Wracając na moment do sobotniego meczu z GKS, ten rozpoczął się dla Sandecji najgorzej jak tylko mógł. Goście już w 5. minucie spotkania wpakowali bowiem piłkę do siatki za sprawą Bednarskiego, który umieścił ją u celu z bliskiej odległości. Kilka minut później było… 0:2. Ali, Ukrainiec jemeńskiego pochodzenia, otrzymał piłkę na wolne pole i popisując się dobrą techniką posłał ją nad golkiperem. Za moment piłka... znów zatrzepotała w siatce sądeczan, ale tym razem arbiter dopatrzył się pozycji spalonej. Na domiar złego w 75. minucie Denis Potoma opuścił murawę po drugiej żółtej kartce. Pięć minut później kontaktowego gola zaliczył Wilczyński, ale na niewiele się to zdało. Na cztery minuty przed końcem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego celną główką popisał się Portugalczyk Guilherme.
- Gratuluję drużynie gości zwycięstwa w bardzo ważnym meczu. Rozpoczął się on praktycznie od 0:2 w 11. minucie i od tego czasu robił się sam. Dwie bramki, które straciliśmy w pierwszych fragmentach, miały ogromny wpływ na przebieg dalszej części spotkania. Gdybym na gorąco miał doszukiwać się przyczyny porażki to w pierwszej kolejności musiałbym wymienić brak… nie wiem czego naprawdę - koncentracji, ustawienia. Ciężko mi znaleźć wytłumaczenie. Przegraliśmy ważną bitwę, ale mamy jeszcze kilkanaście kolejnych. Nie szukajmy swojego miejsca w tabeli, ale podchodźmy do każdej bitwy skonsolidowani – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej trener Robert Kasperczyk.
Kilka dni później jego piłkarze zmierzyli się z ekipą, z którą jesienią zremisowali 1:1 po golu Masa w 89. minucie rywalizacji. Przed starciem z Sandecją zespół z Pomorza zajmował bardzo dobre piąte miejsce mając za sobą tegoroczne wyjazdowe 1:2 z Polonią Bytom i domowe 1:1 z Olimpią Elbląg.
We wtorkowym starciu z pewnością nie brakowało dramaturgii. Goście wyszli na prowadzenie w 55. minucie po celnej główce Dejewskiego. Sądeczanie długo bili głową w przysłowiowy mur, ale wreszcie w 76. minucie do wyrównania uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego doprowadził Gołębiowski. Gdy już wydawało się, że ekipa Kasperczyka znów wywalczy tylko punkcik nadeszła 94. minuta. To właśnie wtedy czujny Rutkowski wpakował futbolówkę do siatki! Sandecja zwyciężyła rzutem na taśmę, choć chwilę później, już właściwie tuż przed gwizdkiem kończącym mecz, znów musiał wykazać się Polacek ratując kolegów świetną interwencją. Dla sądeczan walczących o ligowy byt była to piąta wygrana w bieżącej kampanii.
Kolejna bitwa
Czasu na odpoczynek nowosądecki drugoligowiec nie ma zbyt wiele. Już w najbliższą sobotę 9 marca o godz. 12 drużyna Roberta Kasperczyka podejmie w Niepołomicach Pogoń Siedlce. Trzeci zespół drugoligowych zmagań będzie oczywiście bardzo wymagającym przeciwnikiem, ale, podobnie jak Radunia, do pokonania. Drużyna z województwa mazowieckiego prowadzona przez trenera Marka Brzozowskiego w tym roku nie ustrzegła się wpadek - została rozbita przez KKS 1925 w Kaliszu aż 1:5, a na własnym terenie jedynie zremisowała 1:1 z Hutnikiem Kraków. Co ciekawe w meczu przeciwko kaliszanom to Pogoń jako pierwsza strzeliła gola – w 21. minucie za sprawą Szuprytowskiego. Później jednak gole zdobywali już jedynie rywale tylko do przerwy trzykrotnie pokonując bramkarza z Siedlec.
Dotąd w gości Pogoń wygrywała pięciokrotnie oraz trzy razy remisowała i cztery razy przegrywała (bilans bramkowy wynosi 18:17). W sierpniu ub. roku w starciu Pogoni z Sandecją pewną wygraną odnieśli gospodarze wygrywając 3:0 po trafieniach Misiaka, Demianiuka i Misia. Jak będzie w sobotę?
Piłkarskie Orły. Kwietniewski: w zespole jest pozytywna energia! Najlepszy strzelec Sandecji z wyróżnieniem

