Co siedziało w głowie dzieciobójcy?

Redakcja
FOT. 123rf
Udostępnij:
Wzorowy ojciec. Nigdy nie podnosił głosu na dzieci. Kiedy szli, trzymał je za rączki. Młody, dobrze sytuowany, z kochającą żoną. Dlaczego więc zabił małą, bezbronną córeczkę - zastanawia się Katarzyna Janiszewska

W mojej głowie siedzi demon. Głos, który nie pozwala skupić myśli. Zwłaszcza teraz, kiedy czasu na rozmyślanie jest sporo. Całymi dniami siedzę w domu i gapię się w okno. On miał tyle lat, co moja mała córeczka. Widzę go w nocy, kiedy zamykam oczy. Muszę wyjść, nie myśleć. O czym to ja myślałem? Znów ten nieznośny ból. Dłużej nie wytrzymam, muszę się go pozbyć... Po co ja wziąłem nóż?
Pewnie nigdy się nie dowiemy, co działo się w głowie 33-letniego Daniela D. Od kilku miesięcy leczył się psychiatrycznie. Tak powiedział policji. Sześć lat temu potrącił śmiertelnie kilkuletniego chłopca. Mały wyszedł na jezdnię zza autobusu. D. wyprzedzał w niedozwolonym miejscu. Za nieumyślne spowodowanie wypadku został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Tego dnia Marzena D., urzędniczka z Nowego Sącza, była jak zwykle wesoła i uśmiechnięta. Nawet jeśli coś ją trapiło, nie dawała tego po sobie poznać. Miała sporo pracy, co chwilę przychodzili interesanci. Po południu zrobiło się trochę luzu. Żartowała z koleżankami, śmiały się. Wyłączyła komputer, wzięła torebkę. - Do jutra - rzuciła na pożegnanie. O włos minęła się z funkcjonariuszami policji. Ale od tego najgorszego, co za chwilę miało ją spotkać, i tak nie mogła już uciec.

Była 13.25 kiedy w komisariacie zadzwonił telefon. -Zabiłem swoją córeczkę, przyjeżdżajcie tu! Zgłoszenie brzmiało nieprawdopodobnie, ale na miejsce został wysłany patrol. Funkcjonariusze mówili później, że nigdy nie widzieli czegoś tak makabrycznego. Ratownicy medyczni, doświadczeni już przecież i obyci z podobnymi sytuacjami, długo nie mogli otrząsnąć się z szoku. Mała Emilka leżała na podłodze. Nie żyła. Dostała trzynaście ciosów nożem w plecy.

- Ojciec dziecka zachowywał spokój. Na ubraniu miał ślady krwi. Przed naszym przyjazdem próbował targnąć się również na swoje życie - mówi Witold Bodziony, komendant policji w Nowym Sączu. - Na miejscu było już pogotowie. Rozpoczęto poszukiwania matki.

Marzena D. zaparkowała pod blokiem. Wysiadła z synem, którego odebrała z przedszkola i ruszyła w stronę domu. Przed klatką stał tłum ludzi.Była policja, telewizja. Może w tym momencie coś ją tknęło? Serce zabiło mocniej? Ktoś ją zaczepił pod wejściem. Zapytał, czy ona tutaj mieszka, bo przed chwilą w tej klatce ojciec zabił 3-letnią córeczkę. Krótki, zdławiony okrzyk, a później już cisza. - Próbowaliśmy ją powiadomić, zanim tragiczne wieści dotrą do niej inną drogą - mówi komendant Bodziony. - Wysłaliśmy do pracy patrol z psychologiem. Zabrakło nam paru minut.

Całkiem zwyczajne osiedle. W dzień spokojne, ale wieczorami robi się tu niebezpiecznie. Na ławkach pod klatkami przesiadują kibice. To tu, w kolorowym, czteropiętrowym bloku mieszkał Daniel D. Przed budynkiem plac zabaw. Na huśtawce buja się mała dziewczynka.Tak samo, jak kiedyś Emilka. Wszyscy na osiedlu mówią o D. w samych superlatywach.

- Zawsze tak ładnie prowadził dzieci za rączkę. Bawił się z nimi w piaskownicy - mówi starszy siwy pan. - Nigdy nie krzyczał, zawsze opanowany. Bardzo porządni ludzie, zgodne małżeństwo, na poziomie.
Większość lokatorów wynajmuje mieszkania. Tak, jak rodzina D. Duże blokowisko, anonimowość, zamknięcie w czterech ścianach. Nikt nie wtrąca się w twoje życie, ale też nikt ci nie pomoże.
Tylko nieliczni zauważyli, że zaczęło się dziać coś niedobrego. Daniel był jakiś nieobecny, zdystansowany. - Staliśmy niedawno i rozmawialiśmy. Palił papierosa, nie patrzył na mnie, tylko jakoś tak dziwnie w dal. Słyszałem, że coś mu się nie układało w pracy - mówi jeden z sąsiadów.

Od kilku tygodni nie pracował. Zakład odmawia komentarzy. Pracownicy, którzy znali D., niechętnie rozmawiają. Świetny fachowiec, życzliwy, ambitny - tak go zapamiętali. - Wyglądał na przygnębionego - mówi inny współpracownik. - Coś go tam w środku cały czas gryzło. Ostatnio był przytłoczony obowiązkami, pracował do późna.

Co takiego mogło się zdarzyć nagle w głowie spokojnego, kulturalnego Daniela D.?
- W takich przypadkach ludzie przyjmują najprostsze tłumaczenie, jakie im przychodzi na myśl: że to kawał drania, zboczeniec - zauważa dr Maciej Szaszkiewicz z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. - A to mało prawdopodobne. Zwykle to jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności, konglomerat powikłań. Człowiek jest skomplikowanym tworem chemicznym, fizycznym. W normalnym organizmie zachodzą czasem nieoczekiwane zmiany.

Hipotez jest kilka. Człowiek chory na schizofrenię ma urojenia, które czasem nakazują mu zabić. Jeśli tak było w tym przypadku, Daniel D. mógł nagle zobaczyć w córce diabła wcielonego. - W zależności od zaburzeń człowiek boi się, że toczy go straszna choroba, widzi w innych istotach coś przerażającego, czego nie może znieść - wyjaśnia dr Szaszkiewicz. - Może zbawiał w ten sposób świat, może musiał zabić? Dla chorego to jest rzeczywistość, do której nie ma on dystansu.
Zaburzenia mają zwykle charakter sinusoidalny: raz jest lepiej, raz gorzej. Krótkotrwałe epizody psychozy mogą przychodzić nagle, na krótki czas, i odchodzić. Niektórzy doświadczają choroby tylko raz i całkowicie wracają do zdrowia.

- Jestem przeciwna łączeniu choroby psychicznej z agresją, przestępstwami - mówi dr med. Monika Roroż, psychiatra. - Badania wykazują, że to incydentalne przypadki. Ten pan prawdopodobnie dokonał czynu w niepełnej świadomości. Ale nie musiał być chory psychicznie. Takie nagłe zamroczenia mogą być spowodowane organicznymi zmianami w mózgu, kiedy np. rośnie guz - dodaje.

Depresja? Może być ona poważnym zaburzeniem, przejawiającym się nerwicą lękowo-depresyjną.
To, co stało się sześć lat temu, pewnie mocno się w D. kotłowało. Musiał mieć huśtawki emocjonalne. Smutek narastał. Brak pracy też mógł go dobijać. Do wyrzutów sumienia doszło przekonanie, że nie radzi sobie w życiu, nie jest w stanie utrzymać rodziny. Ale depresja zwykle nie prowadzi do zabójstw.
- Częściej już człowiek planuje samobójstwo - uważa dr Szaszkiewicz. - Tu możemy mieć do czynienia z tzw. samobójstwem rozszerzonym. Po głowie chodzą człowiekowi myśli o rozstaniu się z życiem: skoro ja odchodzę, to po co moje dziecko ma zostawać na tym okropnym świecie? Zabija, bo paradoksalnie chce je chronić przed cierpieniem.

- Jedni lepiej radzą sobie z traumatycznymi przeżyciami, inni gorzej - podkreśla dr Rogoż. -Ale w stanie silnego napięcia emocjonalnego, w akcie desperacji, w afekcie, może się to przydarzyć każdemu...

FOT. 123rf

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zwolenniczka kary smierci
zrobil raz, pozniej powtorzyl zbrodnie. Jesli go wypuszcza to czyje kolejne dziecko zarznie? Moze sedziego ktory da mu kolejna szanse lub psychologa ktory orzeknie ze byl niepoczytalny i pozwoli mu zyc w spoleczenstwie. Czyje dzieciatko umrze?
Dodaj ogłoszenie