Hokej: Kamil Kalinowski spełnił marzenie swojego dziadka, dlatego dedykował mu bramkę

Jerzy Zaborski
Kamil Kalinowski zdobył swoją pierwszą bramkę w hokejowej reprezentacji Polski.
Kamil Kalinowski zdobył swoją pierwszą bramkę w hokejowej reprezentacji Polski. Fot. Jerzy Zaborski
Kamil Kalinowski, jako jedyny z trójki powołanych oświęcimian na hokejowy turniej EIHC w Toruniu, rozegrał wszystkie mecze. Jednak nie tylko to było dla niego powodem do satysfakcji, lecz przede wszystkim gol strzelony Ukrainie, w meczu otwarcia turnieju, zwycięskim dla Polaków po dogrywce 6:5.

Był on bardzo ważny, bo po nim „Biało–czerwoni” złapali kontakt z rywalami (4:5), odzyskując wiarę w końcowe zwycięstwo.

– To było coś niesamowitego móc zagrać na lodowisku, na którym się wychowałem _– rozpoczyna popularny „Kalinoś”. – _Najszczęśliwszą osobą po meczu z Ukrainą był chyba mój 80-letni już dziadek Mieczysław. Zawsze chodził na moje mecze, nawet w grupach młodzieżowych. Chciał mnie zobaczyć w rodzinnym mieście, w meczu z orzełkiem na piersi. Spełniło się jego marzenie, w dodatku wnuczek zaliczył swoje debiutanckie trafienie w kadrze narodowej, które oczywiście jemu dedykuję. Nie może być przecież inaczej.

Kalinowski został zdobywcą bramki na raty, bo najpierw przyznano ją Maciejowi Urbanowiczowi. – Na pewno zmieniłem lot krążka po strzale Adama Bagińskiego – przyznaje oświęcimianin. – Może na początku sędziowie widzieli to nieco inaczej. Zawsze najważniejszy jest interes drużyny, a nie indywidualne zaszczyty, ale dobrze, że zaliczyłem swoje pierwsze reprezentacyjne trafienie, w trzeciej przygodzie z kadrą. Latem byłem przecież w Niemczech, a potem dostałem powołanie na dwumecz z Włochami.

Kalinowski chciał się pokazać w Toruniu z jak najlepszej strony, bo miał grupę swoich wiernych fanów. – Pamiętali mnie jeszcze z występów w rodzinnym klubie, więc nieustannie mnie wspierali. Chciałem im podziękować za doping, ale w dedykacji dziadek ma jednak pierwszeństwo – mówi z uśmiechem hokeista.

Miał także udział przy pierwszej bramce, zdobytej przez Macieja Urbanowicza, a dającej Polakom prowadzenie w spotkaniu z Ukraińcami, choć asysty sędziowie mu nie zapisali. To dzięki jego zadziorności obrońca ukraiński stracił krążek.

– Występ w jednej formacji z Maćkiem Urbanowiczem i Adamem Bagińskim był dla mnie wyróżnieniem _– uważa hokeista Unii. – _To zaszczyt mieć tak mocne skrzydła. Wtedy i mnie one rosną.

Przyznaje, że po toruńskim turnieju nie tylko on, ale wszyscy zawodnicy, czują się mocniejsi psychicznie. – Razem z kolegami piszemy nową historię – podkreśla oświęcimianin. - Niecodziennie dwa razy w meczu odrabia się dwubramkową stratę z markową drużyną, bo za taką przecież uchodzi Ukraina.

Przed rokiem nie pojechał na mistrzostwa świata, bo ze zgrupowania wyeliminowała go kontuzja. – Wśród środkowych rywalizacja o miejsce będzie ostra, ale nie zrezygnuję z prawa występów w Krakowie – zapewnia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie