Firmom w Krakowie i Małopolsce brakuje ludzi. Chcą zachęcić do pracy kobiety. Dziś w regionie pracuje 65 proc. panów i mniej niż połowa pań

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Na rynek pracy wchodzą coraz mniej liczebne roczniki z niżu demograficznego z początku obecnego stulecia , a karierę zawodową kończą o wiele obfitsze roczniki z demograficznych wyżów z połowy lat 50. (mężczyźni) i początku lat 60. (kobiety) XX wieku; mówiąc najprościej: nie ma kto zastąpić starszych pracowników, bo młodych jest zbyt mało i w dodatku wymagają gruntownego przeszkolenia, które trwa.
Mimo szalejącej w Polsce pandemii wielu firmom brakuje pracowników. Ratują się zatrudniając cudzoziemców, przez co kilka regionów, w tym Małopolska, odnotowało w ostatnim czasie rekordowy w historii napływ robotników ze wschodu, ale też – jak Kraków – specjalistów z południa i zachodu Europy. Część przedsiębiorców podkupuje pracowników konkurencji, czego efektem jest szybki wzrost wynagrodzeń. W środku morderczej trzeciej fali koronakryzysu, mimo zamknięcia całych sektorów gospodarki, płace wzrosły o 8 proc., czyli więcej niż przed pandemią. W tej sytuacji coraz więcej firm zastanawia się, jak zachęcić do pracy kobiety. W Małopolsce pracuje jedynie 47 kobiet w wieku powyżej 15 lat, na wsi jeszcze mniej. U mężczyzn ten odsetek przekracza 65 proc.

FLESZ - Nowe przepisy ubezpieczeniowe dla bezrobotnych

Tysiące firm z sektorów od miesięcy zamkniętych przez rząd lub objętych obostrzeniami obniżającymi przychody, walczy o przetrwanie i większość z nich chwilowo nie szuka pracowników. W tym samym czasie jednak dynamicznie rozwijają się inne branże. W Małopolsce w rozkwicie – oprócz informatyki, telekomunikacji i wszelakich usług cyfrowych – są m.in. logistyka (magazyny, firmy kurrierskie) , handel internetowy, usługi dla biznesu, biotechnologia, działalność badawczo-rozwojowa, ale też chemia gospodarcza. Bardzo dobrze radzi sobie znaczna część przemysłu i budownictwa oraz spory obszar usług. Marcowy wzrost przychodów w przetwórstwie przemysłowym – o prawie 20 procent – zaszokował niemal wszystkich ekonomistów i samych przedsiębiorców.

Zatrudnienie mogłoby jeszcze wzrosnąć, ale brakuje chętnych do pracy. Firmy ratują się imigrantami

Wszystkie rosnące branże prowadzą rekrutacje nowych kadr i dają lub planują podwyżki wynagrodzeń. W efekcie liczba zatrudnionych w Polsce w sektorze przedsiębiorstw była w tragicznym pod względem liczby zachorowań i zgonów marcu 2021 roku zaledwie o 1,3 proc. niższa niż rok wcześniej i wyniosła dokładnie 6,33 mln osób.

- Dane z ostatnich miesięcy pokazują, że po roku pandemii w Polsce liczba zatrudnionych stopniowo wraca do poziomu sprzed jej wybuchu. Takie wyniki i tak niewielki trend spadkowy w tak trudnych okolicznościach to świetny wynik

– komentuje Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Polska pod względem skali zatrudnienia w relacji do stanu sprzed pandemii notuje teraz najlepsze wyniki w Unii Europejskiej. To cieszy, ale jednocześnie wielu pracodawców zwraca uwagę, że owo zatrudnienie mogłoby być jeszcze – tylko nie ma w naszym kraju chętnych do pracy. Ostatnie badania BAEL (aktywności ekonomicznej) pokazały, że w drugiej połowie 2020 roku realne bezrobocie nie przekraczało w Polsce 3,3 proc., a w Małopolsce było jeszcze niższe.

W samym Krakowie utrzymuje się ono cały czas poniżej 2 procent (rejestrowane nieznacznie przekracza 3 proc.), co oznacza, że de facto bezrobocia nie ma. Na rynek pracy wchodzą coraz mniej liczebne roczniki z niżu demograficznego z początku obecnego stulecia , a karierę zawodową kończą o wiele obfitsze roczniki z demograficznych wyżów z połowy lat 50. (mężczyźni) i początku lat 60. (kobiety) XX wieku; mówiąc najprościej: nie ma kto zastąpić starszych pracowników, bo młodych jest zbyt mało i w dodatku wymagają gruntownego przeszkolenia, które trwa.

Pracodawcy sięgają więc coraz chętniej po imigrantów: liczba pracujących legalnie cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS wzrosła do rekordowego w dziejach poziomu – 770 tys. Inwestują też w automatyzację oraz podkupują pracowników od konkurencji. Efektem jest szybki wzrost przeciętnych wynagrodzeń: w marcu 2021 aż o 8 proc. w stosunku do marca 2020 r. Średnia pensja w Polsce to już ponad 5,9 tys. zł brutto, w Małopolsce – ponad 6 tys., w Krakowie – ponad 6,7 tys. zł. Ów wzrost jest szczególnie wysoki (nawet dwucyfrowy) w branżach, które w pandemii radzą sobie najlepiej. W branży związanej z kulturą, rozrywką i rekreacją podwyżki wyniosły 0,1 proc. – i to po całej serii comiesięcznych spadków.

Małopolska bogata i biedna. Pierwszy ranking małopolskich mi...

Ożywienie po pandemii spowoduje jeszcze większy deficyt rąk do pracy

Skoro już teraz zatrudnienie jest niemal na takim samym poziomie, jak przed pandemią i wielu firmom brakuje pracowników (rekrutacje planuje m.in. 80 proc. krakowskich firm IT oraz większość firm świadczących globalne usługi biznesowe) , to jest bardziej niż pewne, że za kilka miesięcy, gdy zamrożone dziś sektory gospodarki zaczną wracać do normalności, deficyt pracowników będzie znacznie dotkliwszy. W tej sytuacji przedsiębiorcy i rekruterzy z coraz większym zainteresowaniem patrzą na potencjalne rezerwy. Ze badań BAEL wynika, że w Małopolsce największym rezerwuarem potencjalnych pracowników są kobiety, zwłaszcza te mieszkające na wsi.

W całej Małopolsce mieszka obecnie 2,65 mln osób w wieku 15 lat i więcej, czyli takich, które potencjalnie mogą pracować. Aktywnych zawodowo jest 1,51 mln z nich, z czego 1,46 mln pracuje (1,38 mln w pełnym wymiarze, reszta na cząstki etatu), a liczba realnie bezrobotnych (szukających pracy) oscyluje wokół 50 tys. Wskaźnik aktywności zawodowej, czyli odsetek tych, którzy pracują lub chcą pracować, wynosi w naszym regionie 57 proc. i jest nieco wyższy od średniej krajowej. Zawdzięczamy to jednak mężczyznom, w przypadku których wskaźnik ten przekracza 65 proc. U kobiet od dawna utrzymuje się on poniżej 50 proc., co oznacza, że mniej niż połowa Małopolanek powyżej 15 lat pracuje lub chce pracować.

Realnie pracuje w Małopolsce 808 tys. mężczyzn (64 proc. ogółu) i zaledwie 654 tys. kobiet (47 proc.). Jest tak, choć Małopolanek jest w sumie aż o 110 tys. więcej niż Małopolan. Jeszcze większe dysproporcje występują na małopolskiej wsi: pracuje tam 62 proc. ogółu mężczyzn (powyżej 15 lat) i zaledwie 42 proc. kobiet.

Głównym powodem tego stanu rzeczy jest obniżenie przez PiS ustawowego wieku emerytalnego kobiet do 60 lat. Drugim – dłuższe średnie życie kobiet (wśród emerytów, zwłaszcza 80 i 90-latków, jest ich nawet kilka razy więcej niż mężczyzn). Trzecim – tradycyjny model rodziny, przede wszystkim na wsi na wschodzie i południu regionu. Kobiety częściej wybierają tam „karierę” gospodyni domowej lub/i opiekunki do dzieci (oraz – często równolegle - schorowanych rodziców/dziadków), albo są do tego przymuszane. Dlatego ich ogólna aktywność zawodowa jest zdecydowanie niższa niż w miastach, o Krakowie nie wspominając. W metropoliach – niewielka, ale jednak większość - pań pracuje.

Specjaliści od rynku pracy szacują, że samo zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn mogłoby powiększyć zasoby aktywnych zawodowo o ok. 50 tys., natomiast wyrównanie wskaźnika zatrudnienia kobiet i mężczyzn pozwoliłoby pozyskać do pracy nawet 100 tys. biernych dziś, a w pełni zdolnych do pracy, Małopolanek.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Proste?

"Firmom w Krakowie i Małopolsce brakuje ludzi"

Ach, "ludzi" wam brakuje? Słuchajcie, mam dla was magiczne rozwiązanie: zaoferujcie eksperymentalnie pensje dwa razy wyższe, niż dotychczas -- a gwarantuję wam, że "ludzie" wyłonią się jakby spod ziemi!

Aha, nie chcecie, bo "nie opłaca się"? To wam nie pracowników brakuje, tylko niewolników do "zap...nia za miseczkę ryżu", jak to wdzięcznie ujął p. premier Morawiecki.

Z tych właśnie względów jestem stanowczo przeciwny umożliwianiu imigracji zarobkowej do Polski, aby zmusić takich (pożal się, Boże) "pracodafcuff" do konkurowania o pracownika. A jeśli szukają wyrobników, a nie pracowników -- niech wynoszą się do Bangladeszu, zamiast robić nam tutaj Bangladesz z Polski.

G
Gość
22 kwietnia, 09:49, Zbigniew Rusek:

Uważam, ze w pewnych branżach powinno się zwolnić sporo pracowników. Konkretnie, zwolnienia powinny dotyczyć pracowników biurowych - zarówno administracyjnych (urzędników), jak i korporacyjnych. To powinny być zwolnienia grupowe, a nawet masowe. Szczególnie razi to, co jest w Krakowie, gdzie większość osób wykonuje prace biurowe, a nie produkcyjne, czy usługowe (np. na moim osiedlu kiedyś był szewc, a teraz zakładu szewskiego nie ma). Z pracy biurowej nie ma pożytku, a ludzie ci są ciężarem dla gospodarki narodowej (nie wytwarzają dochodu narodowego, a pobierają wysokie wynagrodzenia). Powinno się doprowadzić do takiego stanu, by osoby wykonujące pracę biurową stanowiły WĄSKI margines ogółu zatrudnionych (w Krakowie stanowią - niestety - większość). Korporacje powinno się wyprowadzić z Krakowa do mniejszych miast, a część z nich w ogóle rozwiązać, tak samo Urząd marszałkowski powinien być w Tarnowie a nie w Krakowie (wyprowadzka kilkuset urzędników z Krakowa wraz z ich samochodami ulżyłaby przeludnionemu i zapchanemu samochodami Krakowowi, a Tarnów by się mniej wyludniał). Kraków jest za duży a ludność napływowa to zakała - dodatkowo pogarsza życie z przerośniętym mieście. Zarobki w biurowcach powinny zostać RADYKALNIE obniżone. To nie za pracę łopatą powinna być minimalna płaca, lecz za siedzenie za biurkiem, gdyż ten, kto pracuje łopata spala więcej kalorii i musi wydać więcej na żywność (praca siedząca powoduje to, że się spala o wiele mniej kalorii). Z łopaty jest pożytek a z p... dzenia w stołki - nie.

Cy ja czytam cos co czytałem za czasów W. Gomulki. Oczom nie wierzę.

Z
Zbigniew Rusek

Uważam, ze w pewnych branżach powinno się zwolnić sporo pracowników. Konkretnie, zwolnienia powinny dotyczyć pracowników biurowych - zarówno administracyjnych (urzędników), jak i korporacyjnych. To powinny być zwolnienia grupowe, a nawet masowe. Szczególnie razi to, co jest w Krakowie, gdzie większość osób wykonuje prace biurowe, a nie produkcyjne, czy usługowe (np. na moim osiedlu kiedyś był szewc, a teraz zakładu szewskiego nie ma). Z pracy biurowej nie ma pożytku, a ludzie ci są ciężarem dla gospodarki narodowej (nie wytwarzają dochodu narodowego, a pobierają wysokie wynagrodzenia). Powinno się doprowadzić do takiego stanu, by osoby wykonujące pracę biurową stanowiły WĄSKI margines ogółu zatrudnionych (w Krakowie stanowią - niestety - większość). Korporacje powinno się wyprowadzić z Krakowa do mniejszych miast, a część z nich w ogóle rozwiązać, tak samo Urząd marszałkowski powinien być w Tarnowie a nie w Krakowie (wyprowadzka kilkuset urzędników z Krakowa wraz z ich samochodami ulżyłaby przeludnionemu i zapchanemu samochodami Krakowowi, a Tarnów by się mniej wyludniał). Kraków jest za duży a ludność napływowa to zakała - dodatkowo pogarsza życie z przerośniętym mieście. Zarobki w biurowcach powinny zostać RADYKALNIE obniżone. To nie za pracę łopatą powinna być minimalna płaca, lecz za siedzenie za biurkiem, gdyż ten, kto pracuje łopata spala więcej kalorii i musi wydać więcej na żywność (praca siedząca powoduje to, że się spala o wiele mniej kalorii). Z łopaty jest pożytek a z p... dzenia w stołki - nie.

Dodaj ogłoszenie