reklama

Starym wiertaczom tęskno do czasów, gdy nad polami unosił się zapach ropy a w kopalniach trwała ciężka praca

Tomasz PruchnickiZaktualizowano 
Tak wyglądały pierwsze w Gorlickiem kopanki. Zdjęcie zostało wykonane przy jednej z wielu w Sękowej<br>
Tak wyglądały pierwsze w Gorlickiem kopanki. Zdjęcie zostało wykonane przy jednej z wielu w Sękowej archiwum muzeum regionalnego pttk Gorlice
Na żółtym pasku w TVN-ie 20 kwietnia tego roku podają informację, że w Sękowej koło Gorlic płonie ropa naftowa i gaz wydobywający się z ziemi. Niekontrolowany wyciek ropy naftowej i odgazowanie złoża groziło ekologiczną zagładą sąsiadującego lasu i rzeki. Podjęto decyzję o podpaleniu tego miejsca, by zminimalizować szkody górnicze na tym terenie. Akcja kontrolowanego spalania tych naturalnych produktów trwa. Ale nie zawsze tak było.

Już Stanisław Staszic w 1814 roku jako prezes Towarzystwa Królewskiego Przyjaciół Nauk wygłosił pierwszy odczyt na temat kopanek z ropą w Sękowej, które osobiście oglądał. Pierwszy szyb naftowy w Sękowej w tak zwanym „Pustym Lesie” powstał w 1852 roku wybudowany przez właściciela Kobylanki Stanisława Jabłonowskiego. Na pograniczu wsi Siary i Sękowej istniały już w 1791 r. studnie ropne, dzierżawione i eksploatowane przez chłopów pańszczyźnianych od właściciela pól Jana Wybranowskiego.

Szybki rozwój górnictwa naftowego przyniósł w 1875 r. w Siarach zarejestrowanych 16 kopalni, liczących łącznie 155 szybów. Na terenie powiatu gorlickiego w 1887 r. działało 15 rafinerii, z czego cztery w Gorlicach, kolejne trzy w Ropicy Polskiej, a następne w Libuszy, Lipinkach, Ropie, Sękowej, Siarach, Sokole oraz w Stróżówce.

W odpowiedzi na zapotrzebowanie fachowej kadry, w 1885 r. powstała w Krygu Szkoła Wiertaczy i Kierowników Kopalń.

Tak mijały kolejne lata na eksploatowaniu „oleju skalnego” na naszym terenie.

Po pierwszej wojnie światowej polski obszar naftowy, pod względem administracyjnym podzielony został na cztery okręgi górnicze z okręgowymi urzędami górniczymi w Krakowie, Jaśle, Drohobyczu i Stanisławowie. Urzędy te podlegały Wyższemu Urzędowi Górniczemu w Krakowie. Gorlice podlegały Urzędowi Górniczemu w Jaśle.

W okresie międzywojennym pan Władysław, mieszkaniec Siar pracował na jednym z szybów naftowych po drugiej stronie Sękówki. Był specjalistą wiertaczem w zakresie wiertnic udarowych z żerdzią i dłutami i w tak zwanym systemie pensylwańskim. Ten amerykański system wykorzystywał długie i ciężkie dłuta z obciążnikami opuszczanymi przy pomocy wahaczy.

Władysław Długosz wykonał w Borysławiu pierwsze głębokie, udane wiercenia na zlecenie Karpackiego Towarzystwa Naftowego i do rozwoju tych szybów potrzebował wykwalifikowanej kadry.

Pan Władysław skorzystał z możliwości większego zarobku w tym zakątku Galicji i wyjechał do pracy. W tym okresie za granicę C.K. wyjechało wielu wykwalifikowanych naftowców z okolic Gorlic. Podejmowali oni pracę m.in. w Borysławiu, na Zakaukaziu oraz w Indonezji.

Przykładem może być Stanisław Haluch, który we wrześniu 1920 r. wyjechał do Holenderskich Indii Wschodnich, gdzie pracował w Batawskim Towarzystwie Naftowym na Borneo i na wyspie Jawie w charakterze wiertacza i budowniczego szybów wiertniczych. Ojciec pana Władysława wyjechał do pracy w Baku, skąd wrócił po wyzwoleniu, ciesząc się zaufaniem mieszkańców i został wybrany naczelnikiem gminy Sękowa. A więc tradycje tej rodziny sięgają aż do brzegów Morza Kaspijskiego. Praca w Borysławiu była stabilnym zajęciem i nasz bohater, wiązał swoją przyszłość z tym miejscem. Jak zwykle w takich środowiskach chyba łatwiej nawiązuje się kontakty z płcią przeciwną „ze swoich terenów” niż z kimś innym. Poznał swoją „drugą połówkę” i założył rodzinę. Praca na zmiany, dom oraz środowisko z Siar i Sękowej powodowały powstanie jednej z licznych enklaw lokalnej społeczności. Życie płynęło nadal, małżeństwu urodziła się córka i tak tę sielankę zniszczył wybuch drugiej wojny światowej.

Przetaczające się fronty za każdym razem niszczyły szyby naftowe, które z mozołem trzeba było odbudowywać. W połowie 1944 roku Armia Czerwona niszczyła szyby naftowe, aby wróg nie mógł ich eksploatować. Czarę goryczy życia na linii frontu dopełniło zbombardowanie lokalnej elektrowni. Na zasadzie „Polak potrafi” wszyscy powracają do lamp gazowych i następne dwa miesiące dało się przeżyć jako tako. Jednak rodzina, widząc jak płomienie trawią miejsca pracy wielu górników, podjęła decyzję powrotu do Siar.

Zatrzymali się u znajomych a później u dalszej rodziny. Pan Władysław zatrudnił się na jednym z istniejących szybów w Sękowej, położonym blisko ostatniej, kwietniowej erupcji. Do pracy miał niedaleko, bo chodził przez sąsiednią miedzę.

Zbliżający się front i uciekający przed nim Wehrmacht nie napawa optymizmem na lepsze jutro. Kilka miesięcy bez pracy po wyzwoleniu, bo część szybów w Sękowej i Siarach jest zniszczonych, co spowodowało, że pan Władysław pracuje na kopalni w Krygu. Tam spędził następnych kilka lat, lecz dojazd do Krygu stał się bardziej uciążliwy i płacili coraz mniej. Następnie w 1953 roku przeniósł się do Osobnicy, gdzie krótko pracował przy nowej kopalni ropy naftowej. Rodzina przeniosła się tymczasem do Gorlic. W Wodzisławiu Śląskim potrzebowali wiertaczy do odwiertów badawczych za węglem kamiennym. Praca na delegacji była dobrze płatna, ale okupiona rozłąką z rodziną. Jak to zwykle bywa - „coś za coś”. Tymczasem w Gorlicach proboszcz zaczynał wyprzedawać grunt za tak zwaną „Trzecią Miedzą” - późniejsza ulica Buczka (obecnie ulica Laskowskiego). Rodzina kupiła działkę i po roku pojawiły się fundamenty własnego miejsca na ziemi. Żona i córka mieszkały w wynajmowanych kolejnych lokalach, znosząc codzienne trudy z myślą, że niedługo będą mieli własny kąt. Po wybudowaniu domu mają także niewielki ogród i spokój od miejskiego gwaru. Z czasem zabudowa tego terenu przekształci się w normalną ulicę miejską i koniec z podmiejskim klimatem.

Pan Władysław niedługo potem przeszedł na emeryturę, kończąc pracę na Dolnym Śląsku i wrócił do Gorlic. Czas na odpoczynek po trudnym życiu wiertacza i długiej poniewierce. Do początku lat siedemdziesiątych XX wieku zlikwidowano prawie wszystkie szyby naftowe w okolicy, a szczególnie w Sękowej, pozostawiając, gdzieniegdzie skrzypiące kiwony - stalowe, małe żurawie pompujące ciągle ropę z odwiertu.

Jeszcze w połowie dekady okolicę obiegnie plotka, że kiedy do Gorlic przyjechał Edward Gierek niby „z gospodarską wizytą” do Fabryki Maszyn „Glinik” to tak naprawdę, chciał skontrolować zaplombowanie dwóch strategicznych dla naszego kraju odwiertów w Sękowej. Jak wieść gminna podawała - „przyjaciele po wsze czasy zza wschodniej granicy” nakazali Polsce zaplombowanie tych odwiertów, gdyż były na eksploatowanym złożu w ich kraju. Wszystko wówczas było tajne przez poufne, przewiązane sznurkiem tajemnicy państwowej. Ile w tym prawdy, chyba nie dowiemy się nigdy.

Faktem jest, że przez te kopanki, szyby i odwierty wszelkie projekty budowlane na budowę czegokolwiek większego od szopy na narzędzia, w poszczególnych gminach naszego powiatu należy uzgadniać z Okręgowym Urzędem Górniczym w Krakowie.

Z ostatnich wydarzeń widać, że jednak ropa naftowa na naszym terenie istnieje nadal i podpalona nie chce się w złożu wyczerpać. Coś w tym jest. Nie ma już wśród nas pana Władysława i innych pracowników kopalni, którzy kiedyś byli pionierami w kopalnictwie naftowym. Czasem z rzadka powstają monografie i opracowania dotyczące dawnego zagłębia ropy naftowej na naszym terenie. Jedynie w skansenie na Magdalenie można zobaczyć jeszcze to, co było solą - „płynnym bogactwem” tej ziemi i jak wyglądała praca przy wydobyciu. Z tego bogactwa powstawały budynki w mieście jak choćby „Królówka” i miasto rozwijało się dobrze, pomimo doświadczeń wojennych. Nie wiedzieć, dlaczego wraz z upadkiem rafinerii w Gliniku (jedyny przypadek na świecie po drugiej wojnie światowej) przeminął czas „polskiego Dzikiego Zachodu”.

O tych czasach przypomina jedynie ustawiony przy obwodnicy Gorlic malowany na kolorowo model kiwona. A Łukasiewicz z brązu siedzi cicho na ławeczce przed Urzędem Miejskim w Gorlicach i pozwala przysiąść się turystom, spokojnie pozując do wspólnej fotografii.

WIDEO: “Hulajnogi elektryczne będą traktowane jak rowery”. Ministerstwo infrastruktury przedstawiło projekt regulacji

Źródło: TVN24/x-news

Czytaj także

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3