https://gazetakrakowska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kryzys w teatrach krakowskich trwa

Łukasz Maciejewski
Wojciech Matusik
To nie jest dobry czas dla krakowskiego teatru. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zarejestrowałem ani jednego sukcesu, o którym mówiłoby się w Polsce. Do Krakowa już się nie jeździ do teatru. Kilka przyzwoitych przedstawień nie zmienia smutnego obrazu całości.

Który teatr miał najciekawszy repertuar? Oddaj głos w naszej SONDZIE

TEATR STARY - ARTYSTYCZNA IMPOTENCJA
Najbardziej znana scena Krakowa. Tutaj powstawały najważniejsze przedstawienia XX wieku. W "Starym" udawało się łączyć eksperymentalne poszukiwania nowego języka teatralnego z przywiązaniem do literackiej klasyki. Na rangę miejsca zapracowało kilka pokoleń reżyserów ze Swinarskim, Jarockim, Wajdą, Lupą i Grzegorzewskim na czele, oraz wybitni aktorzy: m.in. Trela, Polony, Dymna, Olszewska, Radziwiłowicz, Globisz, Frycz, Stuhr, Nowak. I chociaż "Stary" od lat zmaga się z artystyczną impotencją, wciąż jest najważniejszym punktem odniesienia dla pozostałych scen.

Ostatnie sezony nie przyniosły objawień. Cenieni albo chociaż modni reżyserzy nie pracują już w "Starym", a znakomici aktorzy tej sceny od miesięcy tkwią na przymusowym urlopie. Ostatnim wybitnym spektaklem było "Factory 2" Krystiana Lupy z 2008 roku!
Nowe premiery można spisać na straty. Jedyny jaśniejszy punk stanowiła "Mewa" w reżyserii Pawła Miśkiewicza, poza tym dominowała apatia i fatalny gust. Mikołaj Grabowski zrobił z "Pana Tadeusza" prymitywną śpiewogrę, Michał Borczuch nie miał pomysłu na "Branda" wg Ibsena, a koszmarny "Kordian" Szymona Kaczmarka to jeden z najgorszych spektakli roku w Krakowie. Może fatalną passę przerwie Iwan Wyrypajew pracujący w "Starym" nad "Iluzjami"?

SŁOWACKI - KLASYKA
Strażnik teatralnej tradycji. Ma być przede wszystkim serio, tradycyjnie, czasami wręcz XIX-wiecznie. Efekty tej polityki są widoczne. O Teatrze Słowackiego nie pisze się w mediach ogólnopolskich. Na premierach trudno spotkać liczących się krytyków. "Słowak" - ostoja tradycji w mieszczańskim Krakowie, nie jest dzisiaj miejscem modnym. Ale, z drugiej strony, właśnie tutaj można zobaczyć dobry, klasyczny teatr, w którym liczy się aktorstwo, rzemiosło teatralne, literatura.

Sezon był urozmaicony. Spektakle znakomite, jak "Udręka życia" według Levina, sąsiadowały z żenującymi hucpami - to przykład widowiska "Himmelweg" albo siermiężnymi akademiami muzyczno-poetyckimi w rodzaju "Przyjaciół". W "Słowackim" wyprodukowano także jeden z najlepszych spektakli dla dzieci w ostatnich latach w Polsce. "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" w reżyserii Jarosława Kiliana z muzyką Grzegorza Turnaua, jest cudowną odtrutką dla familijnej tandety. Niezła była także "Ziemia obiecana", musical Wojciecha Kościelniaka według powieści Reymonta.

TEATR LUDOWY - BRAK STYLU
Największym problemem "Ludowego" jest brak stylu. Zwłaszcza na Dużej Scenie, w Nowej Hucie, powstają spektakle przypadkowe. Pierwotny, robotniczy charakter sceny przejęła "Łaźnia". W tej sytuacji "Ludowy" sięga po mniej lub bardziej przypadkowy zestaw reżyserów i dramatów. Czasami tragedia, czasami komedia. To się nie sprawdza. Lepiej radzi sobie kameralna "Scena pod Ratuszem". Tutaj powstają najciekawsze spektakle.

Na Dużej Scenie więcej było minusów niż plusów. Kompletną klapą okazała się "Mechaniczna pomarańcza", niewiele lepiej wypadła rosyjska sztuka "Udając ofiarę" . Ciekawiej było "Pod Ratuszem". W sztuce "Hotel Babylon" aktorskim fajerwerkiem był komediowy popis Aldony Jankowskiej, czystym liryzmem zachwyciły mnie "Ptaki" wg prozy Vesaasa. Kiepsko wypadło natomiast odkurzanie kontrowersyjnej niegdyś sztuki Davida Mameta "Oleanna".

TEATR BAGATELA - SPORO SIĘ UDAŁO
Większość krakowian kojarzy "Bagatelę" z "Maydayem", spektaklami komediowymi i farsami. I dobrze - rozrywkowy teatr jest w Krakowie potrzebny. Tym bardziej trzeba jednak docenić próby rozszerzenia artystycznej oferty. W ostatnich kilku latach na mapie teatralnego Krakowa wyraźnie zaznaczyła swoją obecność studyjna "Scena na Sarego". Teatr organizuje także aktorskie festiwale, zaprasza do współpracy młodych reżyserów i dramaturgów. Efekty są różne, ale inicjatywa godna pochwały.
W tym roku kilka przedstawień z pewnością się udało. Na "Scenie na Sarego" podobała mi się zwłaszcza sztuka "Oblężenie" oraz ascetyczna "Noc Helvera". Słabiej wypadły: "Tango" Mrożka i "Między nami dobrze jest" na podstawie sztuki Doroty Masłowskiej. Atutem "Bagateli" jest wypracowanie międzypokoleniowego zespołu, w którym prawdziwe talenty (Wojciech Leonowicz, Urszula Grabowska, Magdalena Walach) mają szansę grać dużo, w urozmaiconym repertuarze.

ŁAŹNIA NOWA - WEJŚCIE SMOKA
Nowohucka "Łaźnia" to scena młoda i modna. "Wejście smoka" z Janem i Błażejem Peszkami było jedynym spektaklem z Krakowa, o którym w ubiegłym roku pisano w całej Polsce. Ciekawym eksperymentem był także festiwal Mrożka oraz kolejna edycja wymyślonego przez Szydłowskiego festiwalu "Boska Komedia".

Najciekawsze były koprodukcje z innymi teatrami - choćby głośne "W imię Jakuba S." duetu Monika Strzępka i Paweł Demirski, przez wielu obserwatorów uznane za teatralne wydarzenie roku. Spektakl "Wejście smoka. Trailer" stał się sukcesem komercyjnym, ale przy okazji był także niegłupią próbą dyskusji z mitem idoli pop. Niestety, kolejne adaptacje sztuk Mrożka dowiodły jedynie, że twórczość pisarza, poza nielicznymi wyjątkami, niemiłosiernie się zestarzała. I żadne unowocześnienia niewiele tutaj pomogą.

OPERA KRAKOWSKA - DNO
Zaczęło się średnio. Po krytyce wyglądu nowego budynku Opery, przyszła dyskusja z artystycznym poziomem przedstawień. Jednak patrząc z perspektywy czasu na inaugurujące działalność Opery, średniej jakości widowiska w rodzaju "Diabłów z Loudun", wydaje się, że były perłami w kontekście tego, co dzieje się obecnie. Operze brakuje wszystkiego. Świeżości, pomysłów, dobrych reżyserów i scenografów, wreszcie konsekwentnej polityki repertuarowej.

Plusów nie znajduję. Przeciętna była co najwyżej "Traviata" w reżyserii Krzysztofa Nazara, wszystkie pozostałe produkcje Opery - choćby koszmarna "Halka" albo kuriozalny "Oniegin" - są synonimem bezguścia, intelektualnej niefrasobliwości oraz głosowej niedyspozycji części zespołu. Jeżeli dodamy do tego pachnący naftaliną anachronizm produkcji dziecięcych ("Mały lord"), wychodzi na to, że w krakowskiej Operze jest już tak kiepsko, że dalej może być jedynie lepiej. Zawsze to jakaś pociecha.

SCENA STU - KOMERCJA

Teatr ze wspaniałymi tradycjami. Przez wiele lat kuźnia aktorskich talentów i teatralnej nowoczesności. Dzisiaj "STU" na mapie teatralnej Krakowa jest ostoją teatralnych konwencji. Nie liczmy zatem na żadne szaleństwa. W "STU" dominuje komercja (często w dobrym guście) oraz gwiazdorskie widowiska teatralne.

GROTESKA - STRAŻNIK SENSU
W dobie szaleństwa 3D, efektów specjalnych i coraz ostrzejszych gier komputerowych adresowanych do coraz młodszych odbiorców, "Groteska" stoi na straży sensu. To teatr dziecięcy, który nie łasi się atrakcjami specjalnymi. Proponuje natomiast przyzwoite aktorstwo, dobrą muzykę i piękną literaturę. Nie zawsze tak receptura sprawdza się w praktyce. Coraz trudniej namówić dzieci na założony oldskul, ale mimo wszystko większość produkcji "Groteski" cieszy się sympatią widzów i przez wiele lat utrzymuje na afiszu. Oryginalnym kwiatkiem do dziecięcego kożucha są produkcje dla dorosłych oraz eventy w rodzaju "Reality Szopka Show".

Kiedy dyrektor sceny Adolf Weltschek sam reżyseruje, lipy nie będzie, ale gdy za spektakle dziecięce zabierają się twórcy pozbawieni poczucia humoru, wychodzą buble. To przykład nudnego i topornego "Wilekomiluda". Moim ulubionym spektaklem "Groteski" był natomiast "Aksamitny królik".

Trwa plebiscyt "Superpies, Superkot!". Zgłoś swojego zwierzaka i zgarnij dla niego nagrody!

Euro 2012 coraz bliżej! Zobacz, co będzie się działo w Krakowie

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Komentarze 15

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gosia
Nie zawsze publikacje w prasie branżowej są przepustka do mądrości. Tym można mamić osoby o małej orientacji. Dla mnie podstawą do osądu ignorancji recenzenta GK jest sposób, w jaki przedstawia swe osądy. Dużo tu pewności siebie, a mało przekazu, który krytykowanym artystom dawałby podstawę, by pomyśleli o efekcie swej pracy. Krytyka teatralna umiera, czego dowodem twórczość p. M. To właśnie chciałam powiedzieć, świadoma, że recenzent znajdzie gorących obrońców.
B
Barack
Gosiu, widzę że jesteś skończoną ignorantką. Pan Maciejewski od wielu lat współpracuje z najbardziej prestiżowymi periodykami teatralnymi. Warto byłoby to sprawdzić. Pisze do "Teatru", ściśle współpracuje z "Notatnikiem Teatralnym", prowadzi spotkania teatralne, jest członkiem jury itd. Zanim coś napiszesz, sprawdź to. Bo tylko się kompromitujesz.
G
Gosia
Trudno o zachwyt nad poziomem krakowskich teatrów, a zwłaszcza Starego, ale łatwość, z którą bywalec teatralnych premier feruje wyroki jest wręcz nieprzyzwoita. A któż w ogóle dał piszącemu prawo do uważania się za znawce przedmiotu? Co roku teatrologię kończy ileś tam osób, to co, wszyscy są krytykami? Czy możliwość wyrażania swych sądów na łamach gazety zupełnie nieznanemu na forum krajowym autorowi zapewnia status krytyka teatralnego. Więcej pokory! Czyli uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć od klasyków gatunku. Inaczej będziemy mieli takich "krytyków", jak Pan z "Gazety Krakowskiej".
Dodam, że ani zawodowo, ani rodzinnie nie jestem związana z żadną z krakowskich scen.
a
anatolis
Niestety ale zarządcy są krwiopijcami to ich wina stąd kryzys.
Prowadzę malutki teatr.. w Gdańsku były pustki bo narzucili mi ceny biletów i w sumie
gaże aktorów etc. wszystko zjadane było na dzień dobry a widowni brak.

