Sądowy finał korupcji w krakowskim Szpitalu Rydygiera

Artur Drożdżak
Oskarżony dr Andrzej Z. w drodze na salę rozpraw
Oskarżony dr Andrzej Z. w drodze na salę rozpraw Andrzej Banaś
Skazaniem w ciągu jednego dnia zakończył się proces oskarżonego o przyjmowanie łapówek Andrzeja Z., byłego zastępcy dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera w Krakowie i jednocześnie byłego ordynatora oddziału hematologii.

Sąd Rejonowy dla Krakowa Nowej Huty wymierzył lekarzowi karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu na cztery lata, 15 tys. zł grzywny, nakazał zwrot całej kwoty - 32 300 zł - łapówek oraz zakazał mu przez trzy lata pełnienia funkcji ordynatora i stanowisk kierowniczych w publicznej służbie zdrowie.
- Przyznaje się pan do winy? - pytała sędzia Ilona Slavev.

Oskarżony bardzo długo się zastanawiał, wymownie spojrzał na prokuratora i widać było, z jak wielkim trudem przychodzi mu wypowiedzenie słowa: "tak". Obrońca Andrzej Patela wnosił o wyłączenie jawności rozprawy ze względu na ważny interes prywatny i możliwość ujawnienia danych pacjentów szpitala, którzy wręczali łapówki. Prokurator oponował i podkreślał, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, a sprawa budzi szerokie zainteresowanie społecznym, gdyż dotyczy osoby publicznej.

Sąd zgodził się z tym stanowiskiem. I gdy wydawało się, że proces będzie króciutki, bo już wcześniej oskarżony uzgodnił karę z prokuraturą, nagle okazało się, że mimo takiego porozumienia sąd ma inne zdanie w sprawie zakazu pełnienia funkcji kierowniczych przez Andrzeja Z.

- Ten zakaz nie może być roczny, ale ma obejmować trzy lata - zdecydowała sędzia Slavev. Adwokat protestował. Podkreślał wybitne kwalifikacje Andrzeja Z., który jest doceniany w kraju i za granicą. - Tak długotrwałe pozbawienie funkcji oskarżonego odbije się na pacjentach - ostrzegał. I porównywał tę sytuację ze sprawą słynnego kardiochirurga Mirosława G., zatrzymanego przez agentów CBA za przyjmowanie łapówek. - Konsekwencją tamtej sprawy był spadek liczby transplantacji, tu też oddział hematologii jest w rozsypce - zauważył. Sąd jednak zdania nie zmienił. Ostatecznie, po konsultacjach, Andrzej Z. zgodził się na nowy warunek ugody.

W mowie oskarżycielskiej prokurator Marcin Lichosik podkreślał odwagę Elżbiety N., córki jednej z pacjentek. - To dzięki obywatelskiej postawie tej kobiety rozpoczęto sprawę i ujawniono trwający od lat proceder - mówił w sali rozpraw. W konsekwencji ówczesny ordynator Andrzej Z. został zatrzymany we wrześniu 2008 r. Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego i znaleźli u niego w portfelu 300 zł, które przyjął od kobiety. Postawiono mu zarzuty i wypuszczono po wpłaceniu 40 tys. zł kaucji. Lekarz nie przyznawał się do winy.

Po nagłośnieniu sprawy ustalono kolejne osoby, które wręczyły lekarzowi łapówki. To zaowocowało dziesięcioma nowymi zarzutami. Okazało się, że Andrzej Z. już od 2000 r. do momentu zatrzymania przyjmował łapówki, największą w wysokości 12 tys. zł. W sumie zainkasował 32 300 zł.

Adwokat Andrzej Patela odpierał zarzuty. Twierdził, iż większość przesłuchanych świadków zeznała, że lekarz nie żądał od nich pieniędzy. - Nikt tych ludzi nie pytał, jak byli leczeni. Sposób pracy CBA w tej sprawie budzi mój sprzeciw. Agenci CBA działali po omacku, a zatrzymanie mojego klienta odbyło się po przeprowadzonej prowokacji przez podstawioną osobę - podkreślał adwokat.

Prokurator odpierał zarzuty. - Nie było prowokacji, ale obywatelska postawa jednej osoby, potem sami zgłosili się inni pokrzywdzeni - argumentował.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie