Niezwykły pomysł na przyszłość piłkarza Wisły Kraków

Justyna Krupa
Wojciech Matusik / Polskapresse Gazeta Krakowska
Piłkarzowi Wisły Kew Jaliensowi wkrótce kończy się kontrakt z krakowskim klubem. Holender nie wie, gdzie będzie grał za pół roku ale już ma plany na swoją dalszą przyszłość. Okazuje się, że obrońca "Białej Gwiazdy" ma dość niezwykłe marzenie. Z piłkarzem Wisły Kraków, rozmawia Justyna Krupa.

Wzbudził Pan ostatnio kontrowersje stwierdzeniem, że polscy trenerzy - w porównaniu z holenderskimi - mają problemy z podstawami taktyki.
To nie tak. Chodziło mi o pewne różnice w piłkarskiej kulturze. W Holandii po prostu przykłada się większą wagę do taktyki. Z kolei w Polsce taktyka to nie jest tak arcyistotna sprawa. Gdyby np. Czarek Wilk został kiedyś trenerem, przywiązywałby mniej wagi do taktyki, niż ja jako szkoleniowiec. Bo tak został "wychowany" jako zawodnik. W Polsce trenerzy i piłkarze kierują się bardziej intuicją. Nie można jednak oceniać, która opcja jest lepsza. To są po prostu inne doświadczenia.

To czym różniły się odprawy taktyczne u Dicka Advocaata i Louisa van Gaala od odpraw u Kazimierza Moskala czy Tomasza Kulawika?
Za czasów pracy z van Gaalem wiedziałem wszystko o każdym piłkarzu naszego kolejnego rywala już dzień po poprzednim spotkaniu. Nie tylko o tym zawodniku, naprzeciw którego miałem zagrać. O każdym. Poza tym normalnym zwyczajem było rozgrywanie gierek jedenastu na jedenastu na treningach, ale w taki sposób, by przedstawić grę rywali.

Czyli jedna jedenastka miała udawać potencjalnego przeciwnika?
Dokładnie tak. Jeżeli w zespole rywali był np. jakiś napastnik o charakterystycznym stylu gry, to jeden z naszych zawodników starał się odtworzyć podobne zagrania na treningu. Cały tydzień był wypełniony zajęciami taktycznymi. Analizowaliśmy, co mamy zrobić, jeśli np. rywal w trakcie meczu zmieni system gry z 4-3-3 na 4-4-2. Natomiast w Polsce organizuje się raczej tylko jedną odprawę taktyczną przed danym meczem dotyczącą gry przeciwnika.

A jak było w przypadku Roberta Maaskanta? On też przywiązywał tak dużą wagę do taktyki?
Nie aż tak bardzo, jak zwykli robić to moi poprzedni trenerzy w Holandii. To po prostu zależy również od indywidualnego podejścia trenera i jego osobowości. Możliwe, że w Polsce też zdarzają się więksi taktyczni zapaleńcy. Opowiadam po prostu o swoich doświadczeniach. Piłkarze też różnie podchodzą do rozpracowywania rywala. Na przykład Rafał Boguski to prawdziwy "myśliciel". Zawsze analizuje to, jak porusza się po boisku, w której strefie przebywa itd. On na pewno byłby trenerem taktykiem w przyszłości, a np. Czarek Wilk - trenerem motywatorem (śmiech).

Pana kontrakt kończy się po tym sezonie, więc może Pan już oficjalnie negocjować z innymi klubami.
Coś się w tej sprawie dzieje. Umówiłem się jednak z moim agentem, że nie będzie mi zawracał głowy takimi informacjami, dopóki sezon nie dobiegnie końca. W międzyczasie on będzie prowadził rozmowy z osobami zainteresowanymi zatrudnieniem mnie. Kiedy skończę sezon, wysłucham jego propozycji i podejmę decyzję. Zawsze tak robiłem. Wiecznie pojawiają się bowiem jakieś plotki… Lepiej w takiej sytuacji skoncentrować się na swoich obowiązkach i nie zaprzątać sobie tym głowy.

Przedłużenie umowy z Wisłą nie wchodzi chyba w grę?
To klub musiałby wyjść z taką inicjatywą i zapytać, czy chcę zostać tu na dłużej, czy nie. Jak dotąd, nic takiego nie nastąpiło.

Jest Pan świadom, że kontrakt z Wisłą mógł być ostatnim tak wysokim w Pana karierze?
Nie, wcale nie. Z prostej przyczyny - nie uważam, żeby ten ostatni kontrakt był tak naprawdę wysoki. Gdybym chciał wysokiego kontraktu, mógłby znaleźć klub w Chinach lub w Dubaju. Czyli w krajach, gdzie pieniądze nie są problemem. Kiedy podejmowałem decyzję o przejściu do Wisły, nie kierowałem się względami finansowymi.

A rodzina nie tęskni już za Holandią?
Żona i dzieci bardzo łatwo przyzwyczajają się do nowych warunków. W Polsce chodzą do międzynarodowej szkoły. Owszem, trochę tęsknimy, więc czasem jeżdżą do Holandii na kilka dni. Ale potrafiliśmy wkomponować się w lokalną społeczność. Świadczy o tym chociażby to, że należymy tu do wspólnoty religijnej, podobnie jak Osman Chavez. Takie rzeczy też pomogły mi się tu zaaklimatyzować. W Dubaju chyba trudno byłoby o taką wspólnotę religijną (śmiech).

W Wiśle pełni Pan funkcję swoistego opiekuna dla nowych graczy. W poprzedniej rundzie spędzał Pan sporo czasu z Romellem Quioto, a teraz z Emmanuelem Sarkim.
Emmanuel to bardzo otwarty facet. Na zgrupowaniu mieszkaliśmy w tym samym pokoju, więc siłą rzeczy spędziliśmy dużo czasu razem. Mamy wspólne tematy, bo obaj mieszkaliśmy w przeszłości w Holandii. Teraz, gdy jesteśmy w Krakowie, też uwielbiam spędzać z nim czas. Poza tym Sarki również jest bardzo religijny, często o tym dyskutujemy. Staram się być dla niego jak brat, gdy potrzebuje porady.

Osman Chavez po zakończeniu kariery chciałby zostać pastorem i prowadzić rozgłośnię chrześcijańską. A Pan?
Mam pewne plany niezwiązane z futbolem. Wraz z żoną chcemy otworzyć sieć sierocińców i przytułków. Chcemy wyciągnąć rękę do dzieci pokrzywdzonych przez los. Marzy nam się, by pomagać takim instytucjom w różnych częściach świata. Nie martwię się o finansowanie takiego przedsięwzięcia, bo status piłkarza otwiera na świecie wiele drzwi.

Możesz wiedzieć więcej!Kliknij, zarejestruj się i korzystaj już dziś!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie