Dr Lidia Stopyra: Zniesiono obostrzenia. Można się było spodziewać, że zachorowań będzie więcej [WYWIAD]

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Jeśli będziemy pamiętać o zasadach bezpieczeństwa, będziemy mogli prowadzić w miarę normalne życie - jedynie z niewielkimi utrudnieniami. Jedna osoba, która nie zachowuje żadnego reżimu, np. na weselu, może zarazić wiele ludzi - mówi dr. Lidia Stopyra. Na zdjęciu plaża nad zalewem Bagry. Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
We wtorek odnotowano największy dobowy przyrost zakażeń SARS-CoV-2 w Polsce. Wirus nie odpuszcza również w Małopolsce. We wtorek zachorowało kolejnych 88 mieszkańców województwa, a według środowych danych przybyło kolejnych 90 zakażonych. - Możliwe, że będzie trzeba wprowadzić na nowo niektóre obostrzenia. Ale nie chodzi o to, żeby wszyscy na nowo zamknęli się w domach jak na początku epidemii. Ważny jest tutaj zdrowy rozsądek i przestrzeganie tych zasad bezpieczeństwa, które nadal obowiązują - mówi nam dr Lidia Stopyra, szefowa Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.

FLESZ - Tak wygląda polski samochód elektryczny

Z najnowszych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że epidemia koronawirusa nie słabnie, a wręcz przeciwnie: nabiera rozpędu. Dlaczego?

Doszło do zniesienia wielu obostrzeń. Otworzyły się kina, na nowo organizowane są wesela, komunie, na plażach są tłumy - można się było spodziewać, że zachorowań będzie więcej, bo skrócił się dystans społeczny. Ogniska wirusa w Małopolsce mamy też w żłobkach, ale i szpitalach. Ponadto jest sezon urlopowy, wiele osób wyjechało na wakacje, w kurortach turystycznych są tłumy, nie wszyscy noszą maseczki, zachowują odpowiednie odległości od innych - to wszystko sprawia, że mamy coraz więcej chorych. Ludzie boją się wyjeżdżać za granicę, dlatego w wielu turystycznych miejscowościach w Polsce zrobiło nam się tłoczno. Zdjęcia z nadmorskich miasteczek są zatrważające. Jeśli ludzie nadal nie będą postępować rozsądnie, będzie źle.

To oznacza, że należy wrócić do obostrzeń, np. na poziomie lokalnym, gdzie zakażeń jest najwięcej, a może wystarczy dystans i maseczki?

Możliwe, że będzie trzeba wprowadzić na nowo niektóre obostrzenia. Ale nie chodzi o to, żeby wszyscy na nowo zamknęli się w domach jak na początku epidemii. Ważny jest tutaj zdrowy rozsądek i przestrzeganie tych zasad bezpieczeństwa, które nadal obowiązują. Przypominam: są trzy rzeczy, które nas chronią przed zakażeniem: prawidłowo noszone maseczki, dystans oraz dezynfekcja rąk, odkażanie przestrzeni wokół nas. Wiemy, jak się zabezpieczać, ale z tych możliwości w wielu przypadkach się nie korzysta. Nie róbmy tego, czego nie musimy: film przecież można obejrzeć w telewizji, a nie w kinie. Nie jestem przeciwniczką krzewienia kultury, ale na pójście na seans czy do teatru jeszcze przyjdzie czas. Jeśli będziemy pamiętać o zasadach bezpieczeństwa, będziemy mogli prowadzić w miarę normalne życie - jedynie z niewielkimi utrudnieniami. Jedna osoba, która nie zachowuje żadnego reżimu, np. na weselu, może zarazić wiele ludzi. To się potwierdza w praktyce.

Czytaj także

Niepokojące jest to, że ogniska koronawirusa są też w szpitalach. Co zawodzi?

Trudno powiedzieć. Trzeba by dokładnie przeanalizować, kto zaraził się pierwszy, w jakiej sytuacji i dlaczego zaraził innych. Co do zasady w szpitalach nie powinno dochodzić do wewnętrznych zakażeń, np. wśród personelu. Z tego prostego powodu, że są ściśle określone procedury działania: dystans, maseczki, dezynfekcja - przestrzeganie tych zasad w placówkach zdrowotnych powinno zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Trzeba więc sprawdzić, czy procedury są przestrzegane. Trzeba pamiętać, że lekarze, pielęgniarki, też jeżdżą komunikacją miejską, uczestniczą w weselach. Możliwe, że te wewnętrzne zakażenia wynikają właśnie z takich sytuacji - że jedna osoba przyniosła wirusa z zewnątrz. Ale jeżeli taka osoba zaraziła innych ludzi na szpitalnych oddziałach, to znaczy, że jest problem z przestrzeganiem procedur i egzekwowaniem ich od pacjentów. Owszem, na początku epidemii mieliśmy ogniska w szpitalach, ale wtedy nie było jeszcze odpowiednich zabezpieczeń, świadomości. Teraz procedury powinny działać. Jeśli tak się nie dzieje, to źle.

Koronawirusa trzeba się bać, ale sytuacja w szpitalach naprawdę jest niepokojąca, bo przecież ludzie cierpią też na inne choroby. Co z nimi?

Nie powinno się dziać tak, że sytuacja epidemiologiczna ogranicza dostęp innych pacjentów do leczenia. Da się tak zorganizować prace szpitali i innych placówek medycznych, żeby do takich sytuacji nie dochodziło. Najgorsze dzisiaj jest to, że otworzyły się kina, na nowo organizowane są wesela itp., a zamknęły się ośrodki zdrowia. Lekarz POZ ogląda pacjenta przez szybę, a najchętniej udziela porady przez telefon. Oczywiście, są sytuacje, gdy teleporada wystarczy. Ale w większości przypadków pacjenta trzeba zbadać. Nie tylko wywiad, ale badanie fizykalne ma bardzo duże znaczenie w postawieniu prawidłowej diagnozy i leczenia. Do mnie też dzwonią pacjenci: w 20 proc. jestem w stanie odpowiedzieć przez telefon, ale co do reszty zapraszam ich do siebie. Teleporady nie mogą zastąpić tradycyjnej medycyny, i nie ma takiej potrzeby, POZ-y powinny zostać na nowo otwarte. Dochodzi do sytuacji, że przez telefon zlecane są antybiotyki, a później chore dzieci, gorączkujące którąś już dobę, w ciężkim stanie trafiają do nas, bo sepsy doustnym antybiotykiem się nie wyleczy.

Małopolska jest w czołówce województw pod względem liczby zachorowań. Grozi nam powtórka ze Śląska?

To faktycznie niepokojące, tym bardziej, że w naszym regionie ognisk jest bardzo dużo. Na Śląsku najwięcej zakażeń mieliśmy w kopalniach. Trudno się dziwić, górnicy grupami zjeżdżali do pracy pod ziemię, gdzie warunki wentylacji nie są takie jak na świeżym powietrzu, trudno o zachowanie wszystkich obostrzeń, zachorowań było dużo. Ale głównie ogniska były ograniczone właśnie do kopalni. Natomiast u nas wynika to przede wszystkim z poluzowania obostrzeń. W Małopolsce ogniska mamy na weselach, komuniach, pogrzebach, koloniach, żłobkach. To niepokojące, bo jest ich bardzo dużo i koronawirus z łatwością może się rozprzestrzenić.

Czytaj także

Mówi się, że w Małopolsce mamy drugą falę koronawirusa. Czy to prawda?

Nie do końca. W ostatnim czasie cały czas mamy tendencję wzrostową. Nie było ewidentnego spadku, dlatego trudno tutaj mówić o kolejnych falach w naszym regionie.

Sytuacja wygląda źle, a tymczasem wciąż mamy osoby, które w koronawirusa nie wierzą.

To prawda. Wynika to też z tego, że w 90 procentach przypadków koronawirus przebiega bezobjawowo. W Polsce mamy mniejszą śmiertelność niż w innych krajach, np. we Włoszech. Tam praktycznie każdy zna kogoś kto w epidemii stracił bliską osobę. U nas sytuacja wygląda inaczej, jeśli już znamy kogoś, kto chorował, to raczej przechodził wirusa łagodnie. To sprawia, że dla niektórych faktycznie koronawirus nie istnieje. Szkoda, że ludzie nie wierzą ekspertom.

Sytuacja w pani szpitalu jest zła?

Okres wakacyjny to czas, kiedy generalnie na oddziałach pediatrycznych jest mniej pacjentów. Tym razem jest inaczej. Ostatnio znów musiałam zwiększyć liczbę łóżek na swoim oddziale, pracujemy cały czas, przyjmujemy coraz więcej chorych dzieci. Jeśli ludzie nie wrócą do przestrzegania zasad bezpieczeństwa, jesienią może nam grozić paraliż.

Czytaj także

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Słuchać się tego nie da

"Dr Lidia Stopyra: Zniesiono obostrzenia. Można się było spodziewać, że zachorowań będzie więcej" - jakich "zachorowań"; oni każdego, u któ©ego wykryją wirusa - posługując się tym samym "testem", co wykrywał wirusy nawet w owocu papai i w oleju silnikowym - od razu kwalifikują jako "chorego". Tymczasem każdy z nas nosi w sobie ze sto różnych gatunków bakterii i wirusów, z których znakomita większość jest dla naszych organizmów obojętna, a bez niektórych z nich wręcz nie moglibyśmy żyć. I wcale nie jesteśmy "chorzy"!

Ok. 2/3 populacji KAŻDEGO europejskiego kraju jest nosicielem wirusa brodawczaka ludzkiego. Masz gdzieś brodawkę, Czytelniku? To owszem - ty też masz tego wirusa "w sobie". I co - czujesz się "ciężko chory" z tego powodu? A to przecież prawdziwa "pandemia" - ok. 2/3 populacji Europy zarażone!

G
Gość

Od ludzi oczekuje się odpowiedzialności a co od rządów państw ? Tarcz które zamiast zatrzymać epidemię finansują prywatny biznes z pieniędzy narodów ?

O
Oczywista oczywistość

Jesienią ZAWSZE jest więcej zaziębień i związanych z nimi zachorowań - niczego nowego ta pani nie odkrywa - a żadna zmyślona "pandemia" nie ma z tym nic wspólnego.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3