Piękne dorożki woziły chrzanowian

Magdalena Balicka
Udostępnij:
Przed wojną chrzanowskie osiedle Kąty słynęło z dorożek. Jeżdżono nimi nie tylko do ślubów. Mieszkańcy marzą, by dorożki powróciły do miasta, a wraz z nimi czar dawnych czasów.

Wiesław Bochenek z Chrzanowa jest synem jednego z ostatnich dorożkarzy, którzy wozili mieszkańców po mieście. Niewielu dziś pamięta, że ten pojazd był jednym z głównych środków transportu zamożniejszych mieszkańców Chrzanowa do końca lat 60. ubiegłego wieku.

- Do dziś trzymam pamiątki po tacie. Lampę i koło od dorożki - wzrusza się Wiesław Bochenek. Jego ojciec pracował jako woźnica. Z żoną Marią i czterema synami mieli też gospodarstwo rolne. - Hodowaliśmy bydło, drób, a przede wszystkim konie. Była też ziemia pod warzywa, ziemniaki, zboże i owies, którego tata potrzebował dla swoich koni - opowiada mężczyzna.
W gospodarstwie pracy było bardzo dużo. A czas z lejcami w rękach też był męczący, jednak jego ojciec jazdę dorożką z numerem bocznym 5 traktował jak swoją pasję. - Była piękna, zadbana, a z tyłu miała duże koła. Z przodu mniejsze, nad którymi były zamocowane błotniki, by nie chlapały pasażerów - wspomina pan Wiesław. Pamięta też dach składany ze skóry, który chronił przed deszczem. W dorożce jego taty mieściło się sześć osób. - Posiadała hamulce, których się używało, kręcąc korbką - opowiada z uśmiechem.

Kilkadziesiąt lat temu dorożki w niedzielę parkowały najczęściej pod kościołem i w okolicach Rynku. Tak przyjechać na nabożeństwo to był szyk.
- W tamtym czasie dorożką były obsługiwane głównie uroczystości: wesela, chrzciny i inne wyjazdy - wtrąca Roman Madejski, przewodniczący os. Kąty w Chrzanowie, który od kilku lat odgrzebuje stare fotografie swych sąsiadów i spisuje ich wspomnienia. Te o dorożkach zrobiły na nim szczególne wrażenie. Dzięki uprzejmości i pamiątkom od pana Wiesława wraz z pracownikami chrzanowskiego muzeum stworzył wystawę na ten temat. - Piękne czasy dorożek zakończyły się wraz z nadejściem motoryzacji - zaznacza Madejski.

Dorożka Edwarda Bochenka była przechowywana w wozowni, która w latach 70. uległa spaleniu. - Ojciec bardzo to przeżył i chciał ją odremontować, ale na to niestety nie starczyło już czasu i zdrowia. Zmarł w 1980 roku - wyznaje ze smutkiem pan Wiesław. Na Kątach żyje jeszcze dużo osób, które były powożone dorożką jego taty. - Ten pożar w wozowni pana Edwarda i spalenie się dorożki z numerem 5 był wielką stratą - komentuje Roman Madejski. Z pożaru udało się uratować lampy oświetleniowe. W jednej z nich - mimo ognia zachowała się nawet świeca i drewniane koło zapasowe.
W Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chrzanowie odbyła się ostatnio specjalna sesja zdjęciowa, na której uratowane części dorożki zostały sfotografowane.- Marzy nam się, by dorożki z końmi powróciły do Chrzanowa. Tak jak w Krakowie mogłyby wozić turystów, służyć parom młodym - zamyśla się Roman Madejski. Ma nadzieję, że znajdzie się jakiś sponsor, który zainwestuje w wozy i przywróci tradycję do miasta. Na razie zaprasza wszystkich do biblioteki. Oprócz kolekcji pamiątek dotyczących dorożek z os. Kąty jest tam sporo wspomnień i historycznych zdjęć.- Każdy, kto znajdzie na swym strychu podobne pamiątki, może się nimi podzielić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie