Michał Hlebowicki: Pierwszy mebel w nowym domu? Tablica do koszykówki!

Przemysław Franczak
Przemysław Franczak
Jest w tym zdjęciu coś symbolicznego. W końcu Michał Hlebowicki karierę ma tak bogatą, że starczyłoby jej dla dwóch zawodników. I ciągle mu mało. W II lidze doświadczenie też robi swoje - został wybrany do najlepszej piątki rozgrywek sezonu zasadniczego
Jest w tym zdjęciu coś symbolicznego. W końcu Michał Hlebowicki karierę ma tak bogatą, że starczyłoby jej dla dwóch zawodników. I ciągle mu mało. W II lidze doświadczenie też robi swoje - został wybrany do najlepszej piątki rozgrywek sezonu zasadniczego Fot. Anna Kaczmarz
Sylwetka. Michał Hlebowicki urodził się w Warszawie, mieszka pod Rygą, znają go na Cyprze, a w Krakowie stał się twarzą drużyny R8 Basket.

„Michał Hlebowicki jest lepszy niż Dirk Nowitzki” - przy pomocy takiej rymowanki uczył kiedyś amerykańskich kolegów z drużyny języka polskiego. Lepszy od niemieckiej legendy NBA oczywiście nie był, ale na tyle dobry, że gdy z zespołem R8 Basket Politechnika Krakowska objeżdżał teraz w Polsce drugoligowe parkiety, słyszał czasem: „Hej, fajnie, że możemy przeciwko tobie zagrać”. Ot, atrakcja: były reprezentant kraju, jedyny Polak, który zdobył Puchar FIBA (z ekipą Barons Ryga), jedno z mocniejszych nazwisk ostatnich dwóch dekad w polskiej koszykówce.

Bądźmy szczerzy - do tej drugiej ligi Hlebowicki pasuje jak pięść do nosa. 40 lat na karku, spory dorobek, ustabilizowane życie - zawodowe i rodzinne - na Łotwie (dlaczego tam - o tym za chwilę). Już nawet ogłosił zakończenie kariery, wypił pożegnalnego szampana i snuł nowe plany. Wcześniej łączył obowiązki zawodnika z rolą szkoleniowca młodzieży i asystenta trenera w klubie BK Ogre, a teraz to miało być jego główne zajęcie.

Jeden telefon, no - dwa, z Krakowa zmieniły wszystko. Spakował rzeczy i pojechał rzucać piłką w kosza ponad tysiąc kilometrów od domu.

- Prawda była taka, że wciąż chciałem grać, ale jako że nie mam łotewskiego obywatelstwa, to nikomu nie opłacało się trzymać w zespole 40-letniego obcokrajowca. Gdybym miał obywatelstwo, to grałbym tam dalej i nigdzie się nie ruszał - nie ukrywa. - Tymczasem R8 stworzyło projekt, który mnie zaciekawił. Nie chciałoby mi się grać o pietruszkę, a tu otrzymałem możliwość stworzenia nowego, fajnego rozdziału w karierze i zapisania się w historii krakowskiej koszykówki. A że to tylko druga liga? Nie było to dla mnie żadnym problemem, zdawałem sobie sprawę, gdzie jadę i że ten poziom nie będzie taki jak wcześniej. Podpisałem jednak profesjonalny kontrakt i nie ma znaczenia, czy to są europejskie puchary, czy coś mniej prestiżowego. Zawsze trzeba dawać z __siebie maksa.

Zespół R8 walczy właśnie o promocję do I ligi, a na horyzoncie jest ekstraklasa. Hlebowicki siłą rzeczy stał się twarzą tego projektu. - Na początku rozmawialiśmy o dwóch latach grania, oczywiście pod __warunkiem, że teraz wywalczymy awans. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby to się nie udało - wzdycha.

Drogie telefony, tania benzyna

Prywatnie ustatkował się szybko - już od 20 lat jest związany z Ilse Ose, znaną ongiś w Polsce łotewską koszykarką - ale sportowo zawsze go nosiło, wciąż szukał nowych wyzwań.

- Może również dlatego, że dzięki Ilse szybko złapałem trochę międzynarodowych kontaktów. Chciałem poznawać nowe klimaty, ludzi. To też kwestia charakteru, nigdy nie byłem tym typem, który mógłby spędzić w __jednym miejscu dwadzieścia lat - opowiada.

Kluby zmieniał średnio co dwa sezony, zwiedził w ten sposób pół Polski, grał na Łotwie, Ukrainie, Cyprze, na którym do dziś jest rozpoznawany i nazywany „Turkish Killer” - pamiątka po mecz AEL Limassol z Fenerbahce Stambuł w Pucharze FIBA, wygranym przez Cypryjczyków po jego rzucie w ostatniej sekundzie.

- Czasem zmiany były podyktowane tym, że trzeba było zrobić jakiś ruch z myślą o rodzinie. Na Cyprze, gdzie było bardzo fajnie, miałem ofertę przedłużenia umowy, ale ponieważ starszy syn szedł do szkoły, to podpisałem kontrakt w __Rydze - opowiada Hlebowicki.

Miał 24 lata, gdy urodził się Oskar. Dla młodych rodziców - sportowców to było wyzwanie. Jak pogodzić wspólne życie, wychowywanie dziecka i koszykarskie ambicje.

- Grając w Polsce staraliśmy się być blisko siebie. Łatwe to jednak nie było. Trochę się polatało po Polsce, trochę się pojeździło. To były czasy drogich telefonów komórkowych, ale taniej benzyny - śmieje się Michał. - Był taki moment, że ja grałem w Słupsku, a żona w Polkowicach. Oskar był wtedy malutki, miał roczek. Miałem taką umowę z trenerem, że po meczu u siebie w sobotę od razu wsiadałem w samochód i jechałem 500 kilometrów do Polkowic. Miałem wolną niedzielę i na godzinę 18 w poniedziałek musiałem stawić się na treningu. Trudno było to wszystko ze sobą pogodzić, ale coś za coś. Kontrakty były fajne. Byliśmy, jesteśmy szczęściarzami, bo zarabiamy czasami niemałe pieniądze i __robimy, to co kochamy.

Dziś Oskar ma 16 lat i 198 cm wzrostu. Do taty brakuje mu jeszcze kilku. Ale talent do koszykówki być może ma większy. W zespole VEF Ryga podpisał już profesjonalny kontrakt.

- Jeszcze niedawno go ogrywałem. Ale od pół roku nie mieliśmy okazji się zmierzyć, a zrobił ogromny postęp. Myślę, że latem już będzie mi z __nim ciężko - opowiada z dumą ojciec. - Koledzy żartują ze mnie, że skoro mam już czterdziechę i ciągle gram, to muszę postawić sobie nowy cel: zagrać w jednej drużynie z __synem.

W koszykówkę gra też 7-letni Luka. Nie mogło być inaczej, skoro pierwszym meblem w ich domu w Ogre - wymawia się Łogre - była tablica z koszem. - Piłek, koszy, dużych, małych, na zewnątrz i wewnątrz mamy zatrzęsienie - przyznaje Michał. - Chłopcy byli skazani na __koszykówkę, ale nie zmuszaliśmy ich, sami złapali bakcyla.

Nic dziwnego - Oskar widział mamę i tatę w akcji, łotewska babcia chłopców jest byłą koszykarką i to bardzo utytułowaną.

- W_domu codziennie jest rodzinny trening. Organizujemy konkursy rzutowe, gramy w popularną na Łotwie grę „plus-minus”. Pierwsza osoba rzuca do kosza i jeżeli trafi, to drugi uczestnik też musi trafić. Jeśli spudłuje - ma minusa. Zdarza się - i mówię to jak najbardziej poważnie - że wygrywa Luka. Rzuca mniejszą piłką, ale widać, że ma koszykarską rączkę_ - chwali tata.

W domu mówi się po polsku, ale dylemat, dla którego kraju będzie grał Oskar chwilowo rozwiązał się sam. Gra w młodzieżowej kadrze Łotwy, z polskiej nie dostał powołania. - Nie będziemy z żoną na niego naciskać. Będzie grał tam, gdzie będzie lepiej się czuł. Wiadomo, trenuje na Łotwie i siłą rzeczy tu jest mu łatwiej - podkreśla Hlebowicki.

On sam jak to on, zaaklimatyzował się tam bardzo szybko. Mówisz Łotwa, on myśli - dom. - Język jest trudny, ale na sąsiedzkich grillach nie siedzę w kącie ze spuszczoną głową - żartuje.

Z Ilse wylądowali tam trochę przez przypadek. Na początku chcieli wybudować dom albo kupić mieszkanie w Gdyni, bo oboje bardzo lubią to miasto. Byli już zdecydowani, gdy przyszła informacja, że Ilse dostała w spadku ziemię pod Rygą, w Ogre właśnie. - Ziemia to zawsze droga inwestycja, a tutaj dostaliśmy coś za darmo. Połowa sukcesu. Porozmawialiśmy, żona namówiła mnie na przeprowadzkę. Jestem otwartym, kontaktowym człowiekiem, a poza tym to nie był dla mnie obcy teren. Prawie cała kadra Łotwy grała swego czasu w Polsce. Znałem ludzi, miałem do kogo się odezwać, spotkać się, pojechać - opowiada.

Od małego na drabinie

W świat wyruszył z warszawskiego Muranowa. Na stadion Polonii przy Konwiktorskiej miał z domu siedem minut piechotą. Koszykówkę zaczął trenować w czwartej klasie podstawówki. - _Byłem malutki i chudziutki, ale mój pierwszy trener Adam Latos widział we mnie potencjał. Koledzy śmiali się, gdy mówił, że urosnę do 203-205 centymetró_w - przypomina.

Na pierwszy rzut oka jego CV wygląda dość chaotycznie, ale Michał twierdzi, że zawsze wszystko dokładnie planował, roztrząsał za i przeciw. - Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale już jako nastolatek ułożyłem sobie drabinkę celów. Nie chciałem skakać na głęboką wodę. Przykład: kiedy miałem 18 lat dostałem ofertę z Mazowszanki Pruszków, najmocniejszego klubu w kraju, ale nie nie czułem się na to gotowy. Podpisałem kontrakt na dwa lata z Polonią Warszawa, w I lidze. To był dobry ruch. Nie myliłem się raczej w __swoich decyzjach - podkreśla Hlebowicki, dla którego to już jest 23. sezon koszykarskich rozgrywek w karierze.

- Kraków to w __tej mojej drabince taki ekstraszczebel, nieplanowany - uśmiecha się. Przygoda trwa. A potem? - A potem zapewne zostanę tym trenerem. Widzę się w ekstraklasie. Nie tylko łotewskiej.

***

CV

Michał Hlebowicki urodził się 16 listopada 1976 roku w Warszawie. Karierę zaczynał w tutejszej Polonii, potem grał w Dojlidach Białystok, Prokomie Trefl Sopot, Hoop Pruszków, Czarnych Słupsk, BK Ryga, Barons Ryga, AEL Limassol, MBC Mikołajew, Jekabpils i BK Ogre. W latach 1998-2002 grał w reprezentacji Polski. Występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Hlebowicki: Pierwszy mebel w nowym domu? Tablica do koszykówki! - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mieczysław Obrębowski

Pamiętam Hlewika z czasów właśnie gdy zaczynał w Polonii. Chodziliśmy razem do szkoły na Jagiellońskiej do Starzyńskiego a raczej mieliśmy wspólne praktyki w tej szkole. Mimo , że od tamtej pory nie mamy żadnego kontaktu to cały czas śledzę jego karierę i życzę mu jak najlepiej. Fajny człowiek , skromny. Ciekawe czy pamiętasz jak zerwaliśmy się kiedyś ze szkoły i z Paszczakiem poszliśmy na pucharowy mecz Polonii w piłce nożnej z Górnikiem Zabrze:))) Jeszcze Stasiu Terlecki grał wtedy.
Pozdrawiam i zdrówka życzę Hlewik.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3