Skazani na śmierć: Historia Bogusława Olejnika, który siał strach w Krakowie

Artur DrożdżakZaktualizowano 
Bogusław Olejnik w piwnicy kamienicy przy ul. Senackiej 11. Tam odkopano ludzkie zwłoki
Bogusław Olejnik w piwnicy kamienicy przy ul. Senackiej 11. Tam odkopano ludzkie zwłoki archiwum
Bogusław Olejnik, niski, 27-letni blondyn o falujących włosach, i o rok młodszy Tadeusz W., szczupły, wysoki szatyn, odpowiadali przed krakowskim sądem za trzy zabójstwa. Ich proces w lutym 1963 r. cały kraj śledził z uwagą.

Sprawa zaczęła się pięć lat wcześniej, 9 grudnia 1958 r. Tamtego dnia w kamienicy przy placu Na Groblach w centrum Krakowa ojciec i syn zastali zamknięte drzwi do mieszkania na parterze. Weszli przez okno i znaleźli żonę i matkę z głową w drewnianym pojemniku wypełnionym wodą. Wezwali milicję. Potem okazało się, że z mieszkania zniknęły dwa zegarki: Doxa i Delbana oraz trzy tys. zł gotówki. Brakowało też kluczy do mieszkania, którymi zabójca zamknął za sobą drzwi.

Czytaj też: Sylweriusz Zdanowicz, zabójca milicjantów

Zgon 40-letniej Barbary P. nastąpił między godz. 11 a 13. Otrzymała trzy ciosy w głowę, ktoś zacisnął jej też szal wokół szyi, dusił. Sąsiadka powiedziała milicji, że koło południa słyszała głuche uderzenia, ale zdawało jej się, że Barbara P. przygotowuje i ubija mięso na obiad. Potem była cisza.

Ustalono, że Barbara P. wpuszczała do mieszkania tylko dobrze znane jej osoby. Sprawca musiał być dobrze zorientowany, gdzie mogą być zegarki i pieniądze. To nie był początkujący przestępca - śledczy byli zgodni. Motyw rabunkowy? Na to wyglądało.
Podejrzenie padło na Bogusława Olejnika, w tamtym czasie kierowcę w Krakowskim Przedsiębiorstwie Robót Drogowych, częstego gościa u państwa P. Nie miał alibi. W pracy był widziany między godz. 7 i 10 oraz między 14 i 15. Jeden z kolegów zauważył, że Olejnik po południu jakby miał owsiki, nie usiedział w jednym miejscu, był czymś zdenerwowany. Zwierzył się znajomemu, że "na święta przydałyby się ze trzy tysiące".

Został zatrzymany następnego dnia w mieszkaniu kobiety, której mąż był właśnie w więzieniu. Pani dała alibi Olejnikowi, a wiele miesięcy później... została jego żoną. Jej zeznania doprowadziły do tego, że w grudniu 1958 r. Olejnik po 47 godzinach pobytu w areszcie został zwolniony.

Od razu poszedł do mieszkania rodziny P., która ciągle opłakiwała śmierć Barbary. Nie kryli podejrzeń wobec znajomego.
- To ty zamordowałeś naszą matkę - rzucił mu w twarz jeden z synów zabitej.

- To dlaczego mnie zwolnili z aresztu? Mam alibi, cały czas pracowałem - bronił się gość.
Po jego wyjściu w kuchennym kredensie znaleziono zaginione klucze do mieszkania. Nikt nie był w stanie tego wytłumaczyć, wcześniej ich tam nie było. Sprawę zbrodni umorzono, sprawcy nie wykryto.

Śmierć byłego milicjanta

Od grudnia 1958 r. matka kilkakrotnie próbowała się skontaktować z synem, 33-letnim Janem S., który mieszkał przy ul. Senackiej 11. Pukała, dzwoniła, bez efektu, więc zrezygnowała. 29 maja 1959 r. ponownie zjawiła się na Senackiej. Wtedy poczuła odór z mieszkania syna. Na jej prośbę wyważono obite blachą drzwi i znaleziono zwłoki. Leżały na łóżku, były przykryte płaszczem milicyjnym z dystynkcjami sierżanta. Matka rozpoznała syna. Obliczono, że został zabity między 24 a 25 października 1958 roku.
Był milicjantem, zwolniono go dyscyplinarnie dwa lata wcześniej, bo nadużywał alkoholu. Miał żonę, ale kobieta wyprowadziła się od niego po jednej z awantur. W mieszkaniu przy Senackiej Jan S. urządzał huczne libacje, podnajmował jeden pokój prostytutkom, które tam przyjmowały klientów.

Synem dozorczyni w kamienicy przy Senackiej był dobrze znany milicji Bogusław Olejnik.

Po jakimś czasie do mieszkania, w którym doszło do zbrodni, wprowadziła się wdowa po Janie S. Znalazła wtedy pasek, ale charakterystycznego płaszcza w jodełkę nie było. Założono, że zabrał go zabójca. Jeden ze świadków twierdził, że Olejnik oferował mu do sprzedaży taki płaszcz i chciał za niego 200 zł. Jednak bez płaszcza ten trop był tylko poszlaką.

Śledczy zaczęli coraz uważniej przyglądać się osobie Olejnika, cały czas pamiętali o nierozwiązanej zagadce zbrodni przy placu Na Groblach. Prowadzący śledztwo Andrzej Snopkowski po latach opisał w swojej książce "Trzy wyroki", jak ścigał Olejnika. Ustalił, że często przebywał on w towarzystwie Tadeusza W., mieszkańca ul. Grodzkiej. W sierpniu 1958 r. razem pobili mężczyznę w barze "Pod Smoczą Jamą", byli poszukiwani przez sąd, bo nie stawili się na rozprawie. Tadeusz W. wyjechał do Gdańska i tam został zatrzymany. Przewieziony na przesłuchanie do Krakowa nie krył, że Bogusława Olejnika znał od lat. Powiedział, że zamordowany Jan S., gdy jeszcze pracował w milicji, czuł się bezkarny i raz dotkliwie pobił Olejnika. On mu tego nigdy nie zapomniał. Czekał tylko na pretekst, by się odegrać. Z czasem Jan S. stracił posadę w MO, stoczył się, a Olejnik go odwiedzał w jego melinie przy ul. Senackiej.

Zbrodnia przy kartach

Często we trzech: Tadeusz W. Olejnik i Jan S. grywali tam w karty. Tak też było owego październikowego dnia w 1958 r. Z relacji Tadeusza W. wynikało, że pili wódkę, on wróżył z kart i za każdym razem wychodził krzyżyk, czyli as trefl. I wtedy Jan S. to skomentował dosadnie i powiedział do Olejnika, że "karta wskazuje, że niedługo pochodzisz po świecie". Wzburzony Olejnik wykorzystał moment nieuwagi i uderzył Jana S. butelką w głowę. Potem razem z Tadeuszem W. rannego przenieśli na łóżko. Gdy Jan S. się jeszcze poruszył, Olejnik go dobił, przykrył płaszczem. W. tymczasem szukał służbowej broni byłego milicjanta, ale nie znalazł jej w mieszkaniu. Ręce z krwi umyli pod kranem w bramie, drzwi zamknęli na klucz. Olejnik został aresztowany, a przyparty do muru tylko raz na przesłuchaniu przyznał się do tego zabójstwa. Potem już twierdził inaczej i winą obarczał Tadeusza W.

Trop po latach

Ten z kolei złożył kolejne sensacyjne wyjaśnienia. Opowiedział, że w grudniu 1958 r. był wraz z Olejnikiem przed mieszkaniem przy placu Na Groblach po gotówkę od starszej kobiety. Zapamiętał, że brama kamienicy była pomalowana na żółto, on czekał pół godziny, Olejnik wyszedł, ale mówił, że nie ma pieniędzy.

Żona Olejnika dopiero po latach odwołała swoje zeznania i przyznała, że po śmierci Barbary P. Olejnik przyszedł do niej wieczorem, miał ze sobą zegarek Delbana. - Pożyczyłem go od siostry - opowiadał wtedy kobiecie.

Tymczasem w śledztwie coraz częściej przewijał się motyw kolejnej zbrodni i zwłok zakopanych w piwnicy kamienicy przy ul. Senackiej. Podejrzewano, że może być tam pochowana jedna z prostytutek, przypadkowy świadek mordu na Janie S. Zaczęto kopać. Był styczeń 1961 r. Z dołu wyciągnięto zwłoki, ale mężczyzny. Odór był tak straszny, że milicjanci dzwonili do przełożonych po "służbowy płyn znieczulający". Wódkę dostarczono radiowozem.

Denat miał złamaną czaszkę, w kieszeni grzebień i kawałek gazety. Okazało się, że to Wojciech M. z Nowej Huty, lat 20, rodzice rozpoznali go po zębach. Wyszedł z domu 26 marca 1959 r. Mówił, że wyjeżdża za granicę, ubrał się odświętnie. Był kierowcą w Przedsiębiorstwie Poszukiwań Naftowych przy ul. Lubicz, gdzie pracowali też przez pewien czas Bogusław Olejnik i Tadeusz W. Olejnik twierdził, że to wspólnik zabił Wojciecha M., a on tylko pomagał zakopać zwłoki. Tadeusz W. zaprzeczał.

Przed Sądem Wojewódzkim w Krakowie Olejnik odpowiadał za zabójstwo Barbary P. i Jana S. oraz za pomocnictwo przy zabójstwie Wojciecha M. Dwa razy był wypraszany z sali za obrazę sądu i prokuratora.

- Panie sędzio, ja siedzę niewinnie, proszę mnie nie męczyć, tylko od razu zastrzelić - krzyczał. Sędziowie uznali, że jest winny dwóch zabójstw. Tym bardziej że znalazły się kolejne dowody. Odkryto kupców zrabowanych zegarków Doxa i Delbana. Mieli je przez pośredników od Olejnika. Zgłosił się też nabywca płaszcza w jodełkę należącego do Jana S. Trop też prowadził do Olejnika.
27 marca 1963 r. Bogusław Olejnik usłyszał wyrok śmierci, a Tadeusz W. 10-lat więzienia za pomoc przy zabójstwie Jana S. Nie ustalono ostatecznie, kto, dlaczego i jak zabił Wojciecha M. Wyrok na Olejniku został wykonany.

Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Materiał oryginalny: Skazani na śmierć: Historia Bogusława Olejnika, który siał strach w Krakowie - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3