Luksusowy pensjonat nad Jeziorem Rożnowskim wyraźnie odznacza się na tle okolicznych domów. Wejście do budynku ocienia pergola opleciona winoroślą. Przed ośrodkiem powiewa austriacka flaga. - Właściciel jest Austriakiem - wyjaśnia starszy mężczyzna, który przedstawił się jako pracownik "Farmy Zdrowia".
Kontrowersyjnego zapisu na internetowej stronie nie komentuje. Po opinię odsyła do rzecznika prasowego. Gdy podajemy w wątpliwość istnienie rzecznika, wspomina o właścicielu, który prowadzi kancelarię prawną w Austrii. - Jest nieosiągalny - od razu zastrzega. - Sam mam z nim sporadyczny kontakt.
Mężczyzna chętnie pokazuje schludnie urządzone pokoje. Twierdzi, że ośrodek dysponuje pięcioma hektarami ziemi, hoduje krowy, owce i kozy, żeby serwować gościom zdrową kuchnię. Od okolicznych mieszkańców dowiadujemy się jednak, że działka, na której stoi Farma, nie ma nawet 40 arów. Żeby się tam dostać, trzeba przejechać przez gospodarstwo sołtysa Andrzeja Prusaka. Od jego rodziny 20 lat temu właściciel dokupił kilka arów. Sołtys stanowczo wyklucza wypowiedzi na temat sąsiada.
Tymczasem okoliczni mieszkańcy twierdzą, że właścicielem pensjonatu jest właśnie ten mężczyzna, który oprowadzał nas po "Farmie". Dodają, że sprowadził się do Znamirowic z Kalwarii Zebrzydowskiej. - Grzeczny, nie sprawia problemów - przekonują.
Mieszkający niedaleko ośrodka zastępca wójta Łososiny Dolnej Adam Wolak o kontrowersyjnym wpisie dowiedział się od "Krakowskiej". Tak samo mówi gminny radny ze Znamirowic Andrzej Sarata. - Mieszkam niedaleko, ale nie mam kontaktów z właścicielami "Farmy Zdrowia" - podkreśla. - Jeśli dyskryminują klientów, to z pewnością postępują niewłaściwie.
Komendant miejski policji w Nowym Sączu insp. Henryk Koział twierdzi, że za taką selekcję gości można by właściciela ukarać, gdyby zgłosiła się poszkodowana w ten sposób osoba. Wtedy miałby zastosowanie przepis dotyczący braku obsługi klienta ze względu na przynależność narodową. Grozi za to do trzech lat więzienia.
Postępowanie wyjaśniające prowadzi już krakowska delegatura Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To reakcja na doniesienie rzecznika praw obywatelskich. Zastępca dyrektora delegatury UOKiK Marek Szarzyński zaznacza, że na razie nie można stwierdzić, iż ośrodek złamał przepisy. Gdyby jednak potwierdzono, że naruszono zbiorowe interesy konsumentów, to UOKiK może nałożyć na właścicieli karę w wysokości do 10 proc. rocznego przychodu z działalności ośrodka.
"Nie obsługujemy gości z USA oraz Izraela" Przeczytaj!
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!