Gorlice: młodzież na "dopalających syropkach"

Ewa Bugno
Kiedyś dostępne w aptece dopalacze były bez recepty, więc schodziło ich o wiele więcej
Kiedyś dostępne w aptece dopalacze były bez recepty, więc schodziło ich o wiele więcej Ewa Bugno
Jestem w klasie maturalnej. Dużo się uczę. Od początku liceum chodzę na korepetycje za ciężkie pieniądze rodziców.

Jeżeli niektóre lekcje w szkole są fikcją, to ktoś mi musi pomóc. Standardowo, gdy się uczę, piję red bulla, kawę po pięć szklanek na dobę, czasem piwo, bo mnie pobudza, chociaż na kolegów działa usypiająco. Mam konkretne plany, nie wrócę do Gorlic. Muszę się wydostać z tego miasta, a by się to udało, muszę jak najlepiej zdać maturę - mówi Paweł Szczepanik.

- Co się pani dziwi. Jestem na humanie. Coś za coś - chcesz mieć sukcesy, to normalnie się nie da. Kawa to mało, red bull to norma, tussipect trzeba kombinować, bo teraz jest na receptę, a tak naprawdę setka amfy wystarczy na całą noc wkuwania - dodaje kolega Pawła, Krzysztof Mrozek. Tussipect decyzją ministra zdrowia od 2007 roku jest dostępny wyłącznie na receptę.

- Jedna butelka kosztuje od ośmiu do dziesieciu złotych. Stosuje się go przy trudnościach w odksztuszaniu, zapaleniu dróg oddechowych trzy razy dziennie po łyżeczce. Zawiera efedrynę, toteż działa pobudzająco. Wiem, że są przypadki, iż młodzież wypija całą butelkę syropu naraz, by nie spać i całą noc się uczyć. Dawniej dużo tego syropu schodziło. Zmianiono kategorię dostępności i ograniczono te nadużycia - opowiada farmaceutka jednej z gorlickich aptek. Prosi o zachowanie anonimowości.

Jak sytuacja wygląda w innych gorlickich aptekach, sprawdziliśmy telefonicznie. Na prośbę o sprzedaż syropu bez recepty zdarzały się i takie odpowiedzi:
- W zasadzie jest to lek na receptę, ale w drodze wyjątku… proszę przyjść…
Marta Szajnowska, kierowniczka apteki przy ulicy 3 Maja, mówi kategorycznie: - W naszej aptece tussipect w syropie lub w tabletach sprzedajemy wyłącznie na receptę.

Szkoły są świadome problemu. - Często rodzice, którzy nie spełnili swoich ambicji związanych z wykształceniem, obciążają nimi dzieci. Nakładają ogromne wymagania, narzucają wybór szkoły, bez względu na to, czy dziecko chce tego, czy nie. Potem - co powinno studiować. Zapisują je też na liczne zajęcia, lekcje czy korepetycje.

Dziecko nie korzysta ze swobody i odpoczynku, bo ma czas całkowicie wypełniony. Rodzice też przywiązują wagę do ocen. Dlatego młodzież uczy się po nocach, aby zdobywać jak najwyższe stopnie - dzieli się swoimi obserwacjami Aleksandra Baran, pedagog gorlickiego Kromera.

Dodaje, że często obserwuje się takie zjawisko, że uczeń wybiera przykładowo profil biologiczno-chemiczny i nie jest w stanie poświęcić więcej czasu na naukę wiodących na tym profilu przedmiotów, bo nauczyciel np. historii ma tak wygórowane wymagania, że uczeń jest zniechęcony i nie wie, czego ma się uczyć. Po reformie w szkołach ponadgimnazjalnych ma się to zmienić.

- Uczniowie często uczą się do późnej nocy i mówią, że kładą się spać niedouczeni. Program jest przeładowany, naszpikowany wiadomościami często bardzo szczegółowymi, nieprzydatnymi, które szybko ulatują z pamięci.

W związku z tym dzieci są przepracowane, łatwiej zapadają na choroby i infekcje. Nie powinno się zabierać dziecku radosnego dzieciństwa, bo, jak wielu naukowców i psychologów mówi, że aby organizm mógł dobrze funkcjonować, potrzebne jest zachowanie równowagi między pracą a wypoczynkiem - dodaje Aleksandra Baran.

Zbigniew Grygowicz, wiceprzewodniczący Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, zwraca uwagę na inny aspekt tego problemu. Kawa, syropy pobudzające, red bull czy tiger to początek drogi młodego człowieka do używek, często na końcu tej drogi stoi: uzależnienie: - Matka czy ojciec zwracając się do naszej komisji z prośbą o leczenie uzależnienia dziecka, są pytani o początki picia.

Prawie zawsze niezauważają związku między obecnym upijaniem się, a zażywaniem w wieku szkolnym różnych mikstur poprawiających samopoczucie, podnoszących poziom adrenaliny itp. Jeśli te dopalacze, najczęściej własnej roboty, zażywane są długo, to musi ich być wciąż coraz więcej i więcej i muszą być coraz silniejsze. Młody człowiek nie zauważa, kiedy przekroczona została granica uzależnienia i organizm zaczyna bardzo brutalnie upominać się o coraz silniejsze środki, a takimi są ostre alkohole i silnie narkotyki. A to już jest początek nieuchronnego końca - mówi Zbigniew Grygowicz.

Problem narasta. To co kiedyś wydawało się nadużyciem, dziś w świecie młodzieży jest normą. Przesadne ambicje rodziców, licytowanie typu - moje dziecko już…, moje dziecko pierwsze…, moje dziecko najlepsze…, potem pytania do dziecka - dlaczego minus pięć, czy na szóstkę nie dało się - to jeden z filarów problemu.

Drugi tkwi w systemie szkolnym, w nauczycielach z przypadku, w braku rzetelnej kontroli, w uciszaniu problemów, by nie zaszkodzić wizerunkowi szkoły. Wiek dorastania powinien być wiekiem wszechstronnego rozwoju, uczenia się świata i życia, czasem najtrwalszych przyjaźni. A staje się egoistyczną walką o siebie samego, walką niszczącą zdrowie i wypaczającą charakter.

- Dzisiaj trudno o koleżeńską pomoc, o podrzucenie ściągi na sprawdzianie. Nikt dla nikogo już nie ryzykuje. Każdy martwi się o siebie. Obecnie częściej można się spotkać ze złymi podpowiedziami na teście czy perfidnym wykorzystywaniem innych niż z solidarnością i bezinteresownością - mówi Łucja Kamyk, ubiegłoroczna absolwentka gorlickiego liceum.
(Nazwiska i imiona uczniów na ich prośbę zostały zmienione)

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
GAL_ANONIM

Kto pisał te brednie ?

a
agtaq

Naszpikowany szczegółami program? Ludzie, z roku na rok jest on coraz bardziej okrajany. Zdałam maturę w 99, teraz jak widzę co wymagane jest na maturę od mojego brata, to śmiać mi się chce... Ale macie racje, skracajmy program szkoły podstawowej, obniżajmy poziom kształcenia gimnazjalnego a potem jeszcze przestańmy wymagać na studiach i wypuszczajmy z wyższym wykształceniem coraz większych matołów... Póki co uczelnie, TE WYSOKICH LOTÓW, NIE PŁATNE PSEUDOSZKÓŁKI, trzymają poziom, zatem ludzie, którzy chcą się dostać na renomowane uczelnie muszą i tak kuć na boku bo poziom wyniesiony ze szkoły jest za niski. To nie rozwiązanie. A tłumaczenie ze na biochemii nie potrzeba wiedzy z historii itd - matko! nie sądziłam ze przeczytam taką opinię kiedykolwiek. Czy naprawdę w tym kraju , kraju tak szerokich potrzeb, potrzebujemy ludzi o maksymalnie zawężonych horyzontach?

Poza tym po co kroić program szkoły, skoro te ograniczenia rodzice równają potem zajęciami dodatkowymi? Im wiecej krojenia programu, tym więcej będzie zajęć pozalekcyjnych. Więc to nie rozwiązanie. Może lepiej byłoby oprzeć program szkół na systemie wyboru: musi byc wybrana dana liczba godzin przez ucznia w danym roku, pakiet obowiązkowy: matematyka, polski, język plus przedmioty wybieralne: np fizyka, matma rozszerzona i biochemia (podstawowa wiedza z obu dziedzin) albo biologia chemia rozszerzona i geofizyka (podstawowa wiedza z geografii i i fizyki) czy w ten deseń. Chyba taki system były zdrowszy. Pozdrawiam!

Dodaj ogłoszenie