To było Wielkie Odkrywanie Gorlickiego

Halina Gajda
Halina Gajda
Udostępnij:
Nasz region wypadł wspaniale w turystycznym plebiscycie. Mamy najlepszych przewodników i największą atrakcję turystyczną.

Stało się. Gorlickie „rozbiło bank”. Z ośmiu kategorii w plebiscycie Wielkie Odkrywanie Małopolski aż pięć najwyższych nagród trafiło właśnie do nas, w tym ta najbardziej pożądana.
- Od teraz z pełnym przekonaniem i na pełnych prawach na znakach drogowych możemy pisać Gorlice, a zaraz poniżej Miejsce Niezwykłe - mówi burmistrz Rafał Kukla. - To dla nas powód do domu.
W końcu reklamy miasta nigdy za wiele.

Specjalne znaki dla niezwykłego miejsca
Gdy przed rokiem Sękowa święciła tryumfy, wydawało się, że nie ma takiej siły, by najważniejsza turystyczna nagroda dwa lata z rzędu trafiła w to samo miejsce. A jednak stało się inaczej. Gorlice pozazdrościły Sękowej i powalczyły o tytuł Niezwykłych, dla siebie. Wygrana to nie tylko dyplom, ale także czek na 50 tysięcy złotych. - Nie chciałbym za to robić imprezy. Myślę bardziej o czymś, co na stałe zostałoby już w Gorlicach - mówi tajemniczo burmistrz Rafał Kukla.

W końcu jednak zdradza kilka ogólników. - Bo wiecie, są takie urządzenia, które nazywają się multi-men. To naturalnej wielkości postać, która jest swoistym przewodnikiem, opowiadaczem. Nadawałby się do nas - przekonuje.

Elektronicznym gadułą miałby być… Ignacy Łukasiewicz.
- Opowiadałby o pierwszej na świecie lampie naftowej czy historii gorlickiego nafciarstwa - dodaje Rafał Kukla.

Burmistrza do pomysłu przekonała wizyta w skansenie na Magdalenie, nomen omen również laureata plebiscytu. Nie, żeby nie znał skansenu. Zawiózł tam Grzegorza Lipca, członka zarządu województwa małopolskiego.
- Gdy uruchomione zostały te wszystkie kiwony, koła, wahadła i wieże, to momentalnie wokół pojawiła się grupa młodzieży, która wcześniej dosyć sennie włóczyła się po skansenie. Na mechanizm patrzyli z rozdziawionymi ustami, bo nikt im wcześniej nie pokazał tajników nafciarstwa - zaznacza. - I co? Elektroniczny Łukasiewicz byłby idealny - przekonuje.

Najpierw było ściernisko, teraz jest skansen
Pomysł z multimedialnym Łukasiewiczem jest, przynajmniej na razie, mniej niż w powijakach, ale zważywszy na to, że na liście laureatów zespół naftowy na Magdalenie pojawił się dwa razy, może rzeczywiście należałoby się nad nim głębiej zastanowić. - Gdy tata kupował ziemię, na której teraz stoi skansen, nie było tam nic, oprócz krzaków i traw. Nikt z nas wtedy nie wyobrażał sobie, że może z tego powstać prawdziwa perełka - wspominała Marta Ziaja, prezes Stowarzyszenia Przemysłu Naftowego przy Skansenie Magdalena.

Mowa oczywiście o Kazimierzu Dudku, nafciarzu z dziada pradziada. Sam o sobie mówi: czwarte pokolenie co z nafty wyszło.
Po 44 latach przepracowanych w branży ani nafta, ani nic co z nią związane, nie znudziło mu się. Ba, weszło w krew na dobre. Nic więc dziwnego, że kapituła konkursu uznała go za osobowość małopolskiej turystyki, a sam skansen, za największą atrakcję regionu.
- Kupiłem te krzaki, bo nie za bardzo miałem wyjście - śmieje się dzisiaj Kazimierz Dudek. - Firma, w której pracowałem, kończyła tam działalność, a właścicielka na wieść, że się wyprowadzamy, załamała ręce - opowiada. - To była starsza osoba, która dzięki dzierżawie, miała po prostu pieniądze na podatek - dodaje.

Ujęty za serce uznał, że trzeba kobiecie pomóc. Kupił teren, jeszcze sam nie wiedząc bardzo po co. Potem już samo poszło.- Teraz, w jednym miejscu, można poznać całą historię gorlickiego przemysłu naftowego - dodaje.

Laury, owszem są dla niego przyjemne sercu, ale nie po to, by na nich spocząć.
- Jeszcze kilka pomysłów kołacze mi się po głowie - zapowiada.

Turystyka jak więzienie, wpadniesz, a wyjść trudno
Tegoroczne Wielkie Odkrywanie Małopolski było siedemnastą edycją plebiscytu. - Przez te wszystkie lata, powstała grupa ludzi, którzy dobrze się znają, świetnie ze sobą czują i co najważniejsze, trwają w zachwycie nad swoją małą ojczyzną - mówił podczas gali Leszek Zegzda, członek zarządu województwa małopolskiego.

Wtórował mu Wojciech Fedyk, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej mówiąc, że turystyka jest jak więzienie - gdy raz się wejdzie, trudno z niego wyjść. Choć słowa te zabrzmiały nieco złowieszczo, jest w nich wiele racji. Wystarczyło popatrzyć choćby na Amelię Dunin, krakowską przewodniczkę z… 66-letnim stażem. Też gościła na gali. Do dziewięćdziesiątki brakuje jej dwóch lat, a mimo to ciekawość ludzi, turystów wciąż nie pozwala jej na bezczynność.

Co zaś do Miejsc Niezwykłych. Otóż Małgorzata Małuch, wójt Sękowej, jednocześnie gospodyni całego wydarzenia tłumaczyła, że tytuł sprawił, iż o małej gminie zrobiło się głośno.
- Mówimy więc nowym gościom o naszych niezwykłościach, których jest przecież całkiem sporo - śmiała się serdecznie. - A oni wracają do siebie i opowiadają o nas innym - mówiła dalej.

Cóż takiego niezwykłego ma na myśli? Ano, choćby to, że na gminny kilometr kwadratowy przypada więcej wilków niż ludzi, że ma tylu mieszkańców, ilu zginęło podczas Bitwy pod Gorlicami, a parafia ma aż dwie świątynie wpisane do rejestru UNESCO.

Do listy poważnych atrakcji, można by dorzucić jedną, nieco bardziej rozrywkową, a mianowicie Sękowską Rosę, wysublimowany produkt regionalny, którego smak i moc mieli okazję skosztować wszyscy goście gali.

Marzenia wielkie, jak Malowane Wierchy
W ósemce gorliczan, którzy przez plebiscyt przeszli niczym burza, znalazły się Malowane Wierchy, gospodarstwo agroturystyczne z Gładyszowa. Założyła je Sylwia Pach. Był to swoisty powrót do korzeni. Wcześniej historia zatoczyła wielkie koło. Po drodze były bowiem Krynica, Rzeszów, Częstochowa. Na końcu Warszawa.

Pani Sylwia, choć jest jedną z najmłodszych stażem „agroturystek” , to doskonale odnajduje się w tym, co robi. Działa dopiero trzeci sezon, ale ma stałe grono bywalców. Ich opinie mówią same za siebie: miejsce warte polecenia! Czysto, przestronnie, wygodnie. Gospodarze sympatyczni - albo doskonale znają się na tym, co robią, albo potrafią czytać w myślach.
- Któregoś dnia zadzwonił telefon. Okazało się, że z urzędu marszałkowskiego - opowiada pani Sylwia. -Zapytali, co bym chciała dostać, gdybym ewentualnie wygrała swoją kategorię - dodaje ze śmiechem.

W piątek, do domu wróciła z wielkim pudłem - wymarzonym prezentem.
Na gali nie mogło zabraknąć Orlika, gminnej maskotki. Wszak Sękowa to teren, który upodobały sobie te szlachetne ptaki. Ten sękowski, choć ogromny, nie jest tak płochliwy - przytulić się do niego było bardzo łatwo.

Gazeta Gorlicka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie