- Sezon ligowy już się skończył, w rozgrywkach miał Pan średnią 1,746 punktu na bieg. Jest Pan zadowolony z tego, co udało się osiągnąć na torze?
- Myślę, że tak, zwłaszcza z wyników na swoim torze, w Krakowie. Jeśli chodzi o wyjazdy, to zdarzały się lepsze i gorsze mecze. Na pewno nad jazdą na torach rywali trzeba popracować i w następnym sezonie się poprawić. Było kilka gorszych spotkań. Na przykład w pierwszym meczu, w Łodzi, pojechałem słabo, miałem tylko dwa punkty.
- Można założyć, że ta różnica w wynikach na torze w Krakowie i na innych bierze się też z tego, że swój obiekt zna Pan lepiej.
- Zgadza się, nie ukrywam, że tor w Krakowie bardzo mi odpowiada. Bardzo się cieszę, że w tym sezonie mogłem jeździć w tym klubie.
- W końcówce sezonu był Pan wręcz w rewelacyjnej formie. W dwóch ostatnich spotkaniach na torze Wandy, ze Stalą Rzeszów i Orłem Łódź, wywalczył Pan płatne komplety punktów.
- Faktycznie, te mecze były dla mnie bardzo dobre. Przedzieliło je spotkanie w Tarnowie, gdzie nie poszło już tak dobrze. Na początku nie było źle, miałem 7+1 punktów w czterech startach. Szkoda, że później trafiły się dwa zera.
- Tak dobre występy, na miarę płatnego kompletu, miał Pan już kiedyś?
- Nie, nigdy wcześniej tak wysoko nie zapunktowałem. Bardzo się cieszę, że coś takiego udało mi się osiągnąć. Nie pamiętam, żebym miał jakoś dużo tak dobrych meczów. W Unii Tarnów w ekstralidze raz udało mi się przywieźć 12+1 punktów (w sezonie 2015 w meczu zespołem z Torunia - przyp.). Kilka dwucyfrowych wyników miałem, gdy jeździłem w drużynie z Krosna.
- Nie szkoda Panu trochę, że dopiero na koniec sezonu taka forma się trafiła?
- Szkoda, nie szkoda. Lepiej złapać formę nawet w końcówce niż wcale (śmiech).
- Gdzie szukać przyczyn poprawy? Zmieniło się coś w przygotowaniach, w sprzęcie?
- W sprzęcie trochę pozmienialiśmy, ale to raczej nie jest jedyny powód. Żeby był dobry wynik, wszystko musi się zgrać, także pogoda, warunki torowe. W tej końcówce sezonu tak właśnie było. Ja miałem dobre mecze, drużyna też.
- Przychodząc do zespołu z Nowej Huty, chciał Pan mocniej zaznaczyć swoją obecność w pierwszej lidze. Udało się?
- Myślę, że tak. Pomimo tych wpadek, które zdarzyły się także na torze w Krakowie. Miałem chyba raz cztery, a raz pięć punktów, a te mecze przegraliśmy. Wydaje mi się, że tymi ostatni dobrymi występami jakoś się odkułem. Trzeba dalej pracować, tak jak mówiłem - zwłaszcza nad lepszą formą na wyjazdach.
- Miał Pan być głównie zawodnikiem drugiego szeregu. W pewnym momencie jednak został Pan przesunięty do pierwszej pary, nawet jako prowadzący. Skończyło się to tym, że na dobre wrócił Pan na swoje wcześniejsze miejsce. Jak się Pan z tym czuł?
- Trenerzy zdecydowali, żeby mnie przesunąć do pierwszej pary. Ja się z tym dobrze czułem (śmiech). Szkoda tylko, że wyniki za tym nie poszły. Trener też musi czasem coś zmienić, żeby widzieć różnicę, kto pod jakim numerem lepiej jeździ.
- Na zawodniku w pierwszej parze, zwłaszcza na tym z najwyższym numerem, odpowiedzialność i oczekiwania wobec niego są większe. Jak Pan radził sobie z tą presją?
- Według mnie, jakiejś szczególnej presji nie było. Tak naprawdę każdy zawodnik, czy w pierwszej, czy w drugiej parze, walczy o to, żeby wygrać. Jeździłem tam, gdzie mnie trener wystawił. Nie miałem żadnych pretensji o to, że coś się zmienia.
- W I lidze Arge Speedway Wanda zajęła szóstą lokatę. Długo mogliście mieć nadzieję na miejsce w czołowej czwórce i walkę w play-off, ale ostatecznie się nie udało. Jak ocenić wynik drużyny?
- Plan był taki, żeby się utrzymać. Najważniejsze, że to nam się udało. Otarliśmy się też o play-off. Dwa mecze nam wszystko popsuły, u siebie z Gdańskiem i Piłą (zespół, z powodu kontuzji występował w osłabionym składzie - przyp.). Szkoda tych spotkań. Trzeba jednak się cieszyć, że cel osiągnęliśmy, a tego miejsca w pierwszej lidze nie obroniliśmy w jakichś dramatycznych okolicznościach, tylko bardzo pewnie. Nasza pozycja była mocna.
- Z krakowskiego klubu dobiegają sygnały, że może Pan zostać na następny sezon, a taka jest wola obu stron.
- Zgadza się. Bardzo mi się podoba w tym klubie. Fajni ludzie tu pracują, ze wszystkimi się dogaduję, myślę, że do siebie pasujemy. Drużynę też mieliśmy fajną, pomimo tych kilku gorszych meczów, przecież kilka niespodzianek w sezonie sprawiliśmy (Arge Speedway Wanda pokonała m.in. Wybrzeże Gdańsk i Grupę Azoty Unię Tarnów, które awansowały do finału ligi - przyp.). Mnie to wszystko odpowiada. Rozmawiamy na temat współpracy w przyszłym sezonie. Jeśli dwie strony chcą tego samego, to zawsze się dogadają.
- Od strony sprzętowej planuje Pan na następny sezon zmiany, czy te pomysły, które były teraz, będą rozwijane?
- Zostanie to, co było, ale muszę znacznie więcej zainwestować w silniki. Z tym, że ten sezon jeszcze dla mnie się nie skończył, mamy kilka indywidualnych turniejów (m.in. 17 września w Nowej Hucie - „60 lat żużla w Krakowie - przyp.). O tym, co będzie za rok, pomyślimy poważniej w zimie.
Follow https://twitter.com/sportmalopolska#TOPSportowy24
- SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU