Paweł Pępek, mieszkaniec Brzeszcz, jest jednym z kierowców, który został ukarany mandatem w wysokości 500 zł za przejechanie tego skrzyżowania na czerwonym. - Jechałem akurat za innym autem, na pewno z dozwoloną prędkością. Nie miałem szans, by zahamować, gdy zapaliło się żółte. Problem w tym, że trwało to sekundę czy dwie. Niemal zaraz było czerwone - mówi. Jak dodaje, z tego powodu nie zaistniała żadna niebezpieczna sytuacja i bez problemów opuścił skrzyżowanie.
Podobne opinie ma wielu kierowców w Brzeszczach.- Czy chodzi rzeczywiście o bezpieczeństwo, czy o nabijanie gminnej kasy? - zastanawia się Marcin Sroka. - Czy to ktoś zastanowił się, dlaczego akurat tak nagminnie kierowcy łamią tutaj przepisy? To pułapka ustawiona na kierowców - twierdzi mieszkaniec Brzeszcz.
Z danych miejscowej straży miejskiej wynika, że w ub. roku ukarała ona mandatami za przejechanie tego skrzyżowania na czerwonym świetle ponad 450 kierowców. Kara za takie wykroczenie wynosi od 300 do 500 złotych. - Jest to obszar zabudowany i jeśli kierowca przestrzega obowiązującej prędkości, to nie będzie miał problemów z zatrzymaniem się przed sygnalizacją - uważa Krzysztof Tokarz, komendant Straży Miejskiej w Brzeszczach. Jego zdaniem, wielu kierowców jeździ tędy szybciej niż pozwalają przepisy. - Często też jeżdżą na pamięć albo tłumaczą się, że jechali akurat w sznurze samochodów i nie mogli
zahamować - dodaje Krzysztof Tokarz.
Nie zgadza się, że to miejsce to pułapka na kierowców. Zwraca natomiast uwagę, że jest tutaj duży ruch pieszych. Z jednej strony jest liczące trzy tysiące mieszkańców os. Paderewskiego, a z drugiej sklepy, szkoła. Podkreśla, że o sprawdzenie świateł zwracał się do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie. Rzecznik ZDW Roman Leśniak potwierdza, że były rzeczywiście zgłoszenia dotyczące tej sygnalizacji. - Przeprowadziliśmy wspólne kontrole razem z policją. Działa zgodnie z przepisami, czyli w obszarze zabudowanym czas zmiany świateł z żółtego na czerwone wynosi od trzech do pięciu sekund - mówi Leśniak.
Dziennikarze "Gazety Krakowskiej" byli na skrzyżowaniu, by zmierzyć czas żółtego. Według naszego stopera, wyszło 2,46 sek. - Dlaczego, skoro kierowcy mają problemy, nie można tego czasu zwiększyć do pięciu sekund? - denerwuje się Paweł Pępek.
W tym roku strażnicy nie wypisują już tak ochoczo mandatów. Według kierowców wynika to z faktu, że obecna burmistrz Cecylia Ślusarczyk chce zlikwidować straż miejską. Komendant Tokarz twierdzi natomiast, że jego podwładni koncentrują się na problemach porządkowych.
Uważaj na żółte
Kierowca dojeżdżając do skrzyżowania, zobowiązany jest zachować szczególną ostrożność i powinien liczyć się z możliwością zmiany świateł.
Sygnał żółty oznacza zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalenia się tego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany przed nim bez gwałtownego hamowania. Żółte oznacza też, że za chwilę zapali się czerwone.
Każda sytuacja wymaga oceny kierującego, który powinien rozważyć, czy gwałtowne hamowanie nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa lub utrudnienia w ruchu. Jeśli tak, to może wówczas z zachowaniem szczególnej ostrożności przejechać dalej. W praktyce, według policjantów drogówki, wielu kierowców, widząc żółte światło przyspiesza, by przejechać przed pojawieniem się sygnału czerwonego.
Kierowcy z Brzeszcz mają wątpliwości, czy straż miejska ma prawo wystawiania mandatów na podstawie zapisu wideorejestracji. W grudniu ub. roku Sąd Najwyższy uznał, że straże mają nadal prawo używania stacjonarnych fotoradarów.
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+