Rudolf Rohaczek: Gdy dochowamy się zdolnej młodzieży, będę pierwszy, który powie o limitach

Jacek Żukowski
Rudolf Rohaczek (trener Comarch Cracovii) Anna Kaczmarz
Trener Comarch Cracovii Rudolf Rohaczek wywalczył z zespołem srebrny medal w mistrzostwach Polski. Już czwarty, odkąd jest trenerem "Pasów". W dorobku ma tez siedem złotych krążków. A przypomnijmy, że w minionym sezonie zespół przystępował do fazy play-off z 6. pozycji. Podsumowuje miniony sezon, mówi tez o otwartej lidze, szkoleniu młodzieży i reprezentacji Polski.

Jak pan przyjął srebrny medal?

Trener jest w stu procentach zadowolony, gdy ostatni mecz sezonu jest wygrany. Niestety, to się nie udało, ale z drugiej strony zrobiliśmy olbrzymią pracę z drużyną, by w ogóle dotrzeć do finału. Myślę, że mało kto wierzył, że wygramy z Toruniem, który grał dobry, kombinacyjny hokej, a tym bardziej, że pokonamy Tychy. Eksperci, byli kadrowicze na portalu hokej.net typowali, że nie mamy szans. Zagraliśmy bardzo dobrze, a niektóre mecze fenomenalnie. A finał? Przegraliśmy 1:4, ale oprócz pierwszego meczu nawiązaliśmy wyrównaną walkę. Duży wpływ na wynik miał fakt, że nasz bramkarz Dienis Pieriewozczikow pojechał do Rosji na pogrzeb swojego taty. Nie chcę się usprawiedliwiać. Detale decydowały, że przegraliśmy. Gdy narasta zmęczenie, błędy się zdarzają. Popełniliśmy ich więcej, dlatego finał przegraliśmy, ale to i tak jest wielki sukces.

Gdy rozmawialiśmy przed Świętami Bożego Narodzenia stwierdził pan, że fajnie byłoby powalczyć o mistrzostwo Polski. Uznałem to za urzędowy optymizm. Kiedy uwierzył pan, że jest szansa na medal?

Największy problem był w tym, że dany zawodnik przyjeżdża, a my nie wiemy, jak on pracował w poprzednim klubie. Wiemy, jaka była sytuacja z covidem, były kwarantanny, zawodnicy nie trenowali. Był zróżnicowany poziom zawodników i trzeba było zrobić tak, by to zaskoczyło. W pierwszych dwóch rundach play-off było wszystko OK pod względem fizycznym i taktycznym. Już pod koniec sezonu regularnego w meczach z Unią i Jastrzębiem graliśmy dobrze i pomyślałem, że można będzie coś osiągnąć.

Mieliście mało czasu na zgranie, ale gdyby pan miał wszystkich zawodników np. miesiąc wcześniej, to myśli pan, że była szansa zdobyć złoto?

Nie chcę gdybać… Idealnie jest mieć zespół od początku rozgrywek. Tylko dobrzy zawodnicy, bez kondycji nie gwarantują sukcesu. Muszą „nogi chodzić”. Bez tego się nie zdobędzie żadnego medalu, to jest fundament. Są różne przeszkody.

Dlaczego nie można było stworzyć zespołu, który jest w obecnym kształcie w październiku, listopadzie?

Na początku mnóstwo naszych zawodników młodych grało w ekstraklasie – Dziurdzia, Bezwiński, Gosztyła, Musioł i inni. Mieli szansę grać. Występowali do końca listopada, mieli szansę, ale nie są w takiej dyspozycji, by konkurować z najlepszymi. To jeszcze nie ich czas. Dlaczego? Bo ligi juniorskie i młodzieżowa gra mało meczów. Gdyby grali 60 – 80 spotkań w sezonie, byliby gotowi do gry. Gdy zobaczyliśmy, że nie mamy szans, zaczęliśmy wzmacniać zespół. Nie każdy ma to szczęście, że ma klub 20 km o czeskiej granicy. Wszyscy mówią, że Jastrzębie stawia na młodzież, a nikt nie pisze, że 10 – 12 zawodników od żaka, niektórzy do juniora włącznie grali w czeskich ligach, w Karwinie, Witkowicach, mieli to szczęście, że fundament umiejętności budowali tam.

Miał pan liderów drużyny, których chciałby pan zostawić na przyszły sezon?

Nie chciałbym dzielić zespołu. Stworzył się team, bardzo dobry, który dobrze funkcjonował. W play-offach ciągnęła to pierwsza piątka: Sołowjow, Welsh, Kapica, Ignatowicz i Dudas, ale wszyscy dawali z siebie wszystko. Niektórym zawodnikom „nogi nie chodziły” i wtedy głowa nie myślała, ale wszyscy dali z siebie maksa.

Ten zespół przejdzie znów wielką przemianę, czy będziecie chcieli zostawić większość zawodników?

Zobaczymy, musimy to przeanalizować, muszę porozmawiać z właścicielem, jak to ma wyglądać. Teraz jeszcze za wcześnie o tym mówić.

Kto z młodych zawodników zrobił największy postęp?

Wszyscy powinni zrobić większe postępy. Najważniejsze jest to, że chcą grać. Tylko ciężkimi treningami, pracą, mogą dojść do formy. Dobre jest to, że nie tylko mówią, ale robią. Nikt nie zrezygnował, podejmą walkę. Wierzę, że w następnym sezonie będą lepsi o pięćdziesiąt procent.

Trener Robert Kalaber i Leszek Laszkiewicz, dyrektor JKH, wystąpili z propozycją, by już w kolejnym sezonie liga została zamknięta, by były limity dla obcokrajowców.

Ale dlaczego, komu przeszkadza stan obecny? Przecież JKH wygrał mistrzostwo, wygrali polscy zawodnicy. Mam fundamentalne pytanie – ilu w każdym klubie jest polskich zawodników, którzy są w stanie reprezentować wysoki poziom i grać? Niech każdy klub odpowie na to pytanie.

Właściwie już odpowiedział, każdy klub ściągał zagranicznych zawodników.

Tak. Limity były zawsze, a polska reprezentacja przez lata była zawsze o jeden wygrany mecz od awansu do elity. Tylko jednemu trenerowi udało się awansować, Wiktorowi Pyszowi. A potem cały czas dołowaliśmy, gdy ja byłem trenerem kadry, czy za Płachty walczyliśmy, potem Polska spadła do trzeciej dywizji. A cały czas były limity… Teraz jest liga otwarta. Mecz w fazie play-off to jest taka szkoła, bezcenna dla Polaków, bo grają z dobrymi zawodnikami. Jeśli wprowadzimy limity, to co to da? Wszystko zostanie uśrednione. Tak więc niech będzie liga open, ale też szkolenie młodzieży, by grała 60 – 80 meczów w sezonie. Tak jak Kapica, gdy był młody. I wyszedł z tego świetny zawodnik. Musimy wychowywać młodzież. Gdy zobaczę 15-latka, który się wyróżnia, zaproszę go na treningi pierwszej drużyny. A dzisiaj nie mam kogo podłączyć pod pierwszy zespół. A gdy to zrobię na siłę, to im wyrządzę krzywdę, a czy pomogę polskiej reprezentacji? Dlatego musimy zorganizować to na nowo. Gdy dochowamy się zdolnej młodzieży, to będę pierwszy, który powie o limitach. Ale teraz? Kto ma grać?

Limity mają się jednak pojawić od sezonu 2022/2023.

Trzeba się zastanowić, co dalej. Mam pomysły na to, ale ich nie ujawnię. Powtarzam, gdy będzie dużo młodych dobrych, róbmy limity, teraz nie ma to sensu.

Przed finałem była dyskusja, która droga do sukcesu jest lepsza – czy stawianie na Polaków, jak Jastrzębie, czy na zagranicznych zawodników – jak wy. Zwolennicy tej pierwszej teorii dostali do ręki argument, bo JKH wygrał.

To, że JKH miał zespół od początku sezonu mogło mieć wpływ na to, że wygrało. A powtarzam – fundament szkolenia tych zawodników miał miejsce w czeskich ligach, dlatego są tak dobrzy.

Finałowa rywalizacja miała swój podtekst. Dyrektorem JKH jest Leszek Laszkiewicz. Czy to najlepszy hokeista jakiego pan trenował?
Powiem tak, ostatnio był plebiscyt na najlepszego hokeistę 115-lecia Cracovii. Kibice wybrali go na najlepszego zawodnika. 115 lat to kawał czasu. Era powojenna to inny hokej, ciężko go porównywać z dzisiejszym. Potem była era, gdy grał Roman Steblecki. Klub był biedny, a on był dwukrotnie królem strzelców ligi, grał na igrzyskach olimpijskich, MŚ elity. A Cracovia nie grała wtedy o wysokie cele. To robi wrażenie. Wreszcie ostatnia epoka, nasze mistrzostwa Polski od w 2006 r. Leszek też był królem strzelców. Mistrzostw nazbierało się siedem. Szanuję wybór kibiców, ale powiem tak. Leszek był bardzo dobrym zawodnikiem, ale w bramce stał Rafał Radziszewski. Gdyby nie on, to byśmy nie wygrali ani jednego mistrzostwa. To nie było 50 procent, a 80 procent zespołu. Bez Leszka Laszkiewicza możliwe, że mielibyśmy o jedno mistrzostwo mniej. Oceniam pracę Rafała dla zespołu o wiele wyżej. Był też wyżej doceniany w premiach.

Wróćmy jednak do pytania – czy Leszek Laszkiewicz to najlepszy hokeista jakiego pan trenował?

Przez tyle lat przewinęło się mnóstwo zawodników. To była wyraźna postać. Jeśli chodzi o napastników, to był liderem. Ale cenię Radziszewskiego, powtarzam, jemy przyznałbym tytuł hokeisty 115-lecia.

Zabolały pana słowa Laszkiewicza, cytowane przez hokej.net: - Rzeczywiście znam trenera Rohaczka i sądzę, że… żadnej konstrukcji tam nie widać. Szkoleniowiec Cracovii dzięki prof. Filipiakowi ma takie możliwości, o jakich inni trenerzy w Polsce nie mogą nawet pomarzyć. Czy Rohaczek przyłożył rękę do awansu drużyny do finału? Śmiem wątpić?

Nie komentuję takich głupot, to urojenia. Jestem w Polsce ponad 20 lat. Zdobywałem medale z młodymi zawodnikami w Krynicy, w Polonii Bytom, Tychach. W Cracovii nie mieliśmy nigdy lepszego zespołu niż Tychy, one zawsze miały lepszą drużynę, a jednak wygrywaliśmy. Każdy rozsądny człowiek niech popatrzy na moje CV. Dodam, że w 2019 r. wygraliśmy z JKH w ćwierćfinale, trener Kalaber pogratulował, jego asystent też, a Leszek Laszkiewicz nie. Trzeba umieć wygrywać i przygrywać.

Wróćmy do spraw szkoleniowych. Ile meczów grają teraz juniorzy, młodzieżowcy?

Juniorska liga gra 18 meczów, junior młodszy 12, potem baraże, młodzieżowcy 22, potem ale to są mecze o nic. Kończy się sezon w styczniu, z kolei juniorzy grają turniej o mistrzostwo. A powinny być play-offy. Gramy zdecydowanie za mało. Skoro nie dostaję materiału, to co można zrobić. Nie mogę uczyć zawodnika 17-, 18-letniego jazdy na łyżwach. Tego ma nauczyć ktoś inny, ja mam to tylko rozwinąć. Jeśli zostanie taki sam system, jak teraz, to nic się nie zmieni.

Wy jako wicemistrz Polski zagracie w Pucharze Kontynentalnym. Musicie się przygotować do tego.

Jestem pesymistą co do pucharów, ze względu na covid. Obym się mylił. Wiadomo, że przygotowania tak czy inaczej będą, myślę, że pod koniec maja, z początkiem czerwca ruszymy. Idealnie byłoby mieć zespół choćby w 80 procentach.

To był specyficzny sezon, rozgrywany bez kibiców. Coś pana szczególnie zaskoczyło na plus, na minus?

Pozytywne było to, że udało się rozegrać sezon. Była jedna negatywna rzecz – zawodnicy trenują, trenerzy podnoszą swe kwalifikacje. Nieodłączną grupą tej ligi są sędziowie. Tak jak my się szkolimy, tak samo arbitrzy powinni być odpowiedzialni. Powinni być oceniani po każdej kolejce i żeby to było jawne. Nie może iść liga do przodu, a sędziowie stać w miejscu. Było mnóstwo nie odgwizdanych fauli w tym sezonie. Potrzebna jest duża praca.

Przepis o konieczność gry młodzieżowców nie jest trochę martwy?

Jeśli będą dobrzy młodzi zawodnicy, to będą grać, nie potrzebny jest im do tego przepis. A jak zawodnik wskakuje na jedną czy dwie zmiany, to mija się z celem.

W sierpniu reprezentację czekają kwalifikacje olimpijskie ze Słowacją, Białorusią, Austrią. Myśli pan, że jest jakakolwiek szansa na awans, czy to myślenie utopijne?

Szansa jest zawsze, bo to jest sport. Jest większa niż kiedykolwiek, bo jest zamieszanie z covidem. Mocne zespoły mogą mieć problem. Nie wiadomo co będzie za miesiąc, dwa. Jeżeli nie przyjechaliby zawodnicy z NHL to szansa się zwiększa. Drużyna musi trenować latem, by się przygotować pod względem fizycznym.

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie