Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Gorlice. Trwa jesienny redyk. Owce z pastwisk w Beskidzie Niskim wędrują do Nowego Targu. Wrócą na zielone beskidzkie łąki na wiosnę

OPRAC.:
Lech Klimek
Lech Klimek
Baca z Nowego Targu, Józef Klimowski, poprowadził swoje stado owiec w kierunku domu
Baca z Nowego Targu, Józef Klimowski, poprowadził swoje stado owiec w kierunku domu Natalia Pacana Roman
„Owiecki, owiecki, nie syćkieście moje. Przydzie św. Michał , kozdy weźmie swoje ”. Kolejny raz baca Józef Klimowski i jego juhasi wczoraj rano wyruszyli z redykiem. Stado owiec popędzili przez Radocynę, Konieczną, granicą państwa do Regietowa, a potem Wysową do Ropek. Tam odpoczęli i przenocowali, by rano wyruszyć przez Czertyżne, Banicę, Mochnaczkę, Halę Łabowską, Makowicę do Rytra, i dalej przez Przehybę do Krościenka i do Nowego Targu.

Zgodnie z tradycją owce rozpoczynają pobyt na hali w dzień św. Wojciecha, czyli 23 kwietnia. Przywożone są tam samochodami. Pozostają one pod opieką ekipy bacy Klimowskiego aż do Redyku Jesiennego, tradycyjnie przypadającego na dzień św. Michała. Powrót Górali „do chałupy” w październiku jest przy tym wielkim świętem. Obecnie jesienny spęd owiec ma również charakter widowiska folklorystycznego atrakcyjnego zarówno dla miejscowych, jak i turystów.

Przez pół roku pracowali na halach w Czarnem. W weekendy przy bacówce Klimowskiego ruch był jak na Krupówkach. Gorliczanie chętnie przyglądali się ich pracy. Nie było takich, którzy nie skusiliby się na owcze sery.

Przez pół roku owce są ich rodziną

Choć w Czarnem przysłowiowy diabeł mówi dobranoc, to kraina, którą Józef Klimowski, baca z Nowego Targu wybrał sobie ponad 20 lat temu za miejsce pracy, urzeka. Wokół tylko dzikie po łemkowskie sady, ślady po chyżach, jakaś waląca się ziemianka i przydrożne krzyże, świadkowie historii Łemkowszczyzny. Wypasa się tutaj trudniej niż na Podhalu, bo co rusz trzeba chronić stado przed wilkami, które na łakomy kąsek rzucają się nawet w dzień. Poza tym bacówka stojąca nad potokiem na pół roku staje się domem, a juhasi i stado liczące kilkaset owiec – rodziną.

Wiosną 38. raz w życiu na pół roku wyjechał z domu z owcami. Wcześniej jeszcze z tatą Janem pasał owce w Bieszczadach, potem zadomowił się w Czarnem i tak jest do dzisiaj, od 24 już lat.

Praca na wypasie to dla opiekunów owiec ciężki kawałek chleba. Pobudka około 3.30, poranna toaleta na strumieniu albo nad miską z wodą i dojenie - trzy godziny i tak trzy razy dziennie. Potem śniadanie i koło godz. 7 czterech z nich wyrusza na hale z owcami. Nie wszystkie są Klimowskiego. Część to stada oddane na wypas przez innych gazdów z Podhala. Reszta ekipy zostaje pracować przy serach, sprzątać, rąbać drewno do wędzenia, gotować - proste, jednogarnkowe dania, głównie zupy lub jajecznicę na spyrce. Około 14 znów dojenie, potem wypas i praca przy serach aż do 20 i znów dojenie.

Teraz czas wracać do domu i jeszcze przez trzy dni bacowie i juhasi, wypasający swoje stado w Czarnem, gnać będą owce do Nowego Targu.
Jak co roku wielkie święto będzie w Nowym Targu, gdy górale wrócą do chałupy. Przy muzyce pogonią owce przez Nowy Targ i wrócą do swoich gazdówek.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska