Dwoje artystów pod jednym dachem, czyli koniec świata co...

    Dwoje artystów pod jednym dachem, czyli koniec świata co pięć minut

    Barbara Sobańska

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Sztuka to ich pasja. Łączą ją z życiem rodzinnym, co wymaga wielu różnych wygibasów. Ale dają radę. Do dwojga małych dzieci zatrudniają trzy opiekunki. On zajmuje się logistyką zawodową, a ona domową. Gdy próbują się zamienić, ten misternie zbudowany świat zaczyna chwiać się niebezpiecznie.

    Robert Lubera


    Muzyk, wokalista, kompozytor, autor tekstów, aranżer, producent, gra m.in. w zespołach Sagittarius, The End, Robert Gawliński, Nie-bo, pisze muzykę filmową

    Poznaliśmy się w toalecie. Dwa dni po śmierci mojego ojca. Byłem dość mocno odrealniony. Grałem z Arturem Gadowskim koncert, który w Końskich organizowała Kaśka Gaertner. Występowała również Marta. Na zapleczu sceny, w domu kultury, była toaleta. Nie wiadomo, czy męska czy damska, a że chcieliśmy z niej oboje skorzystać, to właśnie był temat naszej pierwszej rozmowy.

    Potem wracaliśmy razem do domu moim samochodem i okazało się, że mieszkamy dwie przecznice od siebie.
    Była pełnia i tak jasna noc, że nawet na chwilę wyłączyłem światła. Gdy wjeżdżaliśmy do Krakowa trwał pokaz sztucznych ogni. Powiedziałem, że to dla niej załatwiłem. I tak do dziś wszystko dla niej załatwiam. Ale zakochałem się dopiero wtedy, gdy ujrzałem ją w spektaklu, na który mnie zaprosiła.

    Spotkaliśmy się i poznali jako doświadczeni ludzie z pewnym dorobkiem zawodowym. Nasze życie jest skomplikowane i trudne, rozłąki bywają długie, ale oboje to rozumiemy i akceptujemy. Łączymy życie zawodowe i rodzinne, co jest przyczyną nieustannych spięć.

    Kłócimy się często, a raczej sprzeczamy, ale nigdy nie mamy cichych dni. Przeproś mnie! Odwołaj to! - mówimy sobie i wszystko wraca do normy. To burzliwe, ale krótkie spięcia. Najwięcej jest ich wtedy, gdy jesteśmy w akcie twórczym. Kiedy przygotowuję nową płytę, a Marta jest przed premierą, głowy mamy zajęte czymś innym, a problemów ziemskich, domowych jest ciągle tyle samo. Wtedy napięcie rośnie i sprzeczek jest dużo. Gdy jesteśmy z dziećmi w domu na wsi, nigdy się nie kłócimy.

    Marta to perfekcjonistka. U niej wszystko musi grać. Kiedyś wracaliśmy z koncertu z Wiednia i siedząc w pustawym pociągu, czekaliśmy na odjazd. Martę nurtowało, dlaczego na jednym wagonie jest napisane Ostrawa, na innym Cieszyn. W końcu uznała, że siedzimy w złym. Mieliśmy tyle tobołków, że aby zmienić wagon, musiałem wyjść na peron. I wtedy pociąg ruszył. Ja miałem bilety, Marta paszporty. Wpierw chciała za mną skoczyć z okna, bo z niej to trochę duże dziecko, a potem pociągnęła za hamulec bezpieczeństwa. Zatrzymała dla mnie pociąg relacji Wiedeń - Kraków.

    Wszystkie sprawy załatwiamy od razu, niczego nie odkładamy. Mamy bardzo podobne, żywiołowe temperamenty. Dobrze się dogadujemy, dajemy radę, choć gdyby ktoś spojrzał z boku, mógłby mieć wątpliwości. Znajomi, gdy widzą nas w kłótni, to uciekają, bo się boją. Myślą, że to koniec świata. A tak nie jest. Jesteśmy razem 10 lat, a przeżyliśmy je tak intensywnie, że innym zajęłoby to z 60.
    1 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Lubię

    Fanka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Lubię Panią Martę, jak śpiewa i gra.
    Jest w tym prawdziwa. No i ma talent komediowy.Dla mnie jest wielka.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo