Kamil Sobala (Hutnik Kraków): Staliśmy się zgraną bandą. Jeden za drugiego idzie w ogień

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Radość w szatni Hutnika po zwycięstwie nad Wigrami Suwałki Paweł Jerzmanowski / Hutnik Kraków
- Mecze z Motorem zawsze budziły zainteresowanie, ciekawość, ale teraz dochodzą podteksty. I najbliższy mecz będzie miał dodatkową pikanterię ze względu na otoczkę, która przez ostatni rok stworzyła się między nami a Motorem - nie ukrywa Kamil Sobala, piłkarz Hutnika Kraków, przed sobotnim (15 maja) starciem obu drużyn.

Motor Lublin. Ta marka chyba dobrze się Panu kojarzy.

Można powiedzieć, że bardzo dobrze - przez pryzmat meczu, który wygraliśmy 5:3. Potem z Motorem bywało różnie, ale odnieśliśmy jeszcze jedno zwycięstwo, 1:0, po bramce Patryka Kołodzieja.

Dzięki temu zwycięstwu awansowaliście do II ligi, ale ja zahaczam o to 5:3 z września 2018 roku. To nie był czasem mecz, który dał Panu w Hutniku największą radość? Trzy bramki i asysta, wszystko to w pierwszej połowie...

To był mecz, w którym wszystko mi wychodziło, w którym cała drużyna wzniosła się na wyżyny i przyniosło to pięć bramek do przerwy. W drugiej połowie nastąpiło lekkie rozluźnienie, ale spokojnie, pod kontrolą, dowieźliśmy zwycięstwo. Tak, ten mecz z Motorem w głowie mi pozostał, raz na jakiś czas o nim pomyślę. Bo to były momenty euforii, radości, kiedy strzelało się trzy bramki Motorowi, który już wtedy był naprawdę silnym zespołem, z nazwiskami ekstraklasowymi.

Kamil Sobala piłkarzem Hutnika jest od 2017 roku
Kamil Sobala piłkarzem Hutnika jest od 2017 roku Andrzej Banaś

Rok temu wiosną atmosferę między klubami strasznie podgrzała walka o awans do II ligi, którą Hutnik musiał stoczyć poza boiskiem. Od tamtej pory Motor jest dla społeczności Hutnika rywalem wzbudzającym największe emocje.

Dokładnie tak. Mecze z Motorem zawsze budziły zainteresowanie, ciekawość, ale teraz dochodzą podteksty. I najbliższy mecz będzie miał dodatkową pikanterię ze względu na otoczkę, która przez ostatni rok stworzyła się między nami a Motorem. Mam nadzieję, że jeszcze bardziej nas zmotywuje do tego, żeby wyjść na boisko i pokazać, kto rządzi.

Przed meczem w rundzie jesiennej kibice Hutnika zorganizowali zbiórkę na premie dla drużyny, przyszli pod klub, kiedy wyjeżdżaliście do Lublina. Teraz akurat na spotkanie z Motorem publiczność wraca, po długiej przerwie, na trybuny.

Hutnik - Motor. Kibice na meczu [ZDJĘCIA]

Mamy świadomość, jak ważny jest to mecz nie tylko dla nas, ale i dla kibiców. Wracając do tamtego wyjazdu: ja pierwszy raz w swojej przygodzie z piłką spotkałem się z sytuacją, że kibice przyszli nas wesprzeć przed podróżą na mecz. Jakieś ciepłe słowo, pozytywny komentarz - to naprawdę było budujące. I może nie przełożyło się to na boisko, bo w Lublinie przegraliśmy, ale każdy z nas miał w głowie, że są ludzie, którzy wspierają i pomagają. Mam nadzieję, że teraz chociaż garstka naszych fanatyków wejdzie na stadion i dostanie nagrodę w postaci zwycięstwa. Bo każdy z nas chce z Motorem wygrać, nie ma co owijać w bawełnę.

Jakie macie argumenty, by wygrać? Albo inaczej: jakie są wasze najmocniejsze argumenty w całym tym udanym półroczu?

Moim zdaniem, argumentem, który przemawia za nami, jest analiza przeciwnika. Bardzo wnikliwa analiza przeciwnika, pod każdym kątem - gry w ofensywie, w defensywie, stałych fragmentów, zachowań poszczególnych zawodników. Myślę, że bardzo dużo zyskujemy dzięki odprawom, co przenosi się potem na boisko i przynosi punkty. Może ktoś inaczej to odczuwa, ale moim zdaniem to jest argument, który przeważa.

Z analizy trzeba umieć skorzystać. Was cechuje duża waleczność, która jest kluczem do tego, żeby w II lidze osiągać dobre wyniki.

To się zgadza. Przez ten krótki czas, odkąd jest trener Szydełko, zbudowało się coś w rodzaju zobowiązania wobec siebie, jeden zawodnik wspiera drugiego. Taki system naczyń połączonych. Staliśmy się grupą ludzi, w której każdy za każdego idzie w ogień. Nie jesteśmy w stanie odpuścić rywalowi, zrezygnować, przegrać jakiś pojedynek, bo mamy w świadomości, że inna osoba musi potem za mnie nadrabiać na boisku, na przykład biec na drugą stronę, żeby przeciąć podanie. Staliśmy się taką zgraną bandą.

Hutnik - Motor. Tak było na trybunach [ZDJĘCIA KIBICÓW]

Weźmy ostatni mecz w Suwałkach, doliczony czas gry. Miałem wrażenie, że już satysfakcjonuje was 0:0, bo to nie był przecież zły wynik. Ale Pana coś tknęło, żeby jeszcze powalczyć o piłkę, kiedy wydawała się trudna do zdobycia.

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś wychodził na boisko – obojętne: na minutę, 10 minut czy od początku - i nie chciał wygrać meczu. A jak mam coś zrobić, to zawsze z nastawieniem: zrób to na maksa. Teraz też dostałem jakiś bodziec, żeby iść na piłkę do samego końca - no, co mam do stracenia? Dograłem do Filipa Handzlika, okazało się, że bramka padła samobójcza, ale to też zasługa "Hansa", że tak zamieszał tymi obrońcami, aż sobie sami strzelili. Uważam zresztą, że w całym meczu to my mieliśmy dużo więcej sytuacji, rywal nie był lepszy od nas. Swoją wyższość udowodniliśmy bramką w 94 minucie.

Jesienią zaliczyliście kilka dalekich smutnych wyjazdów. A jak to jest, kiedy wraca się przez całą Polskę po tak fajnie smakującym zwycięstwie?

Wraca się bardzo miło i takimi powrotami buduje się kolektyw, buduje się atmosferę. Po przegranym meczu jeden bierze książkę, inny zakłada słuchawki, przejeżdżamy pół Polski, wysiadamy na Suchych Stawach i rozjeżdżamy się do domów. A po meczu w Suwałkach, kiedy wszyscy zostawili mnóstwo zdrowia na boisku i mogliby położyć się spać, bo każdy był padnięty, zaczęły się rozmowy na tematy niezwiązane z piłką – o rodzinie, o planach na wakacje. To mega integruje zespół i daje kopa do dalszej pracy. Do tego, że na następny wyjazd też jedziesz po to, żeby wygrać i też będziesz szedł na piłkę, której teoretycznie nie masz szans wygrać. Właśnie po to, żeby potem wracać w takiej atmosferze. Powrót z wygranego i przegranego meczu to jak niebo i ziemia.

Pan czuje się już uspokojony sytuacją w tabeli? Czy cały czas jednak jest w drużynie utrzymywanie świadomości, że Hutnik wciąż nie jest pewny utrzymania w II lidze?

Nie ma osoby, która sądziłaby, że już jesteśmy spokojni, że możemy spokojnie grać mecze ze świadomością, że się utrzymamy. Każdy zna tabelę i każdy wie, jak wygląda II liga - przez pryzmat chociażby ostatniego sezonu, kiedy był ogromny ścisk w tabeli. Tu wszystko się może wydarzyć. Pamiętamy też, że w ostatniej kolejce Hutnik będzie pauzował, więc musimy mieć przed nią odpowiednią przewagę. Jesteśmy megaskoncentrowani, chcemy punktować. A jak będziemy punktować, to będziemy mogli być spokojni, że się utrzymamy. To jest nasz cel, każdy do niego dąży. Poprzez zwycięstwo w Suwałkach nabraliśmy pewności siebie, ale każdy jest czujny.

Na koniec: jak odnalazł się Pan w nowym systemie gry Hutnika? Wcześniej był Pan prawym pomocnikiem, prawoskrzydłowym albo napastnikiem. A w ustawieniu z trójką obrońców i „wahadłowymi” jest oczywiste, że miejsce Kamila Sobali jest w ataku.

Ustawienie, które wprowadził trener Szydełko znałem - bo interesuję się piłką od paru dobrych lat - ale nigdy wcześniej w nim nie grałem. I trener od razu powiedział, że jestem „dziewiątką”, że „wahadła” są dla kogoś innego. Ja dzięki temu od pierwszego treningu sfokusowałem się na grze na pozycji numer 9 i przez pierwszy miesiąc uczyłem się tego grania. Zupełnie innego, niż „dziewiątka” we wcześniejszym systemie – wtedy mogłem zbiegać w boczną strefę, tutaj jestem typowym napastnikiem grającym w „świetle” bramki. I, szczerze mówiąc, w tej roli czuję się bardzo dobrze.

Jako „wahadłowego” Pana sobie nie wyobrażam, a innych opcji nie było.

Patrząc teraz na nasze ustawienie i grę naszych „wahadłowych”, to tylko mogę bić brawo trenerowi, że od razu podjął taką decyzję. Ale chyba był świadomy mojego usposobienia.

Jest Pan wybitnie ofensywnym zawodnikiem, nie ma się co czarować.

Może jeszcze parę lat temu na „wahadle” bym sobie poradził. Ale jak widzę Piotrka Zmorzyńskiego czy chłopaków, którzy grają po drugiej stronie boiska, to jestem pod wrażeniem, jaki kawał ciężkiej roboty wykonują podczas meczów. Żałuję, że nie mamy GPS-ów, bo Piotrek biłby rekordy w II lidze, jeśli chodzi o przebyte kilometry.

Natalia Fitnesska. Dziewczyna Arkadiusza Tańculi jest gwiazd...

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie