Psycholog: Stoch wytrenował w sobie mentalność zwycięzcy

    Psycholog: Stoch wytrenował w sobie mentalność zwycięzcy

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Czytaj też: Puchar Świata w skokach. Stoch piąty


    - Kiedy Adam Małysz zaczął wygrywać w Pucharze Świata, za jednego z ojców sukcesów uznano psychologa Jana Blecharza, z którym skoczek współpracował. Teraz Kamil zaczyna nawiązywać do osiągnięć Adama, a o Panu cicho. Tymczasem trudno oprzeć się wrażeniu, że bez Pana pomocy byłoby mu o wiele trudniej o zwycięstwa.

    - Nie wnikam w to, jak dużo się o mnie piszę, bo nie jest moim celem ani zadaniem bycie na świeczniku. Poza tym postawienie sprawy w ten sposób, że jedna osoba mogła mieć wpływ na sukcesy Kamila, byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem. Pracuje na to cały zespół ludzi, który wokół siebie zbudował trener Łukasz Kruczek i to głównie jemu trzeba oddać, co cesarskie. Ja się cieszę, że jestem w tej ekipie i że system naszej pracy się sprawdza.

    - O Kamilu długo jednak mówiło się, że wszystko ma; talent, zapał, umiejętności, a brakuje mu tylko mocnej psychiki. Może więc to właśnie trening mentalny był kropką nad "i"?
    - Wszystko na siebie wzajemnie wpływa. Hubert Wagner, który nie był wielkim entuzjastą pracy z psychologiem, twierdził, że zawodnik dobrze wytrenowany jest też pewny siebie, a jeśli zawodzi, to coś nie tak jest z jego formą sportową. Według mnie jest to myślenie zbyt schematyczne i nieoddające całej prawdy, ale na pewno bazą mojej pracy jest to, żeby zawodnik był odpowiednio przygotowany na wszystkich innych frontach. Technicznie, fizycznie, taktycznie. Tłumacząc to prosto, ja pracuję nad tym, żeby zawodnik miał wiarę, że to wszystko zadziała, kiedy trzeba. Nie mnie publicznie oceniać, czy w przypadku Kamila to było brakujące ogniwo, ale mogę powiedzieć, że mamy skłonność do upraszczania rzeczywistości. Psycholog zawalił medal, psycholog "zbawcą"? To nie tak. Na sukces musi się zgrać wiele elementów, a i tak największy wkład ma zawodnik. Na niego pracuje sztab ludzi, ale to on musi przetworzyć ich wsparcie na wyniki.

    - Kamil ma jeszcze duże rezerwy?
    - Na pewno nie jest tak, że znajdujemy się już w końcowym okresie zbierania profitów. I pewne potknięcia będą się jeszcze zdarzać. Nastawienie jest takie, że to jeszcze nie jest optimum. Sam Kamil zdaje sobie sprawę z wagi treningu mentalnego, ale ponieważ on tę pracę zaczął później niż trening sportowy, to też na te efekty trzeba było trochę poczekać.

    - Skoki narciarskie to dyscyplina, w której zdarza się, że zawodnik traci formę z wtorku na środę. Psycholog ma chyba spore pole do popisu?
    - Popatrzmy na Kamila. Bywały lata, że forma nagle znikała u niego na tygodnie, jeśli nie miesiące. Czasem zdarzało się to - paradoksalnie - po dobrych konkursach, nie tylko po porażkach. W tym jest rola sztabu szkoleniowego, żeby takie sytuacje rozbierać na czynniki pierwsze, zdiagnozować ich przyczyny i przeciwdziałać im na przyszłość. Z Kamilem się udało, nie ma już takich wahań. Teraz czas na pozostałych kadrowiczów. Mają już przebłyski, ale pewne mechanizmy nie są jeszcze u nich tak wykształcone, żeby utrzymać się na stałym, wysokim poziomie.

    - Kamil od lat musiał mierzyć się z określeniem "następca Adama Małysza". To było jak stygmat. Mocno to przeżywał?
    - Nie chcę wnikać w to, co czuł, bo to musi pozostać między nami. Kiedy jednak mierzysz się z taką legendą jak Adam, trzeba to właściwie rozegrać, bo to jest taki miecz obosieczny. Z jednej strony, jeśli niewłaściwie się z tym zmierzysz, możesz sobie zaszkodzić. Z drugiej, jeśli podejdziesz to tego w sposób rozwojowy, ustawisz odpowiednio swój sposób myślenia, to możesz to wykorzystać.

    - Stochowi to chyba się udało.
    - On był jednak do tego przygotowywany. Gdyby chciał gonić legendę, gdyby nie wiedział, co dla niego jest ważne, na czym ma się koncentrować, to ta sytuacja mogłaby go przygnieść. Tym bardziej że skoki to sport ulotny, techniczny, poskładany z drobiazgów. Spokojna i chłodna głowa bardzo się przydaje.

    - Bo pozwala kontrolować emocje, kiedy siedzi się na belce startowej?
    - To, co dzieje się u góry, to jest pochodna tego, co zrobi się wcześniej. Ja uważam, że zawody wygrywa się przed zawodami. Przecież my już w maju i czerwcu przygotowujemy zawodników na to, co będzie się dziać w zimie. To jest tak jak w lotnictwie, gdzie piloci do znudzenia uczą się jak działać w sytuacjach kryzysowych, by w chwili awarii działać sprawnie i w pewnym sensie automatycznie. Budujemy sobie w głowie program działania w określonych sytuacjach. Sportowiec może powiedzieć sobie tak: wiem, że w stosunku do mnie są wysokie oczekiwania, liczą na mnie kibice, sponsorzy, ale ja wiem, co dla mnie jest ważne, co i jak muszę zrobić, mam swoje zadanie. W momencie rywalizacji sportowej nasze ciało sięga do tego, co ma zapisane w głowie i mięśniach.

    - Jak się to wypracowuje? Kamil kiedyś opowiadał, że bardzo pomaga mu tzw. biofeedback.
    - Biofeedback to jedna z technik pomocniczych, urządzenie, które daje nam informację zwrotną na temat pobudzenia naszego organizmu. Uczy nas m.in. jak wejść w odpowiednią koncentrację czy rozluźnienie. Jednak najważniejsze w tym jest zbudowanie swojej filozofii - tego, co jest dla zawodnika ważne, zarówno w sporcie, jak i w codziennym życiu. Jest to pewnego rodzaju system, w ramach którego możemy wykorzystać konkretne metody treningu mentalnego. Bez systemu poszczególne metody są tylko plątaniną pomysłów. A jeśli mówimy już o konkretnych technikach, to bardzo przydany w pracy z zawodnikiem jest trening wyobrażeniowy. Stanowi sposób na budowanie swojej wizji, pomysłu na siebie w kontekście przyszłości. Bardzo plastycznie opisał go kiedyś Robert Korzeniowski. Opowiadał, że podczas igrzysk w Sydney przeszedł przed startem trasę z kamerą, a następnie wiele razy ją oglądał, analizował, wyobrażał sobie, gdzie zaatakuje itp. Zdobył złoto. Potem mówił, że same zawody przebiegły tak, jakby wcisnął na odtwarzaczu przycisk "play".

    - Kamil często powtarza dwa zdania: "Koncentruję się na określonym zadaniu" oraz "chcę, żeby skoki sprawiały mi radość". Te zaklęcia dziennikarze zawdzięczają Panu?
    - Nie wiem, czy akurat mnie, ale każdy zawodnik szuka dla siebie klucza, czegoś, co go wprowadza na dobre tory. Myślenie o wyniku, kalkulacja, ile muszę skoczyć, co zyskam, co stracę, przeważnie odbiera radość.

    - Kamil sprawia wrażenie osoby, która potrafi okiełznać emocje. Nie pokazuje wielkiej euforii po zwycięstwach ani wielkiej rozpaczy po porażkach.
    - W psychologii sportu nie chodzi o to, żeby emocjonalnie stępić zawodnika. Radość musi być duża. Zresztą proszę zwrócić uwagę, że po drugim skoku w Predazzo Kamil cieszył się niesamowicie. To była radość ze skoku, nie z wyniku, bo przecież jeszcze nie wiedział, że wygrał. Szkopuł w tym, że jeśli zawodnik chce dobrze wypaść, musi zaakceptować również fakt, że może ponieść porażkę. Często są sportowcy, którzy nie chcą się zgodzić z tym faktem i między innymi dlatego po porażkach przeżywają potężne frustracje. To nie jest dobre. Zamiast rozpamiętywać klęskę, trzeba szybko zaplanować, co zrobić, żeby było lepiej.

    - Ambicja jest wrogiem sportowców?
    - Jest taki dowcip, że spotyka się dwóch zawodników. - Co u ciebie - pyta jeden. - Niedobrze, nic mi nie wychodzi - mówi drugi. - To idź do psychologa, ja byłem, pomogło mi - słyszy radę. Po kilku miesiącach spotykają się znowu. - I jak tam. Wygrywasz? - Nie wygrywam - odpowiada - ale jestem już z tego dumny.
    Tak naprawdę jednak, zawodnik musi mieć ambicje. Nie chodzi przecież o to, żeby było mu obojętne, czy jest pierwszy czy siódmy, czy ostatni. Chodzi o to, żeby akceptował swoją drogę dojścia do celu. Czasem jest zakręt, czasem górka. Każdy chce zwyciężać, ale łatwiej ma ten, który akceptuje to, co się przydarza i spokojnie na sukces czeka.

    - Istnieje coś takiego jak mentalność zwycięzcy?
    - Myślę, że nie można powiedzieć, że ktoś się z tym rodzi, czy ma to we krwi, ale można to do krwi wpuścić. Proszę zauważyć, co dzieje się z Kamilem. Kiedyś mówiono o nim, że nie daje sobie rady z presją, oczekiwaniami, a teraz powtarzana jest opinia, że jest silny psychicznie. Choćby na jego przykładzie widać więc, że mentalność zwycięzcy można w sobie wyrobić.

    Rozmawiał Przemysław Franczak

    Wybieramy Ludzi Roku 2011. [b]Która stacja narciarska w Małopolsce jest najlepsza? Zdecyduj i weź udział w plebiscycie

    Ferie zimowe 2012. Zobacz, jak możesz je spędzić w Krakowie!

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Prośba

    Kibic (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 83 / 72

    Może Panu uda sie wytłumaczyć niejakiemu A. Tajnerowi - ogromnie zajętemu swoją rodziną, że mistrzyni J. Kowalczyk bez masażysty daleko nie zajedzie. Oszczędności i sknerstwo też mają jakąś...rozwiń całość

    Może Panu uda sie wytłumaczyć niejakiemu A. Tajnerowi - ogromnie zajętemu swoją rodziną, że mistrzyni J. Kowalczyk bez masażysty daleko nie zajedzie. Oszczędności i sknerstwo też mają jakąś granicę. A panuje opinia, ze kiedyś niejaki Tajner był w miarę rozumnym człowiekiem. Jak to się ludzie zmieniają. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    tytuł-srytuł

    podpis-srodpis (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 75 / 90

    psycholog wytrenował w sobie mentalność idioty.

    No cóż, jak to psycholog....

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo