygląda atak „Białej Gwiazdy”, generalnie jej gra ofensywna?
- Martwi mnie przede wszystkim to, że nie bardzo widzę perspektywy przed obecnym zespołem w tym składzie personalnym. W Wiśle na dobre kończy się pewna epoka, bo za chwilę skończą kariery ci piłkarze, którzy jeszcze pamiętają świetne czasy naprawdę wielkiego zespołu. Nie widzę jednak szczerze mówiąc w tym momencie ciągłości, następców, którzy budowaliby taką prawdziwą tożsamość drużyny. Maciek Sadlok czy Kuba Błaszczykowski w szatni to może być za mało, a samą młodzieżą, nawet zdolną, to ekstraklasy się nie podbije. Brakuje ludzi, którzy z jednej strony naprawdę mocno identyfikowaliby się z klubem, co w Wiśle zawsze było niezwykle istotne, ale też mieli odpowiednią jakość. Nie potrafię w tym momencie wskazać takiego zawodnika, o którym powiedziałbym, że za rok, dwa taki młody dzisiaj piłkarz będzie ciągnął ten zespół, stanie się jego prawdziwym symbolem, liderem. To trochę smutne, bo kiedyś ta sztafeta była jednak bardziej poukładana na zdrowych zasadach. Gdy np. ja wyjeżdżałem za granicę, to już szykował się do zastąpienia mnie praktycznie gotowy Paweł Brożek. Oczywiście wiem, że to nie jest takie proste, że dzisiaj jest trudniejsza sytuacja finansowa, a budowa Akademii też wymaga cierpliwości. Ten najbliższy czas nie rysuje się jednak dla Wisły w szczególnie jasnych barwach. Bo jeśli poruszymy sprawę transferów, to nie ma się co czarować - przy tych możliwościach finansowych, jakie są dzisiaj przy Reymonta, Wisła nie będzie pierwszym wyborem dla wielu zawodników. I efekt później jest taki, że na pięć przeprowadzonych transferów sprawdza się jeden, może dwa.

- Chce pan powiedzieć, że później efekt jest taki, że drużynie zwyczajnie brakuje jakości?
- No brakuje… Przecież to gołym okiem widać, jak przychodzi choćby rozwiązywać sytuacje pod bramką rywali. Nie chcę tutaj nawet wskazywać nazwisk, bo wszyscy oglądają przecież mecze i sami mogą to ocenić. Wydaje mi się, że wciąż u wielu osób wokół Wisły w jakimś stopniu pokutuje też trochę takie życie niedawną wielkością. Jeszcze niedawno wiele osób powtarzało, że to jest Wisła, że musi grać o czołowe miejsca, o puchary, a widać było, że drużyna nie ma na to w najmniejszym stopniu potencjału. Dobrze zatem, że władze w klubie zauważyły przynajmniej, że na dzisiaj nie ma piłkarzy, drużyny, żeby o takich rzeczach marzyć. Na to trzeba jeszcze poczekać, myślę, że nawet kilka lat. Na razie życzyłbym Wiśle, żeby wróciła do wygrywania. Sześć meczów bez zwycięstwa, to nawet jak na poziom tej drużyny, sporo. I nie jest się później łatwo mentalnie odbudować po takiej serii. Tym bardziej, że mamy końcówkę sezonu i powoli zawodnicy zaczną myśleć o odpoczynku, urlopach, bo tak to zwykle działa. Mam jednak nadzieję, że jeszcze zmobilizują się na te dwa ostatnie mecze i postarają się jakimś mocnym akcentem zakończyć sezon, który za wiele pozytywnych emocji kibicom Wisły nie dostarczył. Wygrana z Lechem, nawet jeśli on ostatnio mocno rozczarowuje, będzie miała swoją wagę. To zawsze jest jednak Lech i dla kibiców będzie to ważne spotkanie.

- To jakiego meczu w sobotę się pan spodziewa?
- Ten mecz może mieć różne fazy. Powiem szczerze, że nie wiem, czy Wisła powinna ruszyć na Lecha od pierwszych minut. Może powinna bardziej poczekać, co ten Lech w Krakowie będzie chciał grać. Może warto podzielić taktycznie to spotkanie na fragmenty, czyli najpierw wyczuć, w jakiej dyspozycji jest rywal, a dopiero z czasem zdecydować się na większe ryzyko. Postawienie od początku tylko na atak, może dla Wisły skończyć się źle, bo jednak w tym Lechu są wciąż dobrzy piłkarze. Biorąc pod uwagę, jak oba zespoły prezentowały się ostatnio, to nie będę krył, że wielkiego widowiska się nie spodziewam. Mówiliśmy jednak wcześniej, że to będzie spotkanie rozczarowanych. A skoro tak, to będzie również szansa dla obu stron, żeby w oczach swoich kibiców to rozczarowanie trochę zmniejszyć. I sam jestem ciekaw, kto lepiej poradzi sobie ze swoimi problemami.

"Studio Kadra" po meczu Polska - Hiszpania

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie