12-letnia Jagoda: Powiedzcie mi, na co choruję [WIDEO]

Marta Paluch
Przez lata nie pobrano Jagodzie wycinka do badań, nie skierowano na angiograf.
Przez lata nie pobrano Jagodzie wycinka do badań, nie skierowano na angiograf. Fot. Andrzej Wiśniewski
12-letnia Jagoda Szlachetka z podmyślenickich Sułkowic od dziewięciu lat jest pod opieką lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Rodzice zarzucają im, że przez wszystkie te lata nie potrafili postawić dziewczynce diagnozy i oskarżają ich o zaniedbanie. A z jej nogą jest coraz gorzej. Rzeczniczka szpitala odpowiada: - Nie mamy sobie nic do zarzucenia.

WIDEO: Matka Jagody: Chcemy, by lekarze jej pomogli, póki nie jest za późno

Autor: Marta Paluch, Gazeta Krakowska

Wszystko zniosę
Jagoda ma jedno marzenie: żeby lekarze wreszcie powiedzieli, co jej jest. Wtedy wszystko zniesie: leczenie, niekiedy bolesne, leki, rehabilitację. Bo szpitale, szczególnie ten w Prokocimiu, zna już jak własną kieszeń. I niezbyt lubi tam chodzić. - Nie potrafią mi pomóc. Co chwila mówią co innego - mówi dziewczynka.

- Kiedy mamy tam jechać, nogi mi się trzęsą - opowiada Jolanta, mama Jagody.

Dziewczynka od małego miała niewielkiego guza na prawym udzie. Bolało, gdy dotykała. Wtedy pierwszy raz trafiła do szpitala. Gdy zaczęła rosnąć, problem zaczął się nasilać. Guz jest teraz większy, a noga boli cały czas.

- To taki jednostajny, tępy ból, czasem trudny do wytrzymania - opowiada Jagoda. Ma coraz większe problemy. W 2010 r. zaczęła utykać (stawia nogę tak, by mniej bolało), ma przez to skrzywioną miednicę, kręgosłup.

- Chcemy, by lekarze jej pomogli, póki nie jest za późno - mówi mama. - Jest młoda, radosna, chce się bawić. Staniemy na głowie, żeby jej to umożliwić - deklaruje.

Zupełnie różne choroby
Lekarze z Prokocimia przepisywali Jagodzie leki przeciwbólowe, przeciwzakrzepowe, antybiotyki. - Ale raz mówili, że ta zmiana to naczyniak, innym razem, że malformacja naczyniowa. Sami nie wiedzą - podkreśla Szlachetka. Jagoda raz była też skierowana na konsultację psychologiczną. Rozpłakała się. - Lekarka chciała sprawdzić, czy nie wymyśla sobie tego bólu - mówi mama dziewczynki. Głos jej się trzęsie ze zdenerwowania.

Oba te schorzenia (naczyniak i malformacja) dotyczą układu naczyniowego i są bardzo trudne w leczeniu. Jak jednak podkreśla prof. Piotr Kaliciński, szef oddziału chirurgii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, u dziecka w tym wieku lekarz powinien rozróżnić, z którą z nich ma do czynienia. - Naczyniak i malformacja inaczej się zachowują, trzeba je obserwować u rosnącego dziecka. Jednak już po pięciu latach widać, które to schorzenie ­- ocenia profesor.

Taka diagnoza jest bardzo ważna, bo leczenie każdej z tych chorób, jak mówi prof. Kaliciński, jest całkowicie inne.

Dlaczego nie ocenili tego w Prokocimiu? Według mamy Jagody, nie potraktowali jej córki z należytą troską. - Gdy mieliśmy wątpliwości, zbywali nas. Nie znamy się na medycynie, wszyscy mówili, że to dobry szpital, świetni specjaliści, więc im wierzyłam. A przez lata ani razu nie pobrano jej wycinka do badań, nie zrobiono badania angiografem - mówi Jolanta Szlachetka.

Wykonali je dopiero we wrześniu 2014 r. lekarze z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Na podstawie wyników z angiografu wykluczyli naczyniaka… - Dziwili się, że u Jagody nie postawiono diagnozy, a leczono tylko objawy - komentuje Szlachetka.

Obiecali zbadać
Zwróciliśmy się z tą sprawą do wojewódzkiego konsultanta ds. chirurgii dziecięcej. - Zapoznam się z dokumentacją choroby dziewczynki. Zapraszam ją razem z rodzicami w lutym - mówi dr Mirosław Krysta. Dodajmy, że konsultant równocześnie pracuje w Prokocimiu.

Sprawę obiecał też zbadać Andrzej Bałaga, wicedyrektor szpitala ds. leczniczych.

Magdalena Oberc, rzeczniczka placówki, podkreśla natomiast, że lekarze prowadzący Jagodę nie mają sobie nic do zarzucenia. - Od początku była dokładnie diagnozowana, przeszła wiele konsultacji: chirurgicznych, ortopedycznych, onkologicznych - relacjonuje. Informuje, że diagnoza jest wystawiona: to anomalia naczyniowa. Tyle że anomalią jest i naczyniak, i malformacja.

Rzeczniczka dodaje, że naczyniak został przez lekarzy z Prokocimia wykluczony kilka lat temu. Jednak z posiadanych przez nas dokumentów z leczenia Jagody wynika, że jeszcze w 2013 r. była kierowana na badania z rozpoznaniem naczyniaka. Na innych dokumentach z kolei naczyniaka faktycznie się wyklucza i pisze o malformacji…

Rzeczniczka szpitala broni lekarzy. Tłumaczy, że schorzenia naczyniowe są przewlekłe, nie da się ich całkowicie wyleczyć. - I to przecież nasi lekarze skierowali pacjentkę do Łodzi na dodatkowe konsultacje. Nie rozumiem zarzutów rodziców - kwituje.
Co do badań psychologicznych, na które wysłano dziewczynkę, Oberc podkreśla, że chodziło o przygotowanie jej na wiadomość, że ma ciężką, nieuleczalną chorobę, a nie że sobie wymyśliła ból.

Rodzice Jagody zapowiadają, że złożą skargę do Okręgowej Izby Lekarskiej.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Ja mam zupełnie inne doświadczenia. Gdyby nie lekarze z Prokocimia, pewnie moje dziecko już by nie chodziło...

12312

lekarze w prokocimiu traktują się wyżej od boga. Boze chroń nasze dzieci przed takimi lekarzami i takim szpitalem, dużo mówią, obiecują, a i tak bez żadnych efektów, a wręcz przeciwnie, jest dużo gorzej, sama wiem bo leczyłam tam córkę przez 5 lat i nic z tego nie było, dopiero po różnych konsultacjach ze znajomymi oraz lekarzami dowiedział się o klinice w Łodzi, która dużo nam pomogła. Jagódka bądź silna, wszystko będzie ok

G
Gość

Lekarze nie mają sobie nic do zarzucenia......
Często takie i bardziej drastyczne przypadki opisuje prasa i zawsze to samo. Nikt nie winien, żaden lekarz nie ma sobie nic o zarzucenia. Jak już pacjent wpadnie w tę machinę biurokratyczną, gdzie dobro chorego jest na samym końcu to nie ma ratunku. Gdzieś ktoś popełni błąd i nie ma szans, by inny lekarz go wyłapał i skorygował. A dziecko cierpi.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3