Drastycznie zmieniłem cennik - aktorzy mogli grać lub nie szybko odeszli i zatrudniłem
wielu młodych początkujących to był strzał w 10. Widownia ciągle pełna bilety w cenie
kinówek a nie po 100zł XD
Teraz co sławniejsi sami się pchają do mojego teatrzyku... owszem jest już mój.
Po prostu nie bądźcie tacy zachłanni a cenić to się można kiedy w koło dobrobyt.
P
Podpisem
rzędy świeca pustkami - Madama Butterfly czy Rigoletto - osobiscie widziałam, jak połowa balkonów była pusta, a zaepłnione były jedynie rzedy na dole i to do 3/4
A
Aga
Prawdą jest, że połowa miejsc w operze to wykupione abonamenty, natomiast nie jest prawdą, że rzędy świecą pustkami. Uwierzcie mi, chodzę regularnie. Pustek nie zastałam.

Faktem też jest, że nie ma wielkich premier w operze krakowskiej, a kompozytorzy polscy nie piszą dla niej dzieł na zamówienie. Publiczności to jednak nie odstrasza.
Dnem opery nazwać nie należy. Nie narzekajmy i nie krytykujmy wszystkiego wokoło tylko ruszmy tyłki, róbmy coś, chodźmy na spektakle i przedstawienia.

Zdradzę Wam sekret - jak się chce dostać bilet to się go dostanie, to się postoi w kolejce i go zdobędzie lub zamówi telefonicznie. Wszystko się da zrobić!
A
AAA
jak w temacie
P
Podpisem
zdobycie biletu do opery graniczy z cudem z jednego powodu - masowo wykupują bilety zakłady pracy w ramach dodatku do pensji albo nagród... potem, gdy się przychodzi na spektakl, okazuje się, ze widownia jest w połowie pusta - są całe rzędy, które świecą pustkami, zatem widać, że bilety były kupowane nie pojedynczo tylko rzędami właśnie
C
Chlorofil
Sporo trafnych spostrzeżeń autora. Zwłaszcza zgadzam się z oceną Starego, Ludowego i Stu (zwanego Teatrem Stu Złotych od ceny biletów). Autor zapomniał jednak o najciekawszym - moim zdaniem - teatrze w Krakowie, tj. Teatrze KTO wprowadzającym powiew świeżości. Absurdalny humor nawiązujący daleko do Monty Pythona jednak mający zupełnie własny charakter. To jest to.
x
xyz
święta prawda, może nie wszystkie opery są wielkimi sukcesami, ale co powiecie np o Rigoletto?
c
centus
nie stać Cie na 3 zł za parkowanie.... bo bilet za 100 zł do teatru
P
Piotr
Zgadzam sie z Anita - ciagle sie slyszy o problemach teatrow ale jak czlowiek chce sie na cos wybrac to musi to planowac 3 miesiace wczesniej. Nie potrafie tego zrozumiec
m
mk
A może z powodu braku konkurencji?
A
Anita
Tylko jeżeli jest tak zle, to dlaczego bilety do opery są wysprzedane dwa miesiące wczesniej i nabycie ich graniczy z cudem?
A
AAA
Nie jestem maniakiem teatru, ale czasem chodzilem odwiedzajac przy okazji rynek. Przestalem od kiedy wydluzyli platne parkowanie do 20.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska