"Nasz" człowiek został 306. rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poznajcie prof. Jacka Popiela

Monika Pawłowska
Prof. dr hab. Jacek Popiel, literaturoznawca i teatrolog, od 1 września przejmie funkcję rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. 12 maja wyboru 306. rektora UJ dokonało Kolegium Elektorów składające się z 227 osób reprezentujących wszystkich członków uniwersyteckiej wspólnoty. To wielkie wyróżnienie, ale i obowiązek. Poznajmy człowieka "stąd".

FLESZ - Złoto najdroższe od dekady

Urodził się Pan 1 sierpnia 1954 r. w Krakowie. Skąd więc związki z zatorszczyzną, którymi szczycą się władze i mieszkańcy tej ziemi?
Kiedy miałem cztery lata, ze względów rodzinnych przeprowadziliśmy się z Krakowa do Tłuczani koło Wadowic. Nadszedł 1965 r. i kolejna przeprowadzka do drugich dziadków, którzy mieszkali w Palczowicach w gminie Zator. Mieszkałem tam niespełna osiem lat, do wyjazdu na studia do Krakowa.

Początki edukacji...
Od piątek do ósmej klasy była to Szkoła Podstawowa w Zatorze, to była tzw. tysiąclatka z dużą ilością młodzieży. To był bardzo ważny okres w moim życiu, wiele zawdzięczam tej szkole, bo trafiłem tu na bardzo dobrych nauczycieli, szczególnie przedmiotów humanistycznych. To wówczas zdecydowałem, że chcę studiować polonistykę. Ogromna w tym zasługa Krystyny Wrony. To była fascynująca nauczycielka języka polskiego, która nauczyła mnie pracy nad tekstem literackim. Potem jeszcze na pierwszym i drugim roku studiów, korzystałem z notatek, które wówczas poczyniłem. W tej szkole i w zatorskiej bibliotece były bardzo dobre księgozbiory. Co prawda miałem bardzo bogatą bibliotekę w domu, ale właśnie w tej szkolnej spędzałem mnóstwo godzin. Szkoła nauczyła mnie jeszcze jednego – organizacji zespołowej pracy. Tej umiejętności nie wyczytuje się z podręczników. To był początek zdobywania umiejętności, która później zaprocentowała. Wtedy tego nie potrafiliśmy określić, dziś mówimy o wspólnocie dialogu. W siódmej klasie zostałem przewodniczącym samorządu szkoły, dla mnie to doświadczenie było bardzo istotne. Wówczas z koleżanką wymyśliłem pomoc koleżeńską, udzielaliśmy nawet korepetycji uczniom, którzy mieli kłopoty z określonych przedmiotów. Miałem odwagę pójść do dyrektora i powiedzieć, że jest jakiś problem, że ktoś go ma i trzeba go rozwiązać. Szkoła powinna uczyć wiedzy, dialogu i samodzielności, a „moja” taka była. To był cudowny czas, który mnie ukształtował.

Rzadko ludzie wspominają szkołę podstawową, a Pan tak ciepło o niej mówi i tyle zawdzięcza. Szkole średniej również? Czy to był prestiżowy Konar” w Oświęcimiu? 
Nie, ale równie prestiżowe liceum wadowickie, czyli „Wadowity”. W moich czasach, to było liceum imienia Emila Zegadłowicza. To nie podlegało dyskusji i z góry było wiadomo, że skoro dziadkowie je kończyli i ojciec, wybór był oczywisty. Mnie uczyli jeszcze ostatni nauczyciele, którzy uczyli Karola Wojtyłę. Wśród nich Kazimierz Foryś. Dla mnie te zajęcia z literatury w trakcie, których po grecku recytował Homera, a Horacego po łacinie, robiły ogromne wrażenie. Uczyli tam również nauczyciele, koledzy mojego ojca. W tych wspomnieniach jest również teatr szkolny. To był wspaniały czas, jedynie dojazdy to był koszmar. O szóstej rano pobudka, a o 6.50 już pociąg, przeważnie zatłoczony ze Spytkowic do Wadowic. Powrót do domu najwcześniej o godz. 14.30.

Był Pan rektor przysłowiowym kujonem?
Nie sądzę, po prostu lubiłem się uczyć, czytać, zdobywać nowe doświadczenia. Już po pierwszym roku studiów (polonistyczne na UJ), dostałem indywidualny tok nauczania. Było to możliwe ze średnią ocen 4,8. Dzięki temu mogłem studiować również inne kierunki. Ale życie studenckie też nie było mi obce. Brakowało wieczoru, by poznać życie kulturalne... Piwnica Pod Baranami, Festiwal Piosenki Studenckiej… Dlatego w 1978 r. rozpoczęła się przygoda z teatrem, które trwała 40 lat. 

Zamiast aktorem, został pan rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, później pełnił Pan funkcję prorektora UJ do spraw polityki kadrowej i finansowej. Teraz pokieruje Pan szacownym Uniwersytetem.
To duże wyzwanie i odpowiedzialność. Zamierzałem po 30-latach pełnienia różnych funkcji, wszystkich z wyboru środowiska akademickiego, poświęcić się już tylko pracy naukowej, ale wówczas pojawiły się intensywne rozmowy ze strony środowiska dziekańskiego, dość przekonujące i zgodziłem się kandydować. To była długa i skomplikowana procedura wyborcza, ostatecznie powierzono mi tę zaszczytną funkcję.

Czego można życzyć 306. rektorowi?
Tego, czego wszystkim – zdrowia. I pokonywania trudności, zwłaszcza w coraz bardziej zaskakującej rzeczywistości. A młodym ludziom? Korzystajcie z wszelkich możliwości, jakie stwarza współczesny świat. Uczcie się pracy zespołowej, która jest fundamentem. I szacunku dla wszystkich.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie