https://gazetakrakowska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Biecz: zwalczali plagę komarów i wytruli miliony pszczół

Paweł Szeliga
Andrzej Banaś
Zwolnienie lekarskie właścicielki firmy oskarżonej o wytrucie dwóch milionów pszczół wokół Biecza sprawiło, że nie rozpoczął się wczoraj proces wytoczony jej przez 14 poszkodowanych pszczelarzy. Straty oszacowano na 260 tysięcy złotych.

We wtorek przed gorlickim sądem jedynie dopełniono wstępnych formalności. Dziewięciu pszczelarzy zgodziło się występować w roli oskarżycieli posiłkowych, pięciu kolejnych złoży zeznania w charakterze świadków. W związku z chorobą oskarżonej sąd odroczył rozprawę do 21 czerwca.

- Nie stawiła, bo pewnie zrozumiała, że jest w opałach - uważa Lucjan Furmanek kierujący bieckim kołem pszczelarzy.
W sądzie pojawił się wiceburmistrz Biecza Janusz Gubernat. Pszczelarze zarzucają mu, że nie powiadomił ich z wystarczającym wyprzedzeniem o planowanym oprysku, który po powodzi w 2010 roku miał zapobiec pladze komarów w regionie. W związku z tym nie zdążyli zabezpieczyć swoich uli i stracili łącznie 360 rodzin pszczelich.

Wiceburmistrz Gubernat nie ma sobie nic do zarzucenia. Zapewnia, że urząd poinformował o odkomarzaniu na tydzień przed akcją.
Lucjan Furmanek twierdzi, że urzędniczka z Biecza zawiadomiła go telefonicznie o opryskach 29 czerwca. Prosił wtedy wiceburmistrza o wstrzymanie akcji. Mimo to następnego dnia śmigłowiec rozpylił środki chemiczne wokół Biecza. Jak wykazały późniejsze badania, prócz standardowego środka zastosowano dodatkowy o stężeniu czterokrotnie wyższym od dopuszczalnego. Pszczoły nie mogły tego przeżyć.

- W dodatku wybrano fatalny termin na oprysk - wyjaśnia Furmanek. - Od trzech dni kwitła lipa, temperatura sięgała 30 stopni Celsjusza, pszczoły były w locie. Hodowcy domagają się, aby sąd nakazał oskarżonym wyrównanie strat. Miałaby za nie zapłacić śląska firma oraz miasto i gmina Biecz, która zleciła odkomarzanie.

Poszkodowani dodają, że stracili znacznie więcej niż wspomniane 260 tysięcy. Od dwóch lat zbierają bowiem mniej miodu w swoich pasiekach. Tadeusz Przybyłowicz np. w 2009 r. z 23 uli pozyskał 400 kg, a po fatalnym oprysku tylko 30. Teraz jest jeszcze gorzej.
- Jednemu z pszczelarzy z 40 uli zostały dziś zaledwie dwa - mówi Furmanek.

Trwa plebiscyt na Superpsa! Zobacz zgłoszonych kandydatów i oddaj głos!

Wybieramy najpiękniejszy kościół Tarnowa. Sprawdź aktualne wyniki!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Komentarze 5

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomasz
czy Wy na prawdę czerpiecie przyjemność ze skakania tak jak Wam urzędasy zagrają? Przecież gdyby nie Wy to by do gara co włośyć nie mieli!
M
Mikrucik
Jeden z mojch wujków w Szerzynach był pszczelarzem. Kosztowałem jego domowej produkcji nalewek i zaopatrywał nas w propolis. Dziś już go nie ma na tym zwariowanym świecie. Czyż nie ma już samorządowa władza na tyle rozsądku ,by dbać o ekologię i nasze zdrowie. W wielu miejscach Polski w deszczowe lata jest większy wylęg komarów i trudno. Nawet będąc w Skandynawi kilkakrotnie opędzałem się od chmar komarów. Nikt tam nie prowadził na szeroką skalę oprysków. Zbierałem zdrowe runo leśne i łowiłem rybki- wróciłem zdrowszy jak wyjechałem. Jak widać pazernym firmom zależy na forsie a nie na zdrowiu ludzi . A rękę do tego przyłożyli włodarze Biecza.
J
Jokel
Durnota iście mało-Polacka.
Nie masz większego nad nimi barana.
To prawda od wieków znana
d
dziadek tomek
Tak trzymać, przecież w końcu musi przyjść ten upragniony koniec świata homo sapiens.
M
Marek
Szkoda że czytam o swoim rodzinnym mieście w kontekście bezrefleksyjnego niszczenia ekosystemu. Tutaj nie chodzi tylko o pszczoły i o straty poniesione przez pszczelarzy. Pszczoły zapylają większość upraw, co z tymi sadami których jest pełno w Bieczu? Opryski nie zabiły tylko komary i pszczoły, ale także masę innych pożytecznych owadów, z pewnością również są w pewnym stopniu szkodliwe dla innych organizmów, w tym ludzi. A co ze skażonymi terenami, które od teraz będą szkodliwe dla pszczół na wiele lat? Nie rozumiem o co chodzi z tą plagą komarów. Opór środowiska, głównie działalność drapieżnych owadów, ptaków, płazów, gadów czy nawet ssaków z czasem przywróciłby homeostazę w regionie, w końcu woda nie może stać w miejscu na wieczność, w końcu wsiąknie i wyparuje, a z tym wyginie nadmiar komarów. Coś czuje że ta firma po prostu skorzystała z okazji żeby sobie zarobić, a urzędnicy albo ubili dobry interes albo zostali zrobieni w wała. Rzygam ludźmi którzy niszczą ekosystemy, którzy wyciskają z ziemi jej ostatnie soki, którzy trują środowisko, żeby tylko zarobić trochę nędznego grosza. Życzę wam abyście skosztowali zgniły owoc swojej pracy.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